Gdy czerpiesz satysfakcje z wad.Gdy masz ochotę uciec w ostatniej chwili.Gdy ciężka praca idzie w błoto.
Zdeptana duma.
Słodkich wspomnień, ciąg dalszy~
Następnego dnia we wtorek, z samego rana – udaliśmy się z Shino do jego znajomej. Stwierdziliśmy, że musimy jak najszybciej zacząć, żeby ze wszystkim zdążyć na czas. Co wiązało się z porzuceniem szkoły przez dwa tygodnie. Nie wróżyło to niczego dobrego, bo za niedługo miałam testy kończące drugi semestr. Postanowiłam jednak o tym nie wspominać, bo wizja wolnego od szkoły, przyćmiła zdrowy rozsądek i wygrała.
— Pośpiesz się. Zaraz wchodzimy — z zamyśleń, wyrwał mnie obojętny głos towarzysza z prawej strony.
Kiwnęłam głową i lekko podbiegając do przodu, wyrównałam z nim krok. Spojrzałam na rząd bliźniaczych budynków. Przypominających, że przebywałam blisko osiedla, na którym znajduje się otrzymany przeze mnie dom, od mojej rodzicielki.
Nigdy w nim nie byłam i nie mam takiego zamiaru się w nim pojawić, ale Lizzy mówiła, że trzeba przejść koło bliźniaczych domów, żeby się do niego dostać. Więc chyba jestem niedaleko...
Szybko potrząsnęłam głową, żeby odgonić niepotrzebne myśli i mało co; nie wpadłam na chłopaka o czarnych włosach, który zatrzymałam się na przeciwko ciemno brązowych drzwi. Był to ostatni budynek znajdujący się po tej stronie uliczki. Wyciągnął nieodzianą dłoń – bez rękawiczki – i przycisnął biały przycisk z symbolem dzwonka. W skutek ten, rozbrzmiał się piskliwy dźwięk, a gdy ucichł, można było usłyszeć zbliżające w naszą stronę, ciężkie kroki.
Po chwili, zza drzwi wyskoczyła szczupła kobieta, o krótkich – niemal białych, włosach. Rzuciła się od razu w ramiona Shino, który miał zniesmaczony grymas na twarzy, ale o dziwo objął ją i poklepał delikatnie po plecach. Co było bardzo dziwnym widokiem w wykonaniu tego oto chłopaka. Szybko się jednak od niego oderwała, żeby stanąć na przeciw mnie oraz zmierzyć inteligentnym spojrzeniem dużych, szarych oczu.
— Będzie trudniej niż myślałam, że będzie. Ta dziewczynka, ma bardzo delikatną i kobiecą urodę... No nie wiem, czy podołam — oznajmiła, podpierając sobie palcami brodę.
Spojrzałam porozumiewawczo na złotookiego, prosząc o nieme wsparcie, gdyż kompletnie nie wiedziałam; co miałam zrobić i jak się zachować.
— Ech, kłopotliwe... To jest moja znajoma, stylistka. Pomoże ci zmienić się w chłopaka i–
— No tak! Gdzie moje maniery, ale wybacz, tak dawno nie widziałam Shinusia, że nie mogłam się powstrzymać~ — przerwała mu wypowiedź i chwyciła mnie za ramię, żeby wciągnąć do środka. Usłyszałam za sobą zirytowane cmoknięcie. Natomiast nagły napływ ciepła domu, aż wywołał mdłości. Na co lekko się skrzywiłam. — Mów do mnie Kyoko i się rozbierz. Przejdziemy od razu do działania! — rzekła, klaskając w dłonie.
Shinusia? Na serio...?
Pokiwałam potulnie głową, kompletnie zaskoczona jej porywczym, nieokiełznanym charakterem. Ściągnęłam z siebie płaszcz, szal i powiesiłam go na stojak z innymi; drogo wyglądającymi kurtkami. Tak samo postąpiłam z butami. Korzystając z okazji, że Kyoko konwersowała z Shino – rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to korytarz w eleganckim, nowoczesnym stylu, z różnymi drogimi dodatkami. Wzruszyłam ramionami, niezbyt zadowolona z panującej tu atmosfery. Wolałam bardziej przytulną i domową.
Przekierowałam wzrok z powrotem na ich sylwetki. Kobieta także była odziana modnie, elegancko. Wyglądała naprawdę na szczęśliwą z obecności chłopaka i wymachiwała rękoma na wszystkie strony, wypluwając przy tym natłok słów. Shino natomiast wyglądał na wkurzonego i zirytowanego. Jak przystało na jego arogancki charakter. Dopóki się do niego nic nie mówiło, czy się go nie znało – można było spokojnie wywnioskować oraz stwierdzić, że jest spokojny i cichy. Nie było nic bardziej mylnego, ponieważ wszystko to były jego przeciwności. Zaśmiałam się do siebie, na co dostałam nieoczekiwaną uwagę z ich strony. Oboje odwrócili w tym samym momencie głowy, w moją stronę.
— Dobra, kobiety. Idziemy się szykować, bo mam zamiar przedstawić jeszcze dzisiaj Lunie choreografię — powiedział obojętnie i pociągnął mnie za bluzę do pomieszczenia, które wyglądało trochę jak część salonu fryzjerskiego Lizz.
— Siadaj, małe skarbie — usłyszałam nagle kobiecy głos.
Nie wiadomo kiedy, Kyoko już stała przed nami i z uśmiechem odsunęła mi czarne krzesło, które było umieszczone przed lustrem. Kropla potu spłynęła mi po skroni, a powieka lekko zadrgała. Podeszłam niepewnym krokiem w jej stronę, siadając na krześle. Gdy tylko przestałam się wiercić, kobieta przysunęła swoją twarz do mojej i układając palce w okienko, po raz kolejny – uważnie mi się przyjrzała.
— Zobaczmy... Co my tu mamy? Dobrze, dobrze. Już widzę. Okej. No to teraz czas na analizę! — odsunęła się gwałtownie, zaraz potem klaszcząc w dłonie z podekscytowanym chichotem. W ten oto sposób, mało co nie przyprawiając mnie o zawał serca. — Bardzo blada karnacja. Duże, bursztynowe oczy. Czarne, bardzo czarne włosy do pasa — wymieniła i spojrzała na chłopaka, który zdążył oprzeć się o ozdobny, niski kredens. Wszystko idealnie można było dostrzec w lustrze, dlatego nawet nie musiałam się obracać. — Sądzę, że choćby kilka minut w solarium mogłoby ci zaszkodzić, dziewczynko — przekierowała wzrok z powrotem na mnie i przejechała palcem wzdłuż linii mojej szczęki, uśmiechając się promiennie. Wzdrygnęłam się.
— Sama podsunęłaś rozwiązanie. Mogłem chodzić do solarium, a że mi się znudziło, to już nie chodzę i tak oto wyszła na wierzch moja naturalna karnacja. Co nie? Można tak powiedzieć, prawda? — odezwał się, do tej pory, milczący Shino.
— No niech ci będzie. Ale co z włosami? Twoje podchodzą pod ciemny fiolet, a jej są bardzo czarne. Szkoda było by je przefarbować — oznajmiła, lekko zaczesując je palcami, żeby następnie mocno chwycić włosy w garść na czubku głowy. Pisnęłam zaskoczona, patrząc także w lustro, jak beznadziejnie wyglądam w improwizacyjnej kitce. — Wybacz. Nie miało być tak mocno.
— Mogłem się przefarbować — ponownie odezwał się Katsuki ze znudzoną miną. — Sama wszystko podsuwasz. Po co utrudniać sobie życie...
— Rzeczywiście. Mogłeś się przefarbować — powtórzyła beznamiętnie, Kyoko. Dalej patrząc się bez wyrazu na dzieło, które znajdowało się na moim czubku głowy, żeby następnie je zniszczyć. Zabierając rękę, cała konstrukcja kitka, rozpadła się. Tworząc artystyczny nieład z moich włosów. Wywróciłam oczami i bez większego namysłu, przygładziłam plątaninę czarnych kosmyków. — Natomiast oczy są o wiele większe i mają całkowicie inny kolor. Twoje są wąskie i mają kolor zieleni, zmieszanej ze złotem. Tego nie da się obejść.
— Masz same problemy, kobieto. Kto na to patrzy? — burknął podirytowany, wcześniej uderzając pięścią w czarną komodę. Kyoko wywróciła oczami i potarła skronie.
— Jasne. Wcale nie będzie podobna! Jest o wiele niższa, drobniejsza i mnóstwo innych małych szczegółów. Jasne, nikt na pewno się nie połapie. Jestem tego pewna — powiedziała z sarkazmem. — Będę musiała zrobić jej konturowanie twarzy, bo ma mniej ostre rysy niż Shino. Może to coś pomoże? — wymamrotała do siebie, jednak na tyle głośno, że usłyszałam.
— Przepraszam bardzo... ale jak to później będzie funkcjonowało? Przecież nie będziesz ze mną cały czas, prawda? — zapytałam lekko zaniepokojona o wzmiance na temat jakiegokolwiek makijażu na swojej twarzy.
— Co? Co będzie później funkcjonowało?
— No to całe konturowanie, czy coś takiego...
— Ach! Nie malowałaś się jeszcze? Nie szkodzi! Masz piękną twarz i bez makijażu, jednak teraz będzie to konieczne. Ale się nie martw, wszystkiego cię nauczę! Teraz jeszcze nie na to pora. Wstawaj! — odparła rozpromieniona i chwyciła mnie za ramię, żebym się podniosła.
Przeskanowała moje ciało po raz kolejny w ciągu pobytu tutaj, a następnie wyciągnęła w moim kierunku rękę. Powoli przejechała palcem pomiędzy moimi piersiami. Biała, czysta bluzka, ugięła się pod ciężkim dotykiem, smukłego palca z zadbanym, długim paznokciem. Przełknęłam głośno ślinę, śledząc od początku wzrokiem ruchy Kyoko. Poczułam jak gorąco napływa na moje policzki. Odsunęła palec dopiero na zakończeniu kości żeber i mocnym, gwałtownym ruchem, podniosła moją brodę do góry, którą przycisnęłam wcześniej do szyi.
Sapnęłam zaskoczona, gdy białowłosa skorzystała z okazji i odchyliła moją bluzkę oraz spojrzała bezkarnie na to, co znajduje się pod nią. Zmrużyła oczy i puściła napiętą tkaninę, która od razu z powrotem przylgnęła do mojej klatki piersiowej. Cofnęłam się gwałtownie, wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, żeby następnie zakryć rękoma piersi. Czułam ogromne, palące ciepło na całej twarzy.
— Sorry dziewczynko, ale nie interesują mnie dziewczyny — powiedziała znudzonym tonem i pomachała ręką, jakby chciała coś odgonić.
— T-to-o... c-c-coo to by-yło...?! — wyjąkałam piskliwie, dalej opatulając szczelnie swoją klatkę piersiową. Dopiero teraz czując, że oparcie krzesła wbija mi się boleśnie w plecy.
— Jak ty to wyhodowałaś w tak młodym wieku? To jest możliwe? — zapytała retorycznie. — Ech... nie ważne. Masz trochę spory biust, więc będzie trochę tego zawijania. Może to spowodować, że będziesz wyglądała grubiej~. W końcu musimy owinąć ci także brzuch — wyjaśniła mi najwyraźniej cel poprzedniego działania.
Prawdopodobnie... Tak myślę.
— Że tak, bandażami, co nie...? — przechyliłam głowę i dostrzegłam dzięki temu, kątem oka, przysypiającego już Shino, na szarawym fotelu, w jednym z kątów pomieszczenia. Chyba nieświadomego zaistniałej przed chwilą sytuacji.
— Tak, tak. Ale to następnym razem, wszystko następnym razem — rzekła z monotonią w głosie i podeszła lekkim krokiem w stronę chłopaka.
— Jak to, następnym razem? O co chodzi? — zapytałam zdezorientowana, opuszczając swobodnie ręce wzdłuż mojego ciała, nie czując dalszej potrzeby zakrywania swoich piersi.
— Oh, Shinuś ci nie powiedział~? — odpowiedziała pytaniem na pytanie. Chwyciła w trakcie teczkę leżącą obok przyborów do włosów, żeby następnie zamachnąć się oraz jednym ciosem przywrócić do świadomych, czarnowłosego.
— Kurwa! — zawył i złapał się za głowę.
— Wybacz, że muszę ci przeszkodzić, śpiący królewiczu, jednakże już stwierdziłam, że podejmuję się wyzwania — powiedziała powoli, z wielkim, sztucznym uśmiechem.
— Świetnie. Przyjdziemy do ciebie po dzisiejszym treningu, albo jutro. Była konieczność mnie bicia? — burknął, masując sobie czubek głowy.
— Hej! To po co tu przyszliśmy? Mogliśmy najpierw iść–
— Żeby sprawdzić, czy Kyoko da radę. Powiedziała, że nie może tego stwierdzić tylko na podstawie twojego zdjęcia.
— No... W końcu nawet jeśli się dowiedzą, to mogą ją tylko zdyskwalifikować. Czyż nie? — spojrzała podstępnie na Shino i jednym susłem pokonała małą odległość, która ich dzieliła, żeby objąć go w talii.
— Tak. A płachta hańby okryje nas obojga na wieczność — burknął i wywrócił oczami.
— Oj, Shinuś~. Ty tylko o swojej dumie — złapała go za policzki i wytarmosiła je, uśmiechając się przy tym szeroko. Zachichotałam, na co od razu zostałam obdarowana ostrym spojrzeniem zielonkawozłotych tęczówek. Uśmiech znikł mi tak szybko, jak się pojawił i zastąpił go ponury, drżący grymas.
Dopiero teraz tak naprawdę zdałam sobie sprawę, jak wielki obowiązek zaczęłam nosić. Będę musiała cholernie uważać, żeby nie wpaść...
Przełknęłam ślinę, czując jak ręce zaczęły mi się pocić, a żołądek ścisnął ogromny supeł. Zatrzęsły mną niekontrolowane, silne dreszcze, które nie ustąpiły – jednak po chwili – zmniejszyła się ich siła. Po raz kolejny próbowałam przełknąć, narastającą gulę w gardle. Nadaremnie. Nogi kazały mi uciekać, jednak ja nie mogłam.
❄❄❄
Nawet nie zwracałam uwagi na otoczenie, pochłonięta całkowicie swoimi bojaźliwymi myślami. Przeszłość coraz bardziej godziła mnie majestatyczną siłą. Wpadałam głębiej, głębiej. Nie mogąc się już wydostać. Zatrzęsłam się, zdając sobie sprawę, że dotarłam na miejsce. Zatrzymałam się przy pierwszym stopniu schodów i z trudem uniosłam głowę. Mój wzrok wyostrzył się tylko na dwóch słowach. Zapisanymi drukowanymi, białymi literami na niebieskim tle budynku. Ice Castle. Lodowisko, które tak dawno widziałam. Lodowisko, którego unikałam – nie mając zamiaru już nigdy go widzieć. A jednak. Zaszczyciłam budynek swoim spojrzeniem. Po sześciu latach.
— Ruszysz tu swój tyłek?! Czy mam cię wprowadzić na górę?! — zirytowany krzyk, przerwał moje melancholijne myśli. Uśmiechnęłam się nieśmiało, patrząc na Shino, stojącego na szczycie ośnieżonych schodów. Był już wkurzony.
Yare, yare. Tak szybko go zdenerwować. Jak dobrze, że jest ze mną. Bez niego chyba bym się nie podniosła. Nie. Ja wcale bym nie uciekła. Jednak i tak będę się cieszyć, gdy wyląduję na najniższym miejscu w rankingu. Już widzę tę twarz!
Wpatrywałam się uważnie na poruszającą się po lodowisku, sylwetkę Shino. Robił to stanowczo zbyt niezgrabnie. Nie wykonywał żadnych skoków – ze względu na kontuzję – więc ciężko było mi wywnioskować coś więcej. Gdyby nie noga, robiłby wszystko płynniej. Być może. Miałam jednak wrażenie, że ewidentnie się do tego nie nadawał. Ten sport mu nie służył. Czyżby się zmuszał...? Dziwne. Zdałam sobie sprawę, że ciągle obserwowałam go profesjonalnym okiem. Tak jak wcześniej, moich przeciwników na lodzie. Zacisnęłam mocniej ręce na bandzie, która oddzielała mnie od chłodnej powierzchni. Czułam to zimno w każdym calu ciała. Kazało mi uciekać. Zmrużyłam oczy, a moją twarz wykrzywił grymas bólu i ogromnego przerażenia.
— Luna, wchodź na lodowisko. Myślę, że dość się napatrzyłaś. Musimy ze wszystkim zdążyć — dotarł do mnie stłumiony głos czarnowłosego. Wszystko przycichło.
Pokiwałam powoli głową, zagryzając boleśnie wargę. Trzymając się bandy, podeszłam do wejścia na trzęsących nogach. Kłykcie mi pobielały od mocnego uścisku. Założone łyżwy, cisnęły mnie mocno. Nie z powodu złego rozmiaru, lecz z odzwyczajenia. Przełknęłam głośno ślinę. Unosząc całkowicie powieki. Długie, gęste rzęsy, na chwilę, zakuły boleśnie delikatną skórę pod oczami. Wyprostowałam się i z wielką obawą postawiłam pierwszy krok, od sześciu lat, na lodowisku. Puściłam się podpory, żeby następnie zostawić ją w tyle, podjeżdżając niezdarnie do Shino. Gdy znajdowałam się zaledwie łyżwę od młodego mężczyzny, straciłam równowagę. W ostatniej chwili złapałam się umięśnionego ramienia. Zimny pot spłynął mi po skroni. Nie mogłam powstrzymać spazm strachu, które drgały całym moim ciałem.
— Dłużej się nie dało. Myślałem, że uciekniesz — burknął z wyrzutem, wywracając ówcześnie oczami.
Spojrzałam w jego zielonkawozłote tęczówki z niepewnością. Zdziwiłam się jednak, gdy dostrzegłam w nich przebłysk troski. Skuliłam się jeszcze bardziej, dalej trzymając się uporczywie jego ramienia.
— M-myślisz, że... że dam radę...? — zapytałam drżącym, cichym głosem, nie spuszczając z niego wzroku.
— Dasz. To nie trauma, tylko strach. Tylko tyle.
Spuściłam głowę i rozszerzyłam oczy z niedowierzaniem, nie chcąc, żeby zauważył to Shino. Nieświadomie wbił mi nóż w plecy. Trauma? Naprawdę? Czy to możliwe? Nie. Musiałam go szybko okłamać. Musiałam. Nie mogłam dać mu dostrzec mojego lęku. Wiedziałam bowiem, że się martwi, tylko tego nie ukazuje. Zależało mu. Naprędce zatem wymyśliłam zmianę ciszy, na bezsensowną rozmowę.
— Skąd miałeś moje zdjęcie? — rzuciłam i zarechotałam głupkowato.
Poczułam, jak napinają mu się mięśnie na ramieniu. Zesztywniał, nawet przez moment prawdopodobnie nie oddychał. Nie otrzymując od niego śmiechu, ani ciętej riposty, tylko dziwne zachowanie, spojrzałam na niego podejrzliwie. Powieka mu drgała, a po skroni spłynęła mała kropelka potu. Patrzył się gdzieś na wprost. Odsunęłam się od niego, podpierając ręce na biodrach.
— Shino...?
— Zamknij się, kobieto! Bądź już cicho! — wykrzyknął nagle, pochylając się i wymachując zaciśniętą pięścią przed moją twarzą. — Po prostu je miałem! Nie musisz dociekać skąd! Zajmij się ćwiczeniami, a nie...! Zamknij się!!!
— Jasne... — odparłam, marszcząc brwi i unosząc ręce w akcie kapitulacji.
To sobie temat wybrałam... Bynajmniej odciągnęłam bruneta – przy okazji też siebie – od ponurej atmosfery. Strach powoli powracał. Wycofał się tylko na chwilę. Jednak ja się nie poddam, ponieważ dotrzymywałam obietnic. To dziecinne i naiwne, ale takowa była moja jedna z zasad, których trzymałam się mocno. Bo mądry człowiek ten, który ustala sobie zasady i się ich trzyma, nie mając ich narzuconych, a nie ten, który nie ma ich w ogóle, dalej z tym nic nie robiąc. Westchnęłam, przeczesując sobie powierzchownie włosy.
❄❄❄
Serce łyżwiarza jest kruche, delikatne. Łatwo je rozbić na kawałki. Z każdym kolejnym występem na lodzie, robiło się łatwiejsze do zniszczenia. Wystarczył jeden impuls. Tylko jeden. Czym bardziej kochało się tańczyć na lodowej tafli, tym bardziej bolało rozbicie. Był to akt nieodwracalny. Tak było. Tak mawiała mi zawsze mama. Też jeździła. Występowała dla ludzi. Dla siebie. Jednak ja, miałam odwrotnie. Poczułam to, jak po raz pierwszy ubrałam łyżwy. Serce zaczęło stawać się kamieniem. Grubszym, potężniejszym, za każdym razem. Tak dużym, że trudnym do wykruszenia. Naprawdę twardym. Bolało mnie. Narząd, który przytrzymuje nas przy życiu, równie ważny jak mózg. Zaczynał mi ciążyć. Nie mogłam powoli oddychać. Serce zabierało mi oddech, gdy tańczyłam z coraz piękniejszą gracją na zaczarowanej, lodowej scenie, która świeciła. Świeciła i biła chłodem. Tak zimny również był mój kamień. Wreszcie zabrakło mi tchu i uciekłam, chcąc się ratować. Chcąc dalej żyć.
Teraz jednak wróciłam. Ponownie czułam chłód oraz narastający na stary, nowy kamień. Poprzedni nie zdążył się skruszyć. Ten nowszy jednak stawał się jeszcze twardszy i rósł jeszcze szybciej. Przez demony przeszłości, które przyśpieszały proces z chwalebną rozkoszą. Były gotowe zrobić dla niej wszystko. Nawet zabić same źródło przyjemności. Zabić mnie. Łaknęły bólu. Dlatego po finałach, które zamierzałam zaprzepaścić, od razu chciałam z powrotem uciec do bezpiecznej ostoi. Już więcej miałam nie wrócić do łyżwiarstwa. Tak postanowiłam.
Wszystko szło zgodnie z planem. Nauczyłam się tak jeździć, jak jeździł Shino. Nie tak, jak ja bym jeździła. Wyuczyłam się jego stylu. Na miarę możliwości czarnowłosego, czyli marnie. Nieudolnie. To był mój cel. Upokorzyć go, jak upokorzył mnie. Zadać ten sam cios. Oddać. Dotarłam do Soczi właśnie z tym postanowieniem. Tam przywitał mnie trener Shino, Celestino Cialdini. Wyglądał staro, lecz nie aż tak. Był mulatem. Miał kwadratową twarz i krzaczaste brwi. Nie za duże, jasnozielone oczy. Mdły brązowy kolor włosów, upiętych w koński ogon, w ten sposób odsłaniał swoje baczki. Pachniał starością i z lekka alkoholem. Nie zorientował się, że jestem dziewczyną. Na początku dziwnie na mnie patrzył oraz żartował, że wybielałam, i przechodzę mutacje głosu. Starałam się jak mogłam mówić niższym tonem. Widocznie mi to nie wychodziło. Rozmawialiśmy po angielsku. Udawałam, że nie za bardzo potrafię, bo w końcu Shino prawie nic nie umiał, gubiąc przy tym czasy.
Westchnęłam, drapiąc się po głowie. Wyjęłam telefon i wyszukałam informacje o wynikach finałów. W newsach. Niespokojnie poruszyłam się na plastikowym krześle, stukając nerwowo nogą. Wreszcie załadowała się strona i ukazał się artykuł o mnie. Na zdjęciu siedziałam niewzruszona obok mojego trenera. Przegrałam, byłam na szóstym miejscu, ostatnia. Cieszyłam się z rezultatów w głębi swojego umysłu. Pokazałam na co stać Katsukiego Shino. Tak jak mi powiedział, tak zrobiłam. To była kara za niekonsekwentne ułożenie prośby.
— Shino, nie czytaj tego! — usłyszałam nad sobą głos mężczyzny, który mi towarzyszył. Myślał, że jestem załamana. Uniosłam głowę, ledwo powstrzymując cisnący się na usta, uśmiech. Żwawo gestykulował przy tym rękoma.
— Przepraszam, muszę do toalety — odparłam, zaciskając palce na telefonie i wstałam z czarnego krzesła, żeby udać się w ów miejsce.
— Shino...
Gdy tylko się oddaliłam, na tyle, żeby już mnie nie widział, odetchnęłam z ulgą i wykrzywiłam usta w wielkim, drwiącym uśmiechu. W drodze do ubikacji, przejrzałam do końca newsy. Pisali tam dużo o rosyjskim łyżwiarzu. Viktorze. Wygrał finały. Był na pierwszym miejscu. Najlepszy ze wszystkich. Znałam to imię nazbyt dobrze. Elizabeth miała na jego punkcie obsesję. Szalała za nieosiągalnym. Kochała osobę, która nawet nie znała jej imienia. Nie rozumiałam jej. Mimo to, zostałam zmuszona do obserwacji jego Instagrama i innych stron, na których się udzielał. Słuchania o nim, gdy tylko kobieta pojawiła się w mojej obecności. Musiałam także posiadać chodź jeden plakat, na którym znajdowała się szanowna osoba Viktora – niestety miałam ich więcej – znać jego każdą choreografię oraz oglądać wszystkie występy z nim. Robiłam to tylko ze względu, że byłyśmy przyjaciółkami, no i przez to, że udzielała mi korepetycji z przedmiotów ścisłych. Rozerwała by mnie na strzępy, gdyby dowiedziała się, iż przez chwilę byłam bliżej niego, niż ona.
Stanęłam na przeciw ubikacji. Schowałam telefon, opuszczając bezwładnie ręce wzdłuż ciała i rozwarłam usta. Nie wiedziałam do jakiej łazienki miałam wejść. Damska czy może męska? Co mam zrobić? Przeskakiwałam wzrokiem po niebieskich drzwiach. Jestem dziewczyną, ale teraz udaję faceta. Jeśli ktoś przyłapał by mnie w damskiej... Jednak czułam się nieswojo w męskiej, gdy byłam tam poprzednim razem. Ech. Wejdę do kabiny, zadzwonię do Babci i wyjdę. Po kłopocie, prawda?
Przygryzłam wargę i niepewnie chwyciłam zimnej klamki. Weszłam do środka. Łazienka była przestronna. Podłoga wyłożona szarawymi kafelkami, natomiast ściany, także tym samym, tylko w różnych odcieniach niebieskiego. Zaraz przy wejściu znajdowały się umywalki, a nawet także lustra. W głąb, po prawej stronie, umieszczono czerwone kabiny – ku mojemu szczęściu – oraz pisuary. Zwyczajna łazienka. Jednakże śmierdziało bardziej, niż w damskiej.
Zamknęłam jedną z kabin i z ulgą usiadłam na klapie muszli. Wyjęłam ponownie telefon, wystukując numer do Babci. Obiecałam dzwonić. W końcu także ją okłamałam, mówiąc, że wyjeżdżam na wycieczkę szkolną i niedługo wrócę. Przeczuwałam jednak, że ona wiedziała, iż nie była to prawda. Dodzwoniłam się za trzecim razem.
— Halo? Halo? Kto mówi? — zapytała zaspanym głosem. Usłyszałam, jak coś upada na podłogę z głuchym hukiem.
— E-ech... Wybacz, Babciu. Obudziłam cię?
— Kto mówi? — ponowiła pytanie, a ja westchnęłam przeciągle.
— To ja, Luna — kontynuowałam rozmowę, zdając sobie sprawę, że nie spojrzałam na godzinę, która aktualnie była w Japonii.
— Luna-chan. Luna-chan, kiedy wrócisz? Luna-chan? — powtarzała w kółko moje imię tak głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha. Pewnie znowu nie miała zgłośnionego rozmówcy.
— Niedługo, Babciu, niedługo — odpowiedziałam, przywołując tym samym ogromną chęć wrócenia do domu. Czekała mnie masa nauki i zapewne dostanę też obszerną reprymendę od wychowawczyni, na temat mojej długiej nieobecności. Chyba byłam tutaj już kilka dni.
— Co?! Mówisz tak cicho! Głośniej, nie słyszę! — dostałam po chwili głośny krzyk w odpowiedzi. Wywróciłam oczami, powstrzymując zirytowane cmoknięcie.
— Nieważne. Dobranoc, Babciu. Rozłączam się! — poinformowałam najgłośniej, na ile pozwalało mi obecne położenie, i zakończyłam połączenie.
Westchnęłam, pozwalając dłoni upaść swobodnie na kolano. Uniosłam głowę i z niedowierzaniem pokręciłam głową. Byłam już zmęczona, na tyle, że męczyło mnie dosłownie wszystko. Podniosłam się ociężale, wcześniej chowając telefon do kieszeni czarnej, sportowej bluzy. Ziewnęłam przeciągle, wyciągając ręce ku górze, żeby wyprostować kości. Jednak szybko się rozbudziłam, gdy pewna osoba, stojąca przed moją kabiną, walnęła z impetem nogą o czerwone drzwi, które wprawiły całe małe pomieszczenie w drżenie. Podskoczyłam przestraszona, mało co, nie dostając zawału na miejscu. Jeszcze brakowało mi dzisiaj sprzeczki z wariatem. Naprawdę właśnie tego mi brakowało. Otworzyłam drzwi, gotowa nakrzyczeć na osobnika.
Dość niski, skromnej postawy, chłopak. Ewidentnie młody. Łagodne rysy twarzy, mocno kontrastowały z wściekłymi, zimnymi, niebieskozielonymi oczami. Czarny kaptur przykrywał – częściowo wystające – jasne, średniej długości, blond włosy. Miał na sobie dość charakterystyczną, sportową bluzę z napisem Russia. Pachniał mocnymi perfumami, które drażniły mój nos. Miałam dziwne wrażenie, że gdzieś go widziałam... Bardzo dziwne. Te oczy.
— Hej, ty — zwrócił się do mnie po angielsku z mocnym, rosyjskim akcentem. Wytknął ku mnie palec. Skupiłam ponownie wzrok na jego twarzy. Przygryzał wargę. Patrzył na mnie jak na śmiecia. Nie rozumiałam o co chodzi. — W przyszłym roku wystąpię w zawodach seniorskich. Na lodowisku nie potrzeba takiego japońskiego śmiecia jak ty. Kretynie! — wydarł mi się prosto w twarz ostrym tonem głosu. Patrząc na mnie z góry. Ponieważ byłam od niego niższa, o około dziesięć centymetrów.
A więc to rosyjski łyżwiarz. Może stąd go znam? Chociaż nie interesowałam się pod żadnym względem, już od dawna, niczym co jest związane z łyżwiarstwem. Więc to dziwne. Może znam go z młodości? Tylko nie mogę sobie przypomnieć? Jakże upierdliwe...
Zmrużyłam oczy i odprowadziłam go zaintrygowanym wzrokiem. Byłam ciekawa, czemu do mnie przyszedł. Interesował swoją osobą. Miał determinację, nie to co ja. Zapał w jego oczach oraz nieokiełznana złość, kazały się wycofać. Jednak nie musiał mi tego powtarzać, nawet mówić w ogóle, bo i tak bym zrezygnowała. Cieszyłam się także, że wybrałam męską toaletę. Nieciekawie było by, gdybym weszła do damskiej. Wyśmiał by mnie, a co gorsza zdemaskował. Miałam ogromne szczęście. Ogromne.
❄❄❄
Gdy kątem oka, dostrzegł, że się w nich wpatruję. Obrócił się w moją stronę, a mnie wmurowało w ziemię. Jasnoniebieskie oczy, błyszczące, niemal turkusowe , pałały entuzjazmem i optymizmem. Przypominały mi świecące oraz chłodne lodowisko. Posiadał srebrne włosy, z przydługawą grzywką, która lekko przykrywała jego lewe oko. Wzdrygnęłam się. Był to sam Nikiforov we własnej osobie! Mimo wszystko, musiałam przyznać, że należał do przystojnych, urokliwych mężczyzn. Nie wyglądał tak w telewizji, ani na plakatach i zdjęciach. Tutaj prezentował się inaczej. Ładniej.
— Chcesz zdjęcie? — zapytał się mnie prawie czystą angielszczyzną, unosząc dłoń. — Nie będzie żadnego problemu.
I właśnie w tym momencie wszystko zepsuł. Był irytujący. Pewny, że wszyscy go ubóstwiają. Jak ja nienawidzę takich mężczyzn! Wkurzył mnie. Jak dobrze, że nie będę mieć z nim więcej do czynienia. Debil.
Obróciłam się najszybciej, jak potrafiłam i z mocnym szarpnięciem pociągnęłam za sobą walizkę. Powieka ciągle drgała mi nerwowo. Zirytowana, zmarszczyłam nos. Czułam na sobie jego spojrzenie. Zapewne zaskoczone. Dobrze mu tak.
— Shino! — usłyszałam za sobą nawoływanie Celestino. Zignorowałam je całkowicie, nie odwracając się, ani nie zwalniając tępa.
Wyszłam na zewnątrz, oddychając chłodnym, zimowym powietrzem. Było naprawdę mroźno, bardziej niż w Japonii – oczywiste. Para natychmiast wydobyła się z moich ust. Klimat całkowicie zwalał z nóg. Nie podobał mi się. Definitywnie wolałam ciepło. Jednak mimo wszystko, chłód nie dawał mi aż tak bardzo w kość. Bowiem gotowałam się w środku.
Bynajmniej do czegoś się przydał ten cały Viktor. Jak Lizzy może go wielbić?! Może dlatego, że go nie zna, głupia!
Zazgrzytałam zębami, postanawiając poczekać na trenera. W końcu i tak musiałam udać się jeszcze na obowiązkowy bankiet po zawodach, specjalnie dla łyżwiarzy. Bezsensowne. Wkurzające. Irytujące. Nie lubiłam imprez, nie takich, gdzie trzeba było ubierać się elegancko i nie znało się praktycznie nikogo.
Oraz trzeba było ubrać garnitur! To będzie mój pierwszy raz! Nic dziwnego, skoro nie jestem facetem. Do tego mam bardzo złe przeczucia, co do tego bufetu. Bardzo złe. Mam wrażenie, nie, moja intuicja krzyczy, że coś się wydarzy. Masakra. Pewnie będzie tak nudno, że zasnę i namalują mi coś na twarzy, albo się obślinię. A może, co gorsza, odkryją moją prawdziwą tożsamość? Upierdliwe.
______________________________________________________________
No to koniec wspomnień Luny, teraz przechodzimy powoli do akcji.
Ciekawostka! Pisałam ten rozdział, niemal od początku, od nowa. Wyszedł mi o wiele lepiej, niż za pierwszym razem. Heh.
Przepraszam też za ilość tekstu, ale chyba powoli Was powinnam przyzwyczajać do takiej długości, bo w planach mam bardzo ambitny pomysł i wymaga tak długich, a nawet jeszcze dłuższych, rozdziałów. W końcu zawsze można sobie podzielić i przeczytać rozdział w częściach. Ja tam uwielbiam długie rozdziały, bynajmniej jest co czytać.
(4479 słów^) (niecałe 9 stron)
Następny rozdział

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