niedziela, 14 stycznia 2018

Diabolik Lovers – Rozdział 12



C e n a  p o m o c y


zjadana pomoc, przez zbyt wielką cenę jaką posiada ❞ 
               Dobiegał koniec listopada. Minuty zamieniły się w godziny, a godziny w dni. Tak przetrwałam prawie cały miesiąc w wampirzej rezydencji. Praktycznie ciągle byłam wyczerpana i chora. Realistyczne koszmary mieszające się z wspomnieniami o Akihito nie dawały chwili spokojnego snu. Ciągle kuło mnie ogromne poczucie winy. Obawiałam się najgorszego. Nadal nie wiedziałam co mam poczynić. Wszystko zakrywała gęsta mgła tajemnicy. Jednak bracia Sakamaki najbardziej przeszkadzali w osiągnięciu celu. Choćby nie wiadomo jak próbowałam, nie mogłam dostać się do Yui. Coś ewidentnie zabierało jej sporo czasu. Mogłam się tylko domyśleć kto. Spróbowałam to ignorować, mimo że przeszkadzało niemiłosiernie. Nie musiałam nawet się wysilać, żeby zauważyć, co stało się z Yui.
               Przyłożyłam rozgrzane czoło do szyby, próbując skupić się na jej zimnie. Byleby odlecieć myślami z dala od męczących problemów. W różanym ogrodzie panował spokój. Noc otuliła swoimi ciemnościami całe otoczenie i tylko silny blask księżyca pozwalał dostrzec piękne kwiaty. Byłam mu za to wdzięczna, że rozświetlał to co najpiękniejsze w tym miejscu. Przymknęłam powieki, żeby dać ulgę zmęczonym oczom. Odetchnęłam, gdy chłód zaczął powoli łagodzić ból w głowie. Jednak od błogości silnie odciągał mnie wstręt przed zaśnięciem. Zmusiłam się do ponownego spojrzenia na ogród. Gwałtownie oderwałam się od okna i z rozszerzonymi oczami przyglądałam się osobie stojącej przy krzakach róż. Była to kobieta o długich, jasnofioletowych włosach i ogromnej, dostojnej sukni w odcieniach ciemnego granatu oraz bieli. Niemal natychmiast, gdy ją dostrzegłam, obróciła się przodem i jej wąskie usta pomalowane w odcieniu szkarłatu, wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu. Co mnie bardziej zdziwiło, nie patrzyła w moim kierunku. Poczułam, jak nogi zaczęły mi drżeć, a w uszach było słychać tylko natrętny szum przepływającej krwi. Nagle za brwią, gdzieś z tyłu głowy, przeszył całą czaszkę pulsujący ból. Syknęłam, powoli schodząc z parapetu. Zacisnęłam kurczowo oczy, próbując rozmasować skronie.
               Gdy ból w miarę ustąpił, pod stopami wyczułam coś szorstkiego, a koszulą nocną poruszył delikatny wiatr. Otworzyłam zdziwiona oczy, następnie natychmiast je zamykając, gdyż dotarły do nich ostre promienie słoneczne. Będąc w tak ogromnym szoku, byłam zdesperowana, żeby jak najszybciej dowiedzieć co się właśnie wydarzyło. Uformowałam daszek z ręki i przyjrzałam się wreszcie otoczeniu, w którym się znajdowałam. Zaskoczenie z przed chwili było niczym w tym momencie. Teraz stałam osłupiała na środku jakiegoś placu, a przy mnie biegała trójka małych chłopców. Śmiali się radośnie. Potrząsnęłam głową, do tego szczypiąc się kilka razy, aby upewnić się, że nie śniłam. Nic z tych rzeczy. Jakbym znajdowała się w scenie jakiegoś filmu, w którym absolutnie nie powinno mnie być.
               — Ayato.
               Natychmiast wzdrygnęłam się na dźwięk nowego głosu, odwracając spojrzenie wprost na kobietę, którą widziałam przedtem w ogrodzie. Tym razem mogłam dostrzec jej pełną twarz, a w szczególności oczy. Intensywna, przerażająca zieleń. Mówiła coś do dzieci. Po dłuższym przyjrzeniu, rozpoznałam w nich młodsze rysy trojaczków. Zrozumiałam coś jeszcze. Film nie był kompletny. Praktycznie nic nie słyszałam. Tylko jakieś strzępki rozmów. Ayato miał pochyloną z pokorą głowę, a jego, prawdopodobnie matka, stała nad nim z pełnym uśmiechem, który eksponował jej lśniące bielą kły. Przekierowałam wzrok nieco wyżej, żeby dopiero dostrzec ogromny pałac z wieloma wieżami. Piętrzył się wysoko, próbując dosięgnąć nieba. Wzdrygnęłam się, bo to miejsce wcale nie przypominało posiadłości Sakamakich. Teraz miałam porównanie. Budynek, w którym zamieszkałam był niczym przy tym. A myślałam, że wcześniej czułam się zagubiona. Nic z tych rzeczy. Pałac rozciągający się przede mną sprawiał wrażenie jeszcze większego przytłoczenia. Odwróciłam głowę, kierując ją na kamienną fontannę. Rozszerzyłam oczy, gdy napotkałam sylwetkę Yui, która stała w cieniu drzewa w pudrowej koszuli z falbankami na dole. Szybko do niej podbiegłam.
               — Yui-chan! Jak się cieszę, że cię widzę! Wiesz co tutaj się dzie– — Przerwałam zszokowana. Komori odwróciła się na dźwięk szczekania psa, ale mnie kompletnie nie usłyszała, a co gorsze, nawet nie zauważyła.
               Ogarnęło mnie przerażenie. Poczułam, jak mokra kropla spływa mi wzdłuż zgięcia szyi, żeby zatonąć w dekolcie. Wzdrygnęłam się, wycierając pot z karku. Mój żołądek przetoczył kilka salt. Zachciało mi się wymiotować, ale postanowiłam dalej przyglądać się filmowi, który wcale nie należał do mnie. Nie powinnam dalej oglądać. Mały chłopiec w dziwnym ubraniu, o blond włosach, wyciągnął przed siebie brązowego szczeniaka. Pokazywał go kobiecie o tym samym kolorze włosów co Shu, upiętych w kok. Posiadała piękne kobaltowe tęczówki, a na sobie nosiła szykowną bordową suknię z ciemnymi falbanami na biodrach. Miała srogi wyraz twarzy. Nie wyglądała na zadowoloną. Po chwili wymiany niesłyszalnych słów, podszedł do chłopca służący, ten sam, który odbierał ode mnie bagaż. Chciał zabrać mu psa.
               — Co ty robisz?! Nie! — wykrzyczał blondyn oburzonym głosem. Nazbyt dziecinnym, żeby go posłuchać.
               Temu wszystkiemu przyglądało się jeszcze jedno dziecko. Tak charakterystyczne, że od razu rozpoznałam w nim Reiji'ego. Trzymał w ręku książkę. Także miał niewzruszony wyraz twarzy. Nawet, jak biednemu Shu zabrano psa. Nie mogłam na to patrzeć. Chciałam podejść, oddać mu szczenię i mocno przytulić. Tak bardzo bolało mnie w piersi. Lecz wiedziałam, że nie mogę nic zdziałać. Z opuszczoną głową, minęłam nieświadomą mojej obecności Yui. Jednak zanim się zorientowałam, byłam otoczona po obu stronach przez białe róże. Usłyszałam sapnięcie blondynki. Skaleczyła się w palec kolcem kwiatu. Spróbowałam złapać ją za rękę, ale przeszła przeze mnie, jakbym wcale nie istniała. Kolejny dowód, że nie powinnam tutaj być.
               Ciekawa, na co tak patrzy, odwróciłam się do przodu. Stałam na szerokiej alejce prowadzącej do jednej z wież. Przy Yui znajdował się białowłosy chłopiec, do którego natychmiast podbiegłam z bijącym sercem. Przykucnęłam przed nim. Niestety to nie był Akihito. Mogłam się tego spodziewać. Brat woli jaśniejsze rzeczy. Zrezygnowana spojrzałam na smutną twarz Subaru. Chciałam zobaczyć, co obdarowuje tak tęsknym, zranionym spojrzeniem. Jednak poczułam ponowny kujący ból z tyłu głowy, który uniemożliwił mi poruszanie. Syknęłam, łapiąc się za pękającą czaszkę.
               Otworzyłam oczy, które nie wiem kiedy zamknęłam. Nad sobą dojrzałam ciemny materiał baldachimu. Zerwałam się prędko, rozglądając w popłochu na boki. Gdy dotarło do mnie, że znowu znajdowałam się w swoim pokoju, opadłam w szoku na krawędź łóżka. Ledwo na nie trafiając. Złapałam kurczowo za jedwabistą pościel, czując niewyobrażalną falę bólu. Poczułam, jak gorąca ciecz leciała mi strumieniem z nosa, następnie skapując z brody. Spojrzałam z wzrastającym niepokojem na uda. Zrobiło mi się słabo, gdy zauważyłam tak abstrakcyjną ilość krwi na koszuli nocnej.
               Mojej krwi.
               Szybko przycisnęłam do nosa białą kołdrę, która natychmiast zabarwiła się czerwienią. Poczułam suchość w gardle, jakbym krzyczała. A może krzyczałam, jednak w wszechogarniającym bólu nie mogłam dosłyszeć własnego głosu? Odrzuciłam ubrudzoną tkaninę na bok, gdy wróciła mi trzeźwość umysłu. Rzuciłam się w pośpiechu na szafkę nocną, wpadając na nią przy mocniejszym zawrocie głowy. Wyciągnęłam drżącymi rękoma pojemnik z tabletkami. Przed oczami przeleciała mi masa czarnych kropek. Przymrużyłam oczy, odrzucając na bok lekarstwa. Z głuchym łoskotem potoczyły się w ciemność pokoju, gdzie jasna tarcza księżyca nie dosięgała swoim blaskiem. Opadłam na podłogę, uderzając głową w niedomkniętą szufladę, gdy chciałam się oprzeć o mebel. Z irytacją złapałam się za potylicę.
               Co to wszystko w ogóle miało być...?
♠ ♠ ♠
               — Otwórzcie podręczniki na stronie sto drugiej. Mai-san, zacznij czytać na głos. — Monotonny głos nauczyciela oderwał mnie od spisywania z tablicy słów, które wcześniej było trzeba najpierw rozszyfrować.
               Przewróciłam na daną stronę, nie patrząc, co będziemy przerabiać, tylko dalej próbując odgadnąć zapisane zdanie. Zmrużyłam oczy, ale po dłuższej chwili się poddałam. Nie miałam na to siły, więc odłożyłam pióro na bok i z niechęcią zaczęłam słuchać treści dzisiejszego materiału, a raczej wpadać w wir przemyśleń.
               Po ostatnim wydarzeniu, czułam się jeszcze gorzej. Na szczęście żaden wampir nie przyszedł. Pewnie musieli być czymś zajęci. Miałam nadzieję, że nie Yui. Na domiar złego nie mogłam połknąć tabletki, co bardzo mnie wkurzyło. Nie miałam pojęcia jakie będą tego skutki, ale nie ważne jak próbowałam; nie potrafiłam. Inny sposób nie wchodził w grę, bowiem był dość niebezpieczny. Poddałam się. Nie wnikałam także głębiej w tę wizję, która nie mogła być snem. Na pewno. Zostawiłam sobie to na nieco później, dokładniej na dzisiaj. Chciałam o tym porozmawiać z Yui. Miałam zamiar powiedzieć także o krwi dla Akihito, którą rzekomo posiadała blondynka.
               " I przede wszystkim nie mów nic tej dziewczynie. To musi być odpowiedni moment. "
               Słowa matki odbiły się głuchym echem z tyłu mojej głowy. Jednak je zignorowałam. Nie miałam zamiaru czekać na ten moment. Trzeba było działać jak najszybciej. Za długo już to trwało. Obawiałam się o życie mojego brata i to już bardzo na poważnie. Jego stan był nieciekawy, gdy wyjeżdżałam, a co dopiero teraz. Na samą myśl po policzku spłynęły mi pojedyncze łzy.
               — Luna-san. Teraz ty. — Usłyszałam swoje imię wypowiedziane przez nauczyciela, na co od razu podniosłam się z miejsca. Cała klasa wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Schyliłam głowę.
               Poczułam napływające ciepło na policzkach, które w zastraszającym tempie oblało też moją szyję. Załkałam, nie radząc sobie z nawałem emocji. Nie licząc się z konsekwencjami, wybiegłam z klasy zakrywając się rękoma. Natychmiast dotarło do moich uszu nawoływanie mojego nazwiska przez zdenerwowanego pana od historii, ale nie zatrzymało mnie to przed ucieczką. Czułam się podle. Wszystko paliło mnie żywym ogniem i jednocześnie mocny uścisk chwycił mnie za serce. Na szczęście pokój pielęgniarski znajdował się niedaleko. Miałam zamiar przesiedzieć tam resztę lekcji. Ostatnim razem nikogo nie zastałam.
               W pewnym momencie kolka złapała mnie tak dobitnie, że musiałam przystanąć, żeby złagodzić ból. Oparłam się o pobliską ścianę i z całej siły docisnęłam pięść w bolące miejsce. Skrzywiłam się na narastający dyskomfort. Powoli próbowałam pozbyć się także paniki, wywołanej przez szydercze śmiechy moich rówieśników. Dalej nie mogłam wyrzucić tego upokorzenia z głowy. Zaczerpnęłam większy oddech, ale natychmiast znieruchomiałam.
               — Oi, Płaska Desko! — wykrzyczał zdenerwowany Ayato. Głos dobiegał dokładnie zza drzwi, do których miałam zaledwie dwa małe kroki. Brzmiał naprawdę wściekle.
               — A-Ayato-kun! T-tak! — odpowiedziała mu przestraszonym tonem Yui, który rozpoznam wszędzie. Nie da się zapomnieć tak ciepłej i jednocześnie niemal piskliwej barwy głosu.
               Serce podeszło mi do gardła, a mnie o mało nie zwaliło z nóg. Rozszerzyłam w przerażeniu oczy, instynktownie wycofując się. Nagle wszystko ucichło i słyszałam tylko dudnienie dobiegające z mojej klatki piersiowej oraz urywany, ciężki oddech. Niemal natychmiast miałam jedną myśl. Nie, ja nawet nie zdążyłam pomyśleć, a już posiadałam w głowie plan jak najszybszej ucieczki. Jednak z drugiej strony stał problem sumienia, które dobitnie dawało o sobie znać. Zrobiło mi się strasznie źle, gdy dotarło do mnie, że zostawię Komori na pastwę losu w ramionach ohydnego wampira.
               — ... albo wymyśliłaś sobie wymówkę, żeby dostać się do tego pokoju! Co robisz?! — Niechciany fragment dalszej rozmowy, która toczyła się, gdy ja walczyłam z sobą, dobiegł mych uszu.
               Usłyszałam jakby krzyk, bądź bardziej jęk Yui, a następnie nagłą ciszę. Podbiegłam natychmiast do drzwi z zamiarem uratowania blondynki. Dłoń musnęła zimnej klamki, która podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody.
               Jak ja ją chcę niby uratować? Co ja zrobię? Jak ja jej pomogę? Za jaką cenę mam jej pomóc? Sama mam wejść i dać się ugryźć? Dobry plan, idiotko!
               Zacisnęłam wściekła szczękę i po prostu wpadłam z impetem do środka, odrzucając natrętne myśli. Rozejrzałam się gwałtownie w przypływie adrenaliny. Nie miałam zamiaru dalej być bezsilna. Kończyłam z bezradnością oraz tchórzostwem. Usłyszałam zaskoczone sapnięcia. Moje oczy momentalnie wylądowały na dwóch sylwetkach.
               Nie do wiary...
               Skrzywiłam się z obrzydzenia, gdy zastałam Yui i Ayato, którzy chyba nieźle się bawili, a ja za to źle zinterpretowałam podsłuchaną przez przypadek rozmowę oraz odgłosy. Dziewczyna pośpiesznie próbowała zejść z kolan wampira. Policzki miała zarumienione, a oczy błyszczące i przyciemnione.
               — L-Luna-chan...! Co tutaj robisz? — zapytała zaskoczona i równocześnie zażenowana. Poprawiła pogniecione ubranie, przysłaniając dekolt ręką.
               Ayato złapał ją zaborczo w talii, nie pozwalając jej odejść. Blondynka znowu opadła na łóżko, z którego wcześniej z determinacją wstawała.
               — Właśnie, Rybi Naleśniku! Wynoś się stąd! Nie ma tutaj miejsca dla ciebie, idź gdzieś indziej! — rozkazał podirytowanym głosem, mając w oczach ogniki gniewu. — Przerwałaś nam — dodał dobitnie, gdy zauważył prawdopodobnie moje narastające rozczarowanie. Uśmiechnął się perfidnie.
               — A-Ayato-kun, przes-tań...! Ach!
               Obróciłam się jak najszybciej na pięcie i wyszłam z pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Opanowanym krokiem ruszyłam przed siebie. Musiałam się uspokoić, bo wewnątrz mnie panowała burza. Dziwne uczucie pociągnęło za moje serce i nie było to tylko zwykłe zawiedzenie postępowaniem Yui. Zorientowałam się już wcześniej, jednak teraz, gdy widziałam to na żywo, rozbudziło się we mnie coś dziwnego.
               Nieokiełznanego.
               — Luna! L-Luna-chan! Zaczekaj, już– już nie mogę, ugh! — krzyknęła zasapana Mai, unosząc rękę i machając nią ociężale.
               Zatrzymałam się, gdy wreszcie doczłapała do mnie. Pochyliła się natychmiast, opierając ręce na kolanach. Nagle dotarło do mnie, co wcześniej zrobiłam. Zimny dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa, zaćmiewając moją narastającą wściekłość. Poczułam wpełzające ciepło na policzkach.
               — Tak mi przykro, Luna-chan... ale — urwała zaniepokojona, patrząc na mnie uważnie. Skutecznie odwracałam od niej wzrok. Nie chciałam widzieć w niej litości. — Sensei kazał mi cię zaprowadzić do dyrektora. Tak mi przykro! Próbowałam jakoś wytłumaczyć, że się z ciebie śmiali i– Ten idiota wcale nie chciał słuchać! Tak mi przykro, Luna-chan... — wytłumaczyła z żalem w głosie, następnie pocierając moje ramię w pociesznym geście.
               Wzdrygnęłam się i szybko odsunęłam jej ciepłą dłoń.
               — Nic nie szkodzi. To moja wina. No a teraz– chodźmy więc — powiedziałam, próbując powstrzymać drżenie w głosie, ale niezbyt mi to wyszło.
               Uniosłam wzrok, żeby zobaczyć jej ciepły uśmiech i współczucie w piwnych oczach. Kiwnęłam porozumiewawczo głową. Z wielką obawą poszłam na drżących nogach wprost przed oblicze dyrektora w towarzystwie milczącej Mai. Ta cisza była dziwna. Wręcz przytłaczająca. Jednak nie trwa zbyt długo, gdy wraz z pierwszym brzmieniem dzwonku, na korytarz wyszedł tłum uczniów. Wyjątkowo czułam się jeszcze bardziej zagubiona.
               Szybko zostałam posadzona przed oblicze dyrektora. Jedyną oddzielającą mnie rzeczą od strasznego mężczyzny było biurko zawalone papierami. Miałam ochotę zakopać się pod ziemią z powodu zażenowania. Jego spojrzenie przytłaczająco dawało mi znać, że mam problemy, pomimo spokojnej barwy głosu. Gdy skończył swój wywód o mojej nieodpowiedzialności, podczas którego cały czas nerwowo się wierciłam, nastała sztywna cisza. Zanim wydał wyrok, torturował mnie ją. Czułam, jak żółć niebezpiecznie zbliża mi się do gardła, a żołądek dalej obracał się we wszystkie strony. Pot spłynął mi wzdłuż zgięcia szyi, zadrżałam na nieprzyjemne uczucie.
               — Mam świadomość, że siedzenie w kozie, bądź czyszczenie łazienki i klas może nie wystarczyć — powiedział krótko, poprawiając się na swoim ciemnozielonym fotelu. Przełknęłam ciężko ślinę, odważając się spojrzeć trochę bardziej na twarz dyrektora. Szybko jednak zmieniłam zdanie, opuszczając głowę na powrót. — Więc na razie jesteś wolna, skoro zaraz zaczyna się lekcja. W niedalekiej przyszłości wezwę cię, gdy już wymyślę odpowiednią karę. To co zrobiłaś na lekcji było niedopuszczalne.
               Poczułam kujące znajome uczucie w kącikach oczu. Przygryzłam dolną wargę, żeby zapobiec jej drżeniu. Nie miałam zamiaru rozkleić się przed jeszcze inną obcą osobą. Dość miałam upokorzenia. Pociągnęłam nerwowo za nitkę, która wystawała z rękawa mundurka.
               — Możesz już iść. Powiadomię twoich opiekunów osobiście — wypowiedział z obojętnością i z tym swoim stoickim spokojem.
               Kiwnęłam przytakująco głową, sztywno się pochylając. Z uważną ostrożnością wyszłam na drżących nogach z gabinetu, do którego będę musiała kiedyś wrócić. Zastanawiałam się, jaką karę wymyśli, a co gorsze – jak mocno dostanę od Rejij'ego. Na samo wspomnienie jego osoby, zemdliło mnie. Prędko ruszyłam w stronę najbliższej toalety. Dopadłam pierwszej lepszej kabiny, nie zwracając uwagi na śmiechy dziewcząt i upadłam na kolana. Całą zawartość zwymiotowałam w ostatniej chwili do sedesu. Zakręciło mi się w głowie. Usłyszałam obrzydzone pomruki.
               Co za wstyd... 
               Załkałam żałośnie, nie mogąc znieść całego dzisiejszego zażenowania i rozczarowania. Pierwszy raz poczułam się taka... pusta?
               ........................
               2532 słowa
               a/n: miałam na początku świetny plan, nie, ja go nadal mam. Wiem wszystko, naprawdę wszystko, to co chcę zawrzeć w tym ff, ale nie wiem czemu, do cholery, nie umiem tego przelać w słowa i strasznie długo zajmuje mi pisanie, gdzie na początku, w kilka dni, napisałam sześć rozdziałów. Naprawdę zaczyna mnie boleć, to co piszę, bo mam wrażenie, że wszystko coraz bardziej się spieprza. Jednak z wytrwałością będę dążyć do samego końca. Tak sobie postanowiłam i już.
Ps Dziękuję bardzo za komentarze Mangle. Naprawdę dajesz mi chęci do kontynuowania tego ff, mimo, że ja dawno zwątpiłam w siebie. 

Następny rozdział

6 komentarzy:

  1. "Rozszerzyłam w przerażeniu oczy" - chodziło o to, że otwarła szerzej oczy z przerażenia, prawda? Tak brzmi chyba naturalniej.

    Jak wspaniale długi rozdział, czuję się rozpieszczona. Od pierwszego momentu miałam wrażenie (ehm, jestem złym człowiekiem, wiem), że ta scena z Ayato i Yui to coś innego, niż się wydaje... Ale dobrze to zakamuflowałaś, bo, szczerze, byłam zaskoczona, kiedy moje zbereźne myśli się potwierdziły. Podobało mi się, jak napisałaś tę scenę ^^
    Szkoda mi Luny. Nie zasłużyła na tak surowe potraktowanie... Mai była kochana, że jej broniła. Lubię Mai. Jest taka roztrzepana i energiczna.
    No i scena z braćmi... Zawsze boli w serduszko. Zawsze. Tylko ciekawe, czemu były tam obie? Obie mają serce Cordelii? Hmm, ciekawe, jak je podzieliły. Ty weźmiesz prawą komorę, ja lewą? *Wyobraża sobie krojenie i dwa przeszczepy* Może nie będę szła tym tropem.
    Jak ja dobrze znam ten ból, kiedy wszystko masz zaplanowane, ale nie możesz się zmusić i po prostu pisać. To jest zło i tak się nie robi, mózgu. No, ale kiedy już minie pierwsza fascynacja wymyśloną historią, coraz bardziej 'przyziemnie' się ją widzi... To okropnie demotywuje, jeśli nie ma się jakiegoś stałego pre-readera, bety czy kogokolwiek, kto cię wspiera. Jednak liczę, że dasz radę. Ja też już zdążyłam pogrążyć się w żałobie, widząc swoje poprzednie rozdziały - ale dociągnę do końca, choćby mi miały rączki poodpadać, o. I wiem, że tobie to też się uda. Wspieram mocno i życzę wytrwałości - i nie masz za co dziękować! Po prostu lubię czytać, co piszesz, więc komentuję ^^ W ferie będę musiała przysiąść i od nowa przeczytać calutki twój ff, żeby porządniej wczuć się w całą historię, na rozluźnienie od swojej pisaniny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww, dziękuję, tak bardzo motywują mnie Twoje komentarze, że to nie do opisania. Cieszę się, iż ktoś czyta moje prace.
      No no, fajne, że zwróciłaś uwagę na to, że obie pojawiły się w wizji. Jednak nic więcej nie mogę na razie do tego dodać.
      Oczywiście nienawidzę mojego mózgu, on jest zdecydowanie za bardzo złośliwy dla mnie.
      Dziękuję baaardzo, że we mnie wierzysz, ja też postaram się uwierzyć.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, jakie ciekawe ff! I JA O TYM NIE WIEDZIAŁAM????!!!!
    No dobrze. W zasadzie, przeczytałam tylko ten rozdział. Ale już na jego podstawie mogę powiedzieć, że naprawdę podoba mi się zamysł opowiadania!
    Kochana, I promise, przeczytam resztę w wolnym czasie. Chwilowo przeszukuję jakieś warte obejrzenia blogi i zapisuję sobie w zakładkach - tak, żebym mogła na okrągło zagłębiać się w ukochane DL!
    Odnośnie rozdziału: choć błędów jest od groma ( popracujemy nad tym, nie martw się. Mam taką... tendencję do ich wytykania. Mangle Ci potwierdzi. Takie tam... UZALEŻNIENIE), to na razie Ci odpuszczę.
    Szybko się czytało. Naprawdę. Kurczę, aż samą się zdziwiłam, że tak gładko poszło. Scena z Yui i Ayato.... Awwww. Moe.... moe... MOE.
    Nie będę Ci pisać, co konkretnie mi się w niej spodobało. DOMYŚL SIĘ XD
    I co Luna robiła w tym... Wspomnieniu? Intrygujące... Fuck, szybko muszę przejrzeć poprzednie rozdziały.
    Skarbuś, nie przejmuj się! Ja sama często coś planuję, co wydaje mi się po prostu genial -
    ale prawda jest taka, że za cholerę nie wiem, jak to w ogóle ugryźć. Zwykle brakuje mi motywacji i rezygnuje z konkretnej sceny. Nie Ty pierwsza i nie jedyna to przechodziłaś. Profesjonalistom się to zdarza - jak również lęk, że utracisz swój literacki talent. Ja tak mam od kilku lat. Za każdym razem, gdy zaczynam pisać, myślę sobie : czy to będzie takie dobre, jak myślałam?
    Ale możesz być pewna, że od teraz pozostanę z tobą do końca, a i komentarzów możesz się spodziewać!
    A gdybyś miała :czas/ochotę/była zmuszona (niepotrzebne skreślić) to zapraszam Cię również do mnie ( Strzaskana porcelana ).
    Bo autorki DL muszą trzymać się razem!
    Całuski i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i na pewno zajrzę na Twój blog, skoro piszesz o DL, to z podwójną chęcią.
      Piszę już naprawdę długo, ale błędów to się nie wyzbyłam, a mam wrażenie, że robię ich jeszcze więcej. Co za ironia losu... a może niezbyt duże włożenie ciężkiej pracy w pisanie.
      Tak tylko ostrzegam, jak będziesz czytać starsze rozdziały, to uważaj, żeby oczu Ci nie wypaliło, bo błędów zapewne jest nawet i więcej.
      Serio tak Wam się podoba ta scena Ayato x Yui? Nie wiedziałam, że może przypaść do gustu. Chyba nie będę obawiać się publikować bardziej śmiałych scen.
      Ach te piękne pomysły, które przesmykują się między palcami, uciekając już na zawsze. Cry.

      Usuń
    2. Żałosny komentarz podobnie jak poziom jego autora. Super rozdział, pozdrawiam
      Adam

      Usuń

Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥

Obserwatorzy