sobota, 23 września 2017

Diabolik Lovers – Rozdział 9



S z k o l n a  g w i a z d a


szkolną gwiazdę, kochały wszystkie dziewczyny
               Przytłaczający ból rozchodził się w każdej komórce mojego niewielkiego ciała. Wysysał ze mnie całą energię, nie pozwalając odetchnąć nawet na krótką chwilę. Łamał moją psychikę, wyśmiewając się z jej kruchości. Jednak postanowiłam podjąć się walki. Nie dla siebie, tylko dla nich. Właśnie tak postanowiłam uporać się z przytłaczającymi myślami niechęci do życia. Będę wypierała się ich tak długo, aż podołam. Nie mogłam się poddać. Nie teraz. Westchnęłam smutno, wpatrując się zamglonym spojrzeniem w zachodzące słońce, które przyjemnie pieściło swoimi ciepłymi barwami, moją bladą skórę. Nieśpiesznie przesunęłam się wzdłuż krawędzi łóżka, żeby dostać się do szafki nocnej. Automatycznie, jak co dzień, otworzyłam ją, wyjęłam jedną pigułkę i połknęłam z niemałym wysiłkiem. Spojrzałam na ilość pozostałych leków, z niepokojem stwierdzając, że za dwa miesiące już ich mieć nie będę. Wzdrygnęłam się na myśl, co mogło się wydarzyć, gdybym nie zażyła choć jednej dziennie. Mimowolnie moja ręka uniosła się ku górze, żeby prześledzić zimnymi opuszkami, perfekcyjnie okrągłe, małe ranki. Zacisnęłam mocno szczękę na nieprzyjemne uczucie palącego pieczenia. Nie minął nawet tydzień, a już dwa osobniki ugryzły mnie po jednym razie.
               Świetnie. To na pewno właściwa droga do długiego przeżycia koszmaru, Luna.
♠ ♠ ♠
               Wierciłam się na bardzo niewygodnym krześle. Nie mogłam znieść uważnego spojrzenia, które co jakiś czas, rzucała mi Mai. Była wielce zaskoczona, gdy nie usiadłam koło niej, więc uśmiechnęłam się przepraszająco, gdy ta obróciła się w moją stronę. Jednak to wcale nie pomogło, tylko z niewiadomych przyczyn, wzbudziło w niej dziwne zachowanie. Byłam naprawdę podirytowana zachowaniem nowej koleżanki. Co chyba cieszyło trochę Subaru. Przez to nie mogłam się skupić na lekcji, a natomiast przez to, nie zrobiłam żadnych notatek. Gdybym nie była na ogół bardzo spokojną osobą, wybuchłabym nieokiełznaną złością. Gdy zadzwonił dzwonek, zwiastujący długą przerwę, gwałtownie wstałam, siadając obok uradowanej Mai.
               — No widzę, mała, że szybko się uczymy. Ciekawe czyja to zasługa~? — zanuciła z ekscytacją, poruszając brwiami w śmieszny sposób. Rzuciłam jej pełne dezaprobaty, a bynajmniej tak miało to wyglądać, spojrzenie. Parsknęła. — No dalej, dalej! Mów! Ach! — pisnęła podekscytowana do granic możliwości, trzęsąc się niespokojnie na krześle.
               Heh. Trochę to śmieszne.
               — Mieszkam u Sakamakich, ponieważ to moi kuzyni. Nie widzę nic nadzwyczajnego w interakcji z Subaru — powiedziałam z powagą w głosie, ledwie powstrzymując cisnący się na usta uśmiech.
               Jej twarz zmieniła się diametralnie po kilka razy podczas mojej wypowiedzi. Na końcu po prostu wytrzeszczyła oczy i prychając jak rasowa kotka, machnęła na mnie ręką. Od razu przybiłam sobie mentalnie piątkę za tak wspaniałe kłamstwo oraz pozbycie się uciążliwej dziewczyny. Miałam zamiar wstać i w spokoju trochę odpocząć – może nadrobić notatki, jednak zostałam gwałtownie zatrzymana.
               — Siadaj! — krzyknęła rozkazująco, na co od razu usiadłam na tyłku. Kilka uczniów rzuciło nam zaciekawione spojrzenia, które spowodowały, że poczułam natychmiastowe ciepło napływające do moich policzków. — Ech, jednak nic się nie zmieniłaś — bąknęła, ponownie machając na mnie ręką, ale nagle się poderwała i z błyszczącymi oczami spojrzała na mnie z podekscytowaniem. — No przecież! Miałam cię przedstawić kilku osobą! — Pacnęła się w czoło, a następnie łapiąc mnie za nadgarstek, poderwała gwałtownie do góry. Pisnęłam zaskoczona nagłym, nieoczekiwanym obrotem sprawy. — Idziemy~!
