wtorek, 10 stycznia 2017

Zachwiana Biel - Rozdział 28 [Subaru]

Hej, hej! Oto rozdział.


Rozdział 28

Wiem to. Wiem... Ale...

Jak się okazało, chwilę później stanął przy mnie w całej okazałości białowłosy wampir z szaleńczym uśmieszkiem. Spojrzałam w górę - pełnia, nie - cały czerwony księżyc.
- Znalazłem cię. - podszedł do mnie i szarpnięciem przyciągnął bliżej, ja zadrżałam pod wpływem jego dotyku.
Tyle się wydarzyło.
Rozerwał mi bluzkę, ukazując tym samym ramię, w które następnie wbił kły. Uniosłam głowę do góry wpatrując się pustym wzrokiem w nocne niebo. Ręce bezwładnie opuściłam wzdłuż ciała, a luźno związane włosy, całkowicie wyswobodził z uścisku gumki - wiatr. Zaśmiałam się cicho, gdy Subaru zostawiał coraz bardziej mocniejsze wgryzienia na moim ciele. Nie mam po co się ciąć i tak zostanę wypróżniona z swojego życiodajnego płynu przez pewnego wampira. No tak, bestie nie kochają... I nigdy nie zmienią się dla jakieś beznadziejnej ludzkiej dziewczyny.
***
Cała pogryziona, wymęczona, trupim krokiem szłam w prost do domu. Nagle poczułam metaliczny posmak w ustach, a następnie upadłam na kolana wymiotując krwią.
Już dawno powinnaś umrzeć, przypomnij sobie...
Szkarłatna ciecz ubrudziła moje włosy, nie przejęłam się jednak i ruszyłam na przód. Po chwili marszu na świeżym powietrzu, poczułam wibracje telefonu. Odebrałam.
- Wiesz, że nie ładnie tak przerywać rozmowę, Luna-chan~? Jeszcze nie skończyłem. -odezwał się w słuchawce, czarnowłosy mężczyzna.
Mruknęłam słabo, zgadzając się z nim i tym samym zachęcając go do dalszej rozmowy.
- Wiesz już, że twój ojciec, to nie ojciec, ale czy wiesz, że twoje siostry, to nie siostry~? -powiedział rozbawiony, jakby czegoś oczekiwał.
Ogarnął mną paraliż i stanęłam jak wryta, na chwilę moje oczy się rozbudziły, żeby następnie znów spowiła je mgła.
- Coś się stało~? Czyżbyś nie wiedziała? -powiedział żartobliwie, a ja się rozłączyłam, ponieważ weszłam już do domu.
Przypomnij sobie...
Jak strzała przeszywająca mój mózg, dotarło do mnie co zrobiłam. Przecież nie powinnam żyć, bo zawarłam kontrakt z śmiercią, o to, żeby ożywiła moje siostry, które umarły. Chciałam widzieć je szczęśliwe, a gdy już to się stanie, wtedy ja umrę i tak żyję za długo. Umarłyśmy całą trójką w szkarłatnych płomieniach. Moje oczy były koloru szmaragdowego, a nie bursztynowego, po tym jak zostałam wskrzeszona takie dostałam.
I dlatego już powinnaś umrzeć...
Jak to? Przecież one jeszcze nie są szczęśliwe, a ja żyję, żeby zobaczyć je...
Zastanów się... 
Weszłam do salonu, przystanęłam w progu widząc jak Elizabeth uśmiechnięta rozmawia z Reiji'm. Wzdrygnęłam się. Przecież potwory nie czują.
Czy ktoś mówił o tym, że ma być to odwzajemnione szczęście? Nie. HAHAHA! 
Tak nie miało być! On ją mami, to potwór! 
Przyjrzyj się...
Wpatrywałam się z uwagą w twarz okularnika. Wygląda na szczęśliwego. Ogarnął mną szok. Nagle Lizzy obróciła się w moją stronę i zamarła, Reiji podążył za nią i też miał zdziwienie wymalowane na twarzy.
- L-Luna... Co się... -przerwał jej wampir stojący koło niej.
- Mogę wiedzieć co tu się dzieje? -powiedział lodowatym głosem.
Ja zbywając go, odwróciłam się do tyłu i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku od tego obrzydliwego obrazu.
Nie podoba ci się teraz?
A Yui? Z kim jest szczęśliwa?
Idź dalej, to się dowiesz.
Postanowiłam posłuchać tajemniczego głosu w mojej głowie i ruszyć na przód. Wyszłam na balkon, który prowadził do drugiej części domu. Na poręczy siedział Kanato mówiący coś do misia. Gdy mnie zobaczył, zrobił zaskoczoną minę.
- Kim jesteś? -powiedział zdezorientowany, a ja przeszłam obojętnie dalej.
Szłam szarym, ponurym korytarzem i nagle się o coś potknęłam, jednak w ostatniej chwili utrzymałam równowagę. Jasne, Shu. Jak zwykle.
- Zawadzasz. -powiedział powoli nie otwierając oczu.
Słabo mi. To boli. Nie zwracając już dalej uwagi, po prostu ruszyłam na przód. Znów poczułam wibracje urządzenia, ale teraz je zignorowałam. Jeszcze nie pora. Jeszcze nie teraz. 
- Widzę, że pasożyt błąka się po korytarzach. -uniosłam twarz, bo miałam upuszczoną głowę.
Spotkałam jadowicie zielone tęczówki, które patrzyły na mnie z pogardą.
- Nie jesteś Yui, prawda? -spytałam wprost naczynia, którym stała się moja siostra.
To jej ciało, ale inna dusza. Kobieta miała zamiar się odezwać, ale Ayato ją wyprzedził.
- S-Shino? -spytał z rozszerzonymi oczami.
Zbyłam go kiwnięciem głowy i wyminęłam. Chcę płakać. I to bardzo. Znów zadrżałam w spazmie szlochu. Jednak nie przejmując się tym, ruszyłam na przód. Chce mi się wymiotować. Szybko pobiegłam do toalety, znów zwracając krew. Spojrzałam w lustro. Wyglądam beznadziejnie. Ciemne wory pod oczami, a same one przekrwione i napuchnięte, o dziwo jeszcze bledsza skóra i zaplamiona krwią, bluzka. Sklejone włosy, też od życiodajnej cieczy. Beznadzieja. Zauważyłam w lustrze zdziwionego kapelusznika. Uśmiechnęłam się słabo.
- Cześć, Laito. -zachrypiałam i wyszłam z pomieszczenia.
Wycieczka dobiega końca, szykuj się Luna...
Obawiam się ostatniego spotkania, spotkania z Subaru.  Co zobaczę? Zaraz się okaże. Z coraz większym trudem stawiałam kolejne kroki. Blask - już zwyczajnego księżyca, oświetlał mi drogę. Tak jakby wyznaczał mi ścieżkę śmierci. Zachichotałam ponuro, jednak mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam przytulającego się Subaru do Yui. Nie widzę jego twarzy, ale mogę stwierdzić, iż obejmuje ją z troską. Zszokowane, różowe tęczówki wpatrywały się we mnie. Ta wiedźma już z niej wyszła? Yui jest jednak naprawdę silna. Dotknęłam policzka. Huh? Ja płaczę? Rzuciłam się w bieg, nie mogąc dalej na to patrzeć. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do ostatniej podpory. Nie wiedząc czemu, ale czuję, że złączyła mnie z tą osobą jakaś nić zaufania. To jedyna osoba, która mnie wysłuchuje i mówi prawdę o mnie.
- Chcesz zginąć? -po paru sygnałach usłyszałam jego głos - dziwny głos.
Nie zastanawiając się dłużej, wypaliłam po między spazmami szlochu:
- T-tak. Chcę. -wydukałam drżącym głosem.
I tak nie mam po co żyć.
- Czy teraz żałujesz, że oddałaś życie za siostry, które tak naprawdę nimi nie są? Luna-chan, odpowiedz mi~? -powiedział drżącym głosem z ekscytacji, którego nie zdołał ukryć, albo po prostu nie chciał.
- Nie. Nie żałuję. -nastała cisza.
Powiedziałam to zgodnie z prawdą, mimo wszystko się do nich przywiązałam. Do idiotki Yui oraz zbyt opiekuńczej Elizabeth. Kocham je i nie przeszkadza mi, że jedna zabrała mi mojego ukochanego. To i tak byłaby toksyczna miłość.
- ... HAHAHA! Zaskoczyłaś mnie! W nagrodę dostaniesz ode mnie pocałunek w usta po śmierci lub nie... -powiedział rozbawiony, głosem szaleńca.
Nie zrozumiałam ostatniej części wypowiedzi. Co znaczy: "lub nie..."?
- Jesteś nekrofilem? -wydyszałam.
Dopiero po moim ciężkim oddechu, wywnioskowałam, że jeszcze biegnę.
- HAHA! Nie! Zrozumiesz później lub nie... HAHAHA! -znów powiedział coś niezrozumiałego.
Nie chce mi się nawet myśleć na ten temat.
Po chwili się uspokoił i zaczął:
- Jest gdzieś u was bardzo wysoko?
- No... Jest na dachu.
- To wejdź na niego. -powiedział lodowato.
Już wiem co zamierza mi przez to powiedzieć. Nie wiem czy w tym wszystkim, to on nie jest bardziej psychopatyczny i szalony, niż szóstka wampirów.
Gdy mocny wiatr rozwiał moje włosy, uświadomiłam sobie, że jestem na dachu. Nawet nie wiem jak się tu znalazłam. Ledwo co nie spadłam, nie był on bowiem płaski, tylko spiczasty i ciężko się na nim utrzymać.
- J-jestem. -spojrzałam w dół i strasznie zakręciło mi się w głowie. - Wysoko...
- Hahaha. Właśnie o to chodziło. Więc teraz skacz. -rozkazał bez krzty emocji.
- A-ale...
Zawahałam się. Dlaczego? Przecież...
- Boisz się? Nie chcesz umrzeć? Przecież i tak nikt za tobą nie będzie rozpaczać. Sama mówiłaś, że masz dość i chcesz...
... i chcesz umrzeć. Wiem to. Wiem... Ale...
Skacz i tak już umierasz. Nie pamiętasz jak krztusiłaś się krwią?
Odrzuciłam telefon na bok. Zjechał po dachu, żeby następnie spaść i roztrzaskać się na dole. Ze mną będzie to samo. Zostanie tylko mokra plama krwi, która później też zniknie. I nikt już nie będzie o mnie pamiętać. Podeszłam do krawędzi. Przechyliłam się w przód...
... pamiętam.
... i zaczęłam spadać.
Następnie tylko mocny powiew wiatru. Cisza... Ciemność... Chwilowy ból.
I koniec... Bezkresny. 
Nieskończona czerń.
Ulga.

~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~


3 komentarze:

  1. Hej. Sorka , że wcześniejszego rozdziału nie skomentowałam , ale miałam problemy techniczne :c
    Powiem ci jedno: ten rozdział był straszny i szokujacy, ale zarazem ciekawy i tajemniczy. Chciałabym już wiedzieć co się stało dalej C℃
    Przesyłam dużo weny na kolejne takie rozdziały ^3^

    OdpowiedzUsuń
  2. No to teraz mi smutno :C
    Biedna Luna-chan, aż chce się ją przytulić, pocieszyć, mimo, iż jest fikcyjna.Bardzo się z nią zżyłam :'C Czyżby w następnym rozdziale dowiedzieli się, że jest dziewczyną?Oh, jak zwykle muszę coś zepsuć :C Swoją drogą, nienawidzę Yui :C Niech się ciąga :P Płaczę, biednaś Luna :"C
    Przesyłam wenę i smutasy :C

    OdpowiedzUsuń
  3. ŁO!
    Megaśny ❤ Kochamm takie opowiadania !
    Wenny i chęci moja droga ❤:*
    ~Ro❤

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥

Obserwatorzy