edit | środa, 09.08.2017 | całkowicie nowa historia!
B i a ł a P o r c e l a n a
❝ była sobie jak śnieg biała porcelana ❞
Wciąż stałam w tym samym miejscu, nie ruszając się, choćby nawet, o centymetr. Władzę nad ciałem przejął strach, który wywołał paraliż. Patrzyłam na podłogę, całą siłą woli ignorując krytyczne spojrzenie Reiji'ego. Już wiedziałam — czując to w szpiku kości — że nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Nie. Błąd. Z nikim nie chciałam mieć nic wspólnego. Wszyscy byli nienormalni. Wampiry. Chciałam uciec. Wrócić do domu. Oczywiście, że tam było o wiele lepiej.— Doprawdy. Obie nie macie żadnych manier — oznajmił aroganckim tonem. — Drzwi otwarte na rozcież, prowadzą do twojego pokoju. Na pewno ich nie przeoczysz — dodał z kpiną.
Nastała cisza. Namacalna, niezmącona. Delikatne tykanie zegara; to niedługo usłyszałam. Nie czułam na sobie żadnego spojrzenia. Ośmielona, podniosłam głowę i nikogo nie zauważyłam. Byłam sama w pomieszczeniu. Stwierdziłam, że musiało się coś stać z Yui, albo po prostu wszystkich podnieciła gonitwa za nią. Postarałam zapamiętać, żeby lepiej nie uciekać przed żadnym z nich. Byli inni, reagowali inaczej, mieli inne postrzeganie na wszystko. Otarłam wierzchem dłoni policzki i pociągnęłam nosem. Postanowiłam — tak na wszelki wypadek — sprawdzić drzwi wejściowe. Ruszyłam więc na drżących, z nadmiaru adrenaliny, nogach.
Szłam powoli i w miarę spokojnie; jeszcze dygotałam. Byłam zadowolona, że znajdowałam się w samotności. Dodała mi odwagi, bo to część mnie, w której uwalniałam swoje prawdziwe ja. Wzięłam głęboki oddech. Spróbowałam się uspokoić, w szczególności dudniące serce, które waliło w żebra jak młot. Miałam wrażenie, że wszyscy mogli usłyszeć to bicie, bo ja aż nadmiar. Dziwne, że nic jeszcze nie pękło. Zatrzymałam się przy pokaźnych drzwiach, przez które niedawno przechodziłam z nadzieją powrotu. Przełknęłam ślinę i spróbowałam je otworzyć — napierałam na nie, siłowałam się z nimi — ale ani drgnęły. Jednak nie miałam zamiaru całkowicie się poddawać. Jeszcze nie, skoro była okazja.
Bynajmniej taki miałam zamysł, bo gdy tylko usłyszałam dwa potężne grzmoty, następujące po sobie w bliskiej odległości czasowej, odskoczyłam jak oparzona. Wiatr ponownie zahuczał złowrogim rykiem, a deszcz nasilił — dokładnie słyszałam dudnienie o pobliskie okna. Zagryzłam boleśnie wargę, ale szybko się opamiętałam, nie chcąc jej przegryźć. Nie chciałam jakiejkolwiek krwi. Postanowiłam udać się zatem do pokoju, którego „na pewno nie przeoczę”. Zagotowało się we mnie, gdy przypomniałam sobie ton tego bufona. Przecież mogłam przedrzeźniać go w myślach. Na początku okularnik wydawał się najbardziej ułożony i normalny ze wszystkich, później okazał się ciętym arogantem, na którego trzeba było uważać.
Przechodziłam ponurymi korytarzami, w poszukiwaniu mojego nowego pokoju — do tej pory nie mogłam go znaleźć. Miałam wrażenie, że zataczałam stały schemat; powtarzając miejsca, które już widziałam. A może były to po prostu tak bardzo podobne do siebie korytarze, które wprowadzały w złudzenie. W idealnie równym pasie, który tworzyły ściany, dostrzegłam lekko uchylone drzwi, przez które wydobywało się jasne światło. Ostrożnie podeszłam bliżej i zajrzałam niepewnie do środka, ale wciąż nie wchodząc do pomieszczenia. Moje oczy zaatakował wszechobecny róż z fioletem. Jęknęłam na nagły kontrast kolorów i światła. Na wprost mnie, umieszczone było ogromne łoże z baldachimem — o różnych odcieniach barwy różu i jasnego fioletu — które pomieściło by co najmniej kilka osób. Mój wzrok jednak skupił się na czymś innym, a raczej na kimś. Na łóżku, pod kołdrom, leżała nieprzytomna Yui.
Wbiegłam do wnętrza pokoju, odruchowo zatrzaskując drzwi. W tym momencie, nic nie obchodziło mnie bardziej niż Yui. Wskoczyłam ostrożnie na łóżko, które ugięło się od mojego ciężaru. Przyłożyłam dłoń do ciepłego czoła dziewczyny. Dla pewności, przycisnęłam jeszcze dwa palce w miejsce pulsu na szyi. Zmrużyłam oczy w napięciu. Na szczęście krew toczyła się przez żyły. Ledwie zdążyłam zabrać rękę, a powieki blondynki zadrgały, ukazując śliczne, różowe kule. Odetchnęłam z ulgą, uśmiechając się delikatnie do oszołomionej Yui. Nagle podniosła się gwałtownie.
— Gdzie ja jestem?! — krzyknęła przejęta, a następnie jęknęła z bólu, dotykając głowy.
Była przebrana w pudrową koszulę nocną z wstążką w kształcie kokardki na piersi. Nie dociekałam, w jaki sposób zdjęto jej ubrania i, przede wszystkim, kto to zrobił.
— Spokojnie. Chyba w swoim nowym pokoju... Tak myślę — powiedziałam cicho, ukrywając oczy za komfortową grzywką.
— Ach?! Luna-chan, nic ci nie jest? Nie zrobili ci nic? — zapytała pośpiesznie, patrząc na mnie uważnie. Poczułam się skanowana.
— Lepiej powiedz, co—
Wbiegłam do wnętrza pokoju, odruchowo zatrzaskując drzwi. W tym momencie, nic nie obchodziło mnie bardziej niż Yui. Wskoczyłam ostrożnie na łóżko, które ugięło się od mojego ciężaru. Przyłożyłam dłoń do ciepłego czoła dziewczyny. Dla pewności, przycisnęłam jeszcze dwa palce w miejsce pulsu na szyi. Zmrużyłam oczy w napięciu. Na szczęście krew toczyła się przez żyły. Ledwie zdążyłam zabrać rękę, a powieki blondynki zadrgały, ukazując śliczne, różowe kule. Odetchnęłam z ulgą, uśmiechając się delikatnie do oszołomionej Yui. Nagle podniosła się gwałtownie.
— Gdzie ja jestem?! — krzyknęła przejęta, a następnie jęknęła z bólu, dotykając głowy.
Była przebrana w pudrową koszulę nocną z wstążką w kształcie kokardki na piersi. Nie dociekałam, w jaki sposób zdjęto jej ubrania i, przede wszystkim, kto to zrobił.
— Spokojnie. Chyba w swoim nowym pokoju... Tak myślę — powiedziałam cicho, ukrywając oczy za komfortową grzywką.
— Ach?! Luna-chan, nic ci nie jest? Nie zrobili ci nic? — zapytała pośpiesznie, patrząc na mnie uważnie. Poczułam się skanowana.
— Lepiej powiedz, co—
— Fufu~. Bitch-chan się obudziła, a Bitch-chan Dwa przyszła ją odwiedzić, jak słodko~ — westchnął Laito, który pojawił się nagle i zaczął powoli wspinać się wyżej nas. Yui pisnęła, naciągając różową pościel na siebie.
— Spróbuj tknąć własność Ore-sama! Łapy precz! — burknął Ayato, także pojawił się znikąd, i zepchnął z łóżka Laito, który nie zdążył zareagować na cios; jęcząc przy upadku.
Docisnęłam zaciśnięte piąstki do piersi, obserwując wszystko w milczeniu. Ponownie czułam, jak robi mi się niedobrze.
— Niesprawiedliwe, Ayato.
— Zamknij się! Bierz Rybiego Naleśnika — warknął, zatrzymując na mnie chwilowo wzrok. Skrzywił się. — Ja spróbuję Deskę.
— Opanujcie się. Spóźnicie się do szkoły — usłyszałam poważny głos okularnika, spojrzałam przed siebie na karcące spojrzenie czerwonych tęczówek. Szybko odwróciłam wzrok.
— Tch... Znowu ty, Reiji. Musisz się wtrącać — prychnął podirytowany czerwonowłosy.
— A był taki dobry moment — zawtórował mu Laito, przybliżając się bliżej mnie. Wcisnęłam się w oparcie łóżka.
— Wy, natychmiast się przebieżcie — powiedział Reiji, zbywając komentarze swoich braci.
— Przebieżcie? Ale... gdzie idziemy? — zapytała Yui, a mój wzrok przeniósł się na róg łóżka.
Znajdowały się na nim dwa komplety rozłożonych ubrań, perfekcyjnie ułożonych i bez żadnego zagniecenia. Przypomniałam sobie, że Reiji mówił wcześniej coś o szkole.
Mundurki? Faktycznie... Obecna trójka ma, chodź trochę, podobne do siebie stroje.
— Czyż to nie oczywiste? Do szkoły — oznajmił to z taką prostotą, jakby było to powszechną, podstawową rzeczą do zrozumienia.
— Szkoła...? O tej porze? Jest już późno — odparła Yui, nie przejmując się jego kąśliwą uwagą.
Właśnie, o tej porze? Hmm, szkoła wieczorowa? Może to to.
— Doprawdy, co za utrapienie. Nie rozumieć tak prostego zdania. Jakim trzeba być bezmyślnym — zakpił, marszcząc brwi i obdarowując nas krytycznym spojrzeniem. — Oczywiście, że uczęszczamy do szkoły wieczorowej, nie mamy tego samego trybu życia co ludzie.
Chłopaki zniknęli.
— O tej godzinie... — bąknęła, przykładając sobie tkaninę do ust.
— Jakiś problem? Po prostu się dostosuj — powiedział, przekierowując chłodny wzrok na mnie. — Z kolei ty... Jeszcze nie znalazłaś swojego pokoju? — zapytał retorycznie. — Ludzka głupota mnie zaskakuje — skwitował, poprawiając swoje okulary.
— Po prostu jeszcze koło niego nie przeszłam — prychnęłam cicho na jego bezczelną uwagę.
— Mówiłaś coś? — Posłał mi spojrzenie mrożące krew w żyłach. Wzdrygnęłam się, wbijając jeszcze bardziej w kąt łóżka.
— Nie — mruknęłam naprędce.
— Przebieżcie się szybko — zażądał, a następnie wyszedł z pokoju.
Spojrzałyśmy na siebie w tym samym momencie, obdarowując się nieśmiałymi uśmiechami, aby rozluźnić zgęstniałą atmosferę. Yui wstała z wysokiego łóżka, a ja rozejrzałam się po pomieszczeniu. Tuż przy brązowych drzwiach, znajdował się biały kominek, na którym stały dwa ozdobne talerze i zegar. Dalej, jasna, dość pokaźna, szafa. Na przeciwko łóżka, toaletka z kosmetykami. Po lewej stronie pokoju, szerokie okno z różowymi zasłonami i białymi firanami, białe biurko z kilkoma książkami, zielonym, małym krzaczkiem oraz ozdobnym krzesłem. Na ścianie wisiał niewielki obrazek, a koło stała lampa. Sufit zdobił skromny, jasny żyrandol z pięcioma świecami. Przy mnie znajdowała się szafka nocna z tacą i jakimś syropem. Wreszcie wstałam, żeby założyć mundurek — tam natomiast, była różowa pufa i dwie pary brązowych butów. Spojrzałam na Yui, która aktualnie wychyliła się za drzwi; sekundy po tym, pisnęła.
— Podziękuję! — krzyknęła krótko i zatrzasnęła drzwi.
— Kto to? — zapytałam, biorąc elegancki mundurek do ręki i wyciągając go przed siebie, żeby przyjrzeć się mu dokładniej.
— Ayato-kun, ale mnie przestraszył. Poza tym, chcę ci coś powiedzieć — powiedziała ściszonym głosem.
— Mhm, ale później, lepiej żebyśmy się już przebrały — mruknęłam.
Przytaknęła kiwnięciem głowy i podeszła, żeby przyodziać się w strój.
Mundurek szkolny składał się z czarnej marynarki, tego samego koloru, kamizelki i białej, zapinanej koszuli. Na dekolcie widniała biała kokarda, nad którą była druga, czerwona. Do tego, czarna spódnica — kończyła się nad kolanami i była zdecydowanie przykrótka, jak na mój nieśmiały gust — z białą, lekko wystającą, halką pod spodem oraz równie czarnymi, podkolanówkami. Strój wyglądał na drogi i miał charakterystyczny wzór trzech kwadratów w rogu kamizelki, który widniał także u chłopaków. Placówka musiała być prywatna, a jakby inaczej. Pomyślałam sobie, że w życiu nie zarobiłam bym na ten ciuch, a co dopiero na uczęszczanie do tej szkoły. Westchnęłam, ponownie obawiając się dosłownie wszystkiego.
Przebrałyśmy się w milczeniu i dość sprawnie. Jednak, gdy udałyśmy się do salonu, już nas wyczekiwano. Nie dziwiło mnie to, skoro w mundurki ubrani byli już wcześniej. Przywitało nas sześć uważnych spojrzeń. Wydawało mi się, że dosłownie niektórzy pożerali nas wzrokiem. Moje wrażenie było nieomylne, gdy usłyszałam komentarz Laito zwrócony do mnie oraz Yui. Westchnęłam i z niedowierzaniem pokręciłam głową. Dostałyśmy od okularnika po jednej brązowej aktówce, które nie różniły się kompletnie niczym.
Na podjeździe czekała najprawdziwsza czarna limuzyna z przyciemnianymi szybami. Nigdy dotąd nie widziałam na oczy tak ekskluzywnego auta, a co dopiero nim jeździła. Zachłysnęłam się i o mało nie potknęłam o własne nogi. Od razu poczułam na sobie ostre spojrzenie Reiji'ego. Przełknęłam głośno ślinę, wsiadając za resztą wampirów oraz Yui, która została pociągnięta przez Ayato. Musieli być naprawdę bogatą rodziną, skoro posiadali tak wspaniały dom i różne inne, drogocenne udogodnienia.
Yui usiadła, a raczej została zmuszona, koło Ayato, który zajął większość miejsca na siedzeniu odwróconym tyłem do kierowcy. Po prawej stronie siedział Shu, miał zamknięte oczy i nie przejmował się otoczeniem. Zaraz obok, usadowił się Kanato, zaczynając prowadzić jednostronny dialog z misiem; nazwał go, bodajże, Teddy'm. Następny siedział Laito, spoglądał, to na mnie, to na Komori, z uśmiechem, nie wróżącym niczego dobrego, a przynajmniej niczego stosownego. Przy tylnym oknie, zajął miejsce Subaru, patrzył się w bok — był najmniej zainteresowaną osobą — a koło niego, najbliżej wejścia, Reiji, który od razu zabrał się za czytanie jakiejś niegrubej, wyglądającej na starą, książki.
Nastał ten moment, który zdarzał mi się dość często. Albowiem był to moment, w którym nie wiedziałam kompletnie, co mam zrobić. Nie było dla mnie miejsca. Co prawda, wcisnęłam bym się gdzieś pomiędzy, ale jakoś nie napawało mnie to entuzjazmem. Mimo, że w jakiś sposób, jakaś tam cząsteczka mnie, ekscytowała się jazdą tymże bogatym samochodem z ekskluzywnym wyposażeniem.
........................— Spróbuj tknąć własność Ore-sama! Łapy precz! — burknął Ayato, także pojawił się znikąd, i zepchnął z łóżka Laito, który nie zdążył zareagować na cios; jęcząc przy upadku.
Docisnęłam zaciśnięte piąstki do piersi, obserwując wszystko w milczeniu. Ponownie czułam, jak robi mi się niedobrze.
— Niesprawiedliwe, Ayato.
— Zamknij się! Bierz Rybiego Naleśnika — warknął, zatrzymując na mnie chwilowo wzrok. Skrzywił się. — Ja spróbuję Deskę.
— Opanujcie się. Spóźnicie się do szkoły — usłyszałam poważny głos okularnika, spojrzałam przed siebie na karcące spojrzenie czerwonych tęczówek. Szybko odwróciłam wzrok.
— Tch... Znowu ty, Reiji. Musisz się wtrącać — prychnął podirytowany czerwonowłosy.
— A był taki dobry moment — zawtórował mu Laito, przybliżając się bliżej mnie. Wcisnęłam się w oparcie łóżka.
— Wy, natychmiast się przebieżcie — powiedział Reiji, zbywając komentarze swoich braci.
— Przebieżcie? Ale... gdzie idziemy? — zapytała Yui, a mój wzrok przeniósł się na róg łóżka.
Znajdowały się na nim dwa komplety rozłożonych ubrań, perfekcyjnie ułożonych i bez żadnego zagniecenia. Przypomniałam sobie, że Reiji mówił wcześniej coś o szkole.
Mundurki? Faktycznie... Obecna trójka ma, chodź trochę, podobne do siebie stroje.
— Czyż to nie oczywiste? Do szkoły — oznajmił to z taką prostotą, jakby było to powszechną, podstawową rzeczą do zrozumienia.
— Szkoła...? O tej porze? Jest już późno — odparła Yui, nie przejmując się jego kąśliwą uwagą.
Właśnie, o tej porze? Hmm, szkoła wieczorowa? Może to to.
— Doprawdy, co za utrapienie. Nie rozumieć tak prostego zdania. Jakim trzeba być bezmyślnym — zakpił, marszcząc brwi i obdarowując nas krytycznym spojrzeniem. — Oczywiście, że uczęszczamy do szkoły wieczorowej, nie mamy tego samego trybu życia co ludzie.
Chłopaki zniknęli.
— O tej godzinie... — bąknęła, przykładając sobie tkaninę do ust.
— Jakiś problem? Po prostu się dostosuj — powiedział, przekierowując chłodny wzrok na mnie. — Z kolei ty... Jeszcze nie znalazłaś swojego pokoju? — zapytał retorycznie. — Ludzka głupota mnie zaskakuje — skwitował, poprawiając swoje okulary.
— Po prostu jeszcze koło niego nie przeszłam — prychnęłam cicho na jego bezczelną uwagę.
— Mówiłaś coś? — Posłał mi spojrzenie mrożące krew w żyłach. Wzdrygnęłam się, wbijając jeszcze bardziej w kąt łóżka.
— Nie — mruknęłam naprędce.
— Przebieżcie się szybko — zażądał, a następnie wyszedł z pokoju.
Spojrzałyśmy na siebie w tym samym momencie, obdarowując się nieśmiałymi uśmiechami, aby rozluźnić zgęstniałą atmosferę. Yui wstała z wysokiego łóżka, a ja rozejrzałam się po pomieszczeniu. Tuż przy brązowych drzwiach, znajdował się biały kominek, na którym stały dwa ozdobne talerze i zegar. Dalej, jasna, dość pokaźna, szafa. Na przeciwko łóżka, toaletka z kosmetykami. Po lewej stronie pokoju, szerokie okno z różowymi zasłonami i białymi firanami, białe biurko z kilkoma książkami, zielonym, małym krzaczkiem oraz ozdobnym krzesłem. Na ścianie wisiał niewielki obrazek, a koło stała lampa. Sufit zdobił skromny, jasny żyrandol z pięcioma świecami. Przy mnie znajdowała się szafka nocna z tacą i jakimś syropem. Wreszcie wstałam, żeby założyć mundurek — tam natomiast, była różowa pufa i dwie pary brązowych butów. Spojrzałam na Yui, która aktualnie wychyliła się za drzwi; sekundy po tym, pisnęła.
— Podziękuję! — krzyknęła krótko i zatrzasnęła drzwi.
— Kto to? — zapytałam, biorąc elegancki mundurek do ręki i wyciągając go przed siebie, żeby przyjrzeć się mu dokładniej.
— Ayato-kun, ale mnie przestraszył. Poza tym, chcę ci coś powiedzieć — powiedziała ściszonym głosem.
— Mhm, ale później, lepiej żebyśmy się już przebrały — mruknęłam.
Przytaknęła kiwnięciem głowy i podeszła, żeby przyodziać się w strój.
Mundurek szkolny składał się z czarnej marynarki, tego samego koloru, kamizelki i białej, zapinanej koszuli. Na dekolcie widniała biała kokarda, nad którą była druga, czerwona. Do tego, czarna spódnica — kończyła się nad kolanami i była zdecydowanie przykrótka, jak na mój nieśmiały gust — z białą, lekko wystającą, halką pod spodem oraz równie czarnymi, podkolanówkami. Strój wyglądał na drogi i miał charakterystyczny wzór trzech kwadratów w rogu kamizelki, który widniał także u chłopaków. Placówka musiała być prywatna, a jakby inaczej. Pomyślałam sobie, że w życiu nie zarobiłam bym na ten ciuch, a co dopiero na uczęszczanie do tej szkoły. Westchnęłam, ponownie obawiając się dosłownie wszystkiego.
♠ ♠ ♠
Przebrałyśmy się w milczeniu i dość sprawnie. Jednak, gdy udałyśmy się do salonu, już nas wyczekiwano. Nie dziwiło mnie to, skoro w mundurki ubrani byli już wcześniej. Przywitało nas sześć uważnych spojrzeń. Wydawało mi się, że dosłownie niektórzy pożerali nas wzrokiem. Moje wrażenie było nieomylne, gdy usłyszałam komentarz Laito zwrócony do mnie oraz Yui. Westchnęłam i z niedowierzaniem pokręciłam głową. Dostałyśmy od okularnika po jednej brązowej aktówce, które nie różniły się kompletnie niczym.
Na podjeździe czekała najprawdziwsza czarna limuzyna z przyciemnianymi szybami. Nigdy dotąd nie widziałam na oczy tak ekskluzywnego auta, a co dopiero nim jeździła. Zachłysnęłam się i o mało nie potknęłam o własne nogi. Od razu poczułam na sobie ostre spojrzenie Reiji'ego. Przełknęłam głośno ślinę, wsiadając za resztą wampirów oraz Yui, która została pociągnięta przez Ayato. Musieli być naprawdę bogatą rodziną, skoro posiadali tak wspaniały dom i różne inne, drogocenne udogodnienia.
Yui usiadła, a raczej została zmuszona, koło Ayato, który zajął większość miejsca na siedzeniu odwróconym tyłem do kierowcy. Po prawej stronie siedział Shu, miał zamknięte oczy i nie przejmował się otoczeniem. Zaraz obok, usadowił się Kanato, zaczynając prowadzić jednostronny dialog z misiem; nazwał go, bodajże, Teddy'm. Następny siedział Laito, spoglądał, to na mnie, to na Komori, z uśmiechem, nie wróżącym niczego dobrego, a przynajmniej niczego stosownego. Przy tylnym oknie, zajął miejsce