               Nie miałam jakichkolwiek szans na ucieczkę, ponieważ poczułam się nagle strasznie słabo, więc dałam się poprowadzić Mai, w tylko jej znanym kierunku. Dostałam zawrotów głowy oraz zobaczyłam na chwilę czarne mroczki przed oczami. Westchnęłam, karcąc się za podejście do niej. Naprawdę nie miałam ochoty zawierać nowych znajomości i z kimś rozmawiać, w szczególności dzisiaj. Coś było grubo nie tak.
               Co za beznadzieja. Beznadzieja i tyle.
               Minęło zaledwie dwanaście minut, z zegarkiem w ręku, a przeprowadziłyśmy rozmowę z tyloma uczniami, że nie pamiętałam imion tych pierwszych. Co prawda, ja prawie się nie odzywałam. Utarłam sobie schemat, przez który miałam jak najmniejszy kontakt z rozmówcą. Dzięki roztrzepanej dziewczynie, nie było problemu od wymigania się długiej rozmowie. Nie miałam ochoty, a co dopiero odwagi, na jakieś plotki. Ponownie pożegnałyśmy się z kolejnymi uczennicami, idąc dalej.
               — I co, jak ci się podoba? Mam tylu znajomych, że czasami nie przywitam się nawet ze wszystkimi! — Zaśmiała się, machając przy tym rękoma. — Hmm, myślę, że teraz pójdziemy... W tym kierunku! — wykrzyknęła, pociągając mnie za ramię.
               Nie protestowałam, pozwalając się prowadzić rozemocjonowanej dziewczynie. Nagle do moich uszu dotarły przeraźliwe piski, których nie mogłam ułożyć w jakiekolwiek sensowne słowa. Ponownie poczułam, jak moją głowę przeszywa ostry ból. Jednak, zanim w ogóle do mnie dotarło, stałam zaraz obok wianuszka dziewczyn, które radośnie tworzyły kółko wzajemnej adoracji wokół jakiegoś chłopaka z przesłodzonym głosem. Miał kręcone blond włosy z grzywką, która opadała na prawą stronę jego twarzy. Posiadał oczy o żywym niebieskim kolorze. Spojrzałam kontem oka na rudowłosą. Wyglądała na równie zachwyconą co inne dziewczyny. Mnie natomiast kręciło się coraz bardziej w głowie. Na domiar złego, poczułam wzmacniające się, z każdą chwilą, nudności.
               — Och, Mai-chan~! Miło cię widzieć, kochana — powiedział z radością, uśmiechając się i przy okazji zahaczając o mnie podejrzanym wzrokiem, od którego przeszły mnie niechciane dreszcze.
               — Ciebie też, Kou-kun~! — pisnęła z ekscytacją, wyrywając mnie od spoglądania w jego stronę.
               Kim on niby jest? Jakąś szkolną gwiazdą, czy co? Czekaj... To ten "Kou", o którym wcześniej wspominała w rozmowie z Yuki?
               Jej oczy błyszczały, a policzki przyozdobił delikatny rumieniec, który próbowała zakryć nieśmiałym uniesieniem kącików ust. Nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi, puściła moją rękę, żeby podejść bliżej, a następnie dołączyć do kręgu wzajemnej adoracji. Wykorzystując okazję, szybko się wycofałam i pobiegłam wzdłuż korytarza. Sama nie wiedziałam czemu zaczęłam biec, ale jedno wiedziałam na pewno. Chciałam być jak najdalej od tamtego hałasu. Miałam nadzieję, że Mai nie będzie miała mi tego za złe, bo strasznie wkurzała mnie swoim gadaniem. W szczególności, że miałam poważne kłopoty. Na samą myśl, od razu przyłożyłam rękę do szyi, masując zbolały kark od niewygodnej pozycji podczas spania. Rozejrzałam się niepewnie na boki, dostrzegając rozmawiających ze sobą uczniów. Westchnęłam z nieukrywaną ulgą, udając się ponownie do sali lekcyjnej.
               Szłam powoli, ponieważ ból w czaszce naostrzył się z każdym stawianym krokiem. Jednak z całych sił próbowałam zignorować pulsujące skronie. Ponownie przeleciały mi mroczki przed oczami, więc postanowiłam oprzeć się o jeden z pobliskich parapetów. Przycisnęłam palce do nasady nosa, głęboko oddychając. Nieoczekiwanie, poczułam czyjś dotyk na ramieniu. Wzdrygnęłam się i odwróciłam powoli głowę w kierunku rudej czupryny w kapeluszu.
               — Bitch-chan chyba nie czuje się najlepiej, czyż nie~? — zanucił, przykładając sobie palce do brody, jakby imitował zamyślenie.
               — I co się jeszcze głupio pytasz? — syknęłam, nie mogąc znieść jego głosu, od którego głowa dosłownie zaczęła mi pękać.
               — Nieładnie~. Skąd u ciebie taki niegrzeczny ton, ja próbowałem tylko pomóc. — Udał zmartwionego, nie spuszczając ze mnie uważnego spojrzenia.
               — Wręcz przeciwnie, pogarszasz. Idź sobie — odparłam, nie szczędząc oziębłego tonu. Sama zdziwiłam się na taką nagłą zmianę w moim zachowaniu, ale naprawdę nie czułam się najlepiej.
               — Zimna~. Zaprowadzę cię więc do pielęgniarki, Bitch-chan~ — powiedział całkowicie nieprzejęty moją dosłowną niechęcią do jego osoby.
               — Poradzę... sobie — wyszeptałam, czując napływ gorąca, a następnie zimna.
               Zachwiałam się, powoli odpychając od parapetu. Niestety nogi odmówiły mi posłuszeństwa, drżąc jak galareta. Złapałam odruchowo przedramię zaskoczonego Laito, który następnie pomógł mi się utrzymać.
               — Poradzisz sobie sama, tak? Właśnie widzę, moja bezradna Bitch-chan. Wyglądasz tak pięknie, gdy cierpisz, ach~ — westchnął, mrużąc oczy z przyjemności.
               Wzdrygnęłam się, czując napływającą falę mdłości i obrzydzenia do jego zachowania. Miałam wielką ochotę mu nakopać, a potem uciec. Niestety obecny stan mi nie pomógł, a i tak czułam, że przeciągnęłam strunę swoją nagłą odwagą, napędzaną desperacką próbą zaczerpnięcia spokoju.
               — Nie piszcz, tylko prowadź. Bo zaraz... z-zwymiotuję — bąknęłam, udając nagły odruch wymiotny.
♠ ♠ ♠
               Resztę lekcji przeleżałam w pokoju pielęgniarskim, do którego zaprowadził mnie Laito. O dziwo niczego nie próbował i od razu sobie poszedł, życząc mi jak najwięcej bólu. Miałam wrażenie, że naprawdę świetnie się bawił, ja natomiast wręcz przeciwnie. Rozsadzało mi głowę. Do tego zalewała mnie na przemian fala strasznego gorąca, a następnie zimna, które powodowało gwałtowne, nie do powstrzymania, drgawki. Na domiar złego, nie było tutaj nikogo, kto mógłby mi pomóc. Osoba zajmująca się tym miejscem, musiała gdzieś wyparować, a mój stan ciągle się pogarszał. Próbowałam zasnąć, co kilka razy mi się udało, ale zaraz szybko się budziłam. Informował mnie bowiem o tym zegar wiszący na ścianie. Przeklinałam swoją słabą odporność, która obniżała się jeszcze bardziej, gdy byłam osłabiona, a wysysanie mojego życiodajnego płynu nie było najlepszym sposobem na utrzymanie zdrowia.
               Zakryłam się ponownie pod samą szyję, gdy poczułam narastające zimno. Jednak chwilę później, już leżałam odkryta, ponieważ lał się ze mnie zimny pot. Straszne uczucie niezdecydowania organizmu, wykańczało mnie nie tylko fizycznie, ale także i psychicznie. Błagałam w myślach, żeby tylko te przeklęte wampiry nie zostawiły mnie w szkole na pastwę losu. Nie byłoby mi na rękę przenocować samotnie w tym miejscu. Usiadłam nagle, czując ogromny napływ mdłości. Zaczęłam głęboko oddychać, z całych sił powstrzymując zwymiotowanie zawartości mojego żołądka w postaci niczego. Przełykałam niespokojnie ślinę, czekając na nieuniknione. Nagle moim oczom ukazała się znajoma sylwetka, jednak miałam obawy, że to tylko gorączka płata mi figle. Szybko pozbyłam się tej myśli, gdy poczułam chłodną rękę zaniepokojonej Yui na moim czole.
               — Mój Boże, Luna-chan! Co się stało? Mocno źle się czujesz? Jaka ty blada! — powiedziała zaniepokojonym głosem, o wiele za głośnym, jak na tę chwilę.
               Pokiwałam, powoli, twierdząco głową, dociskając drobną dłoń dziewczyny do czoła. Sprawiała mi tym dotykiem niemałą ulgę.
               — Ja... Poczekaj zawołam kogoś! — oznajmiła pospiesznie, odrywając swoją rękę od mojego gorącego czoła, na co zareagowałam stłumionym jękiem.
               Nie... Poczekaj...
               Pragnęłam powstrzymać wybiegającą Yui, jednak nie miałam siły. Powoli osunęłam się na wilgotną poduszkę, ponownie okrywając się pościelą. Grzywka niekomfortowo przykleiła mi się do spoconego czoła, co bardzo mnie zdenerwowało, bo pojedyncze kosmyki wpadły mi do oczu, ale nic z tym nie zrobiłam. Zamknęłam powieki, poddając się ogarniającemu zmęczeniu.
               ........................
               1619 słów
               

4 komentarze:

  1. Nareszcie rozdział! Jej! :D
    Kółeczko wzajemnej adoracji wokół Kou i Laito życzący jak najwięcej bólu - czuję się urzeczona do reszty. Warto było czekać. <3
    Biedna Luna, tak mi jej szkoda. Chorować w obecności tych przerośniętych komarów to chyba najgorsze co może być. Mam nadzieję, że jednak szybko wróci do zdrowia. Tak zdrowia-zdrowia. I to bardzo nieładnie, że doktorek nie opiekuje się uczniami i zostawia gabinet sam sobie, oj, nieładnie... mam nadzieję, że naprawi swój błąd i się pojawi na stanowisku. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz~. Rozdział byłby szybciej, ale coś nie wyszło. Ach to nieszczęsne życie. Zawsze pod górkę.
      Lepiej dla Luny, żeby ponownie nie znalazła się w gabinecie pielęgniarskim. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
  2. Fajny zwrot akcji :D Podziwiam cię za te długie rozdziały, ja bym tak nie umiała. Czytam już dawno twojego bloga, ale jakoś nie było okazji by się odezwać, więc czekając na kolejne rozdziały postanowiłam coś napisać i dać ci promeczek radości, który mam nadzieje przyda się do tworzenia kolejnych postów. Bardzo podobają mi się twoje pomysły, i naprawdę podziwiam, za to jak się potrafisz rozpisywać oraz rozwijać akcje. Postaram się komentować częściej.

    ~Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję stokrotnie, że zdecydowałaś się skomentować. To naprawdę motywuje i to bardzo!
      Z pomysłami to nie problem, gorzej ubrać to w słowa, ale jak widzę, coś tam wychodzi skoro się podoba. ^^

      Usuń

Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥

Obserwatorzy