piątek, 23 grudnia 2016

Zachwiana Biel - Rozdział 27 [Subaru]

Ho! Ho! Ho! Wesołych Świąt! 
Dla tych, którzy obchodzą oczywiście. 
Więc ten... Do nowego roku, a może jeszcze coś wrzucę przed Sylwkiem? 
Zobaczy się.
W takim razie, żeby nie było. Szczęśliwego Nowego Roku! 


Rozdział 27

Luna-chan~? 

    Właśnie miałam zamiar udać się do salonu i zabrać stamtąd zostawioną wcześniej książkę, która była mi teraz bardzo potrzebna, ale widok, który tam napotkałam - mało mnie nie przyprawił o zawał. Wszyscy bracia i dwie moje siostry były w jednym miejscu z jakimś mężczyzną, którego nigdy nie widziałam. Wszystko byłoby okej, gdyby nie dziwne zachowanie Yui. Wychyliłam delikatnie głowę zza ściany. Ona ma oczy podobne do Ayato! Co się dzieje? 
Z zaciekawieniem oglądałam całą akcję, potoczyło się to tak szybko, że nie mogłam zakodować niektórych rzeczy. Wzięłam głębszy wdech stężonego powietrza. Aura jest nieprzyjemna. 
Nagle moją uwagę przykuła idiotka o blond włosach, która miała z powrotem swoje oczy. Właśnie zbiegła po schodach i trzymała w ręku... Nie wierzę, sztylet Subaru! Pojawiła się we mnie dziwna wściekłość, ale szybko ustąpiła narastającego zdziwieniu, gdy moja siostra wbiła sobie go w klatkę piersiową. Wszyscy równie zaskoczeni co ja, wpatrywali się w bezwładnie opadającą Yui, jednak w ostatniej chwili złapał ją Ayato. Położył dziewczynę na sofie, a bracia oraz Lizzy, zbliżyli się - zasłaniając mi widok. Tylko Laito pozostał w tyle, spojrzał w moją stronę. Wzdrygnęłam się i wyszłam zażenowana z ukrycia. Wolnym krokiem podeszłam do rudowłosego.
- Ech... Co się stało? -wydukałam niepewnie patrząc mu w oczy.
- To ciebie nie dotyczy. Idź stąd. -powiedział to tak zimnym tonem, że mnie zmroziło i zaczęłam dygotać. Miał kamienny wyraz twarzy.
Po wypowiedzianych słowach oddalił się ode mnie, podchodząc do reszty. Zapanowała grobowa cisza, a ja czułam się strasznie. Chwyciłam materiał mojej bluzki w pięść. Tak strasznie boli mnie serce. To przez jego słowa?
A nie mówiłam, że jesteś bezużyteczna i nikt cię nie potrzebuje?
Zignorowałam natrętny głos w mojej głowie i ruszyłam z zamiarem wyjścia na zewnątrz. Mam ochotę komuś się wyżalić...
***
Niepewnie wybrałam tylko jeden numer w kontaktach. Ten cwaniak musiał wszystko zaplanować. Po trzech sygnałach odebrał.
- Widzę, że się stęskniłaś, Luna-chan~? Czyżbyś chciała się wyżalić, jak bardzo bezużyteczna jesteś? - wypowiedział to z wyraźnym rozbawieniem w głosie, a mnie wmurowało.
- Zamilkłaś? Czyli zgadłem... Klasyk. No mów, wysłucham cię. -powiedział ze zdegustowaniem.
Nie czekając dłużej, zaczęłam mu opowiadać. Zaczęłam od tego, że kiedyś byłam leczona w psychiatryku, bo stwierdzono u mnie schizofrenię z depresją i różnymi innymi gównami - co okazało się nie prawdą, ale tak długo mi wpajali, że jestem chora i się stałam chorą. Potem jak za pomocą Lizzy wyszłam z tego oraz, że ojciec, który okazał się być tylko kolejnym kłamstwem, wysłał nas do tej przeklętej rezydencji. Powiedziałam nawet, że są w niej wampiry, co z spokojem przyjął i dalej cierpliwie mnie wysłuchiwał. Mówiłam o tym, że udaję chłopaka, którego przebranie na razie zerwał Subaru - wyjaśniłam jemu też o braciach. W końcu także wdrążyłam go w szczegóły dotyczące naszego prywatnego stosunku, ujęłam również, że zostałam wykorzystana i rozkochana. Kończąc na dzisiejszej sytuacji, nie ominęłam mojego samookaleczenia się, ani zaburzonego odżywiania.
- Wiesz co ci powiem, Luna-chan~? Jesteś beznadziejna. -powiedział zimnym głosem, a mną wstrząsnął cichy szloch. - Człowiek zawsze zwala winę na innych, żeby się usprawiedliwić. Co robi chłopiec, który był bity w dzieciństwie, a potem jako mężczyzna zakłada własną rodzinę i mówi oraz zapewnia się, że nigdy nie będzie tak traktować swoich dzieci? Wcale nie utrzymuje postanowienia, tylko widząc, że jego dziecko nie jest idealne, zaczyna je bić usprawiedliwiając się, że on też obrywał od ojca za właśnie bycie niedoskonałym. Otóż zwala winę na kogoś innego. Ty też tak robisz, Luna-chan~. -zaśmiał się na koniec wypowiedzi, ale cały czas była wyczuwalna ta powaga. - Dodam jeszcze, że jesteś beznadziejnym, tłustym pasożytem. Czyż nie powinnaś cieszyć się tym co masz? Spójrz chociaż raz na innych, mają gorzej od ciebie.
Te zdania, które wypowiedział odbijały się echem w mojej głowie. Zaśmiałam się cicho, a potem coraz głośniej i głośniej.
- Dziękuję! Tak bardzo ci dziękuję, Boże! HAHAHA! - nie mogłam powstrzymać spazmów śmiechu i z ledwością łapałam powietrze.
- Dlaczego się śmiejesz? Luna-chan~? - usłyszałam lekkie zdziwienie, które szybko potem zostało zamaskowane.
Typowi ludzie, którzy chcą ukryć swoje prawdziwe emocje kryjąc je za maską, a gdy chcą ją odłożyć, po prostu nie mogą, ponieważ wrasta im się w twarz.
- Dziękuję, że uświadomiłeś mi jak beznadziejna jestem. Teraz jeszcze bardziej chcę zginąć. Dziękuję, że popchnąłeś mnie do przodu. Haha... -otarłam łzy, które zebrały się w kącikach oczu, oddychając coraz bardziej spokojnie.
Nastała cisza, chciałam coś powiedzieć, ale usłyszałam jakieś kroki zbliżające się do mnie, więc się rozłączyłam i szybko schowałam telefon. Ciekawe kto to? Mimowolnie zadrżałam.

~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~


2 komentarze:

  1. Omg, niby krótkie, ale tak wstrząsające i emocjonujące, że aż mi w pięty poszło!I wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ten rozdział przeczytałam to aż dostałam dreszczy z przerażenia, ale muszę powiedzieć, że ten rozdział po prostu rozwala mi system (x°x).
    Przesyłam dużo weny \(°w°)/\(°w°)/ Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku (-3-)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥

Obserwatorzy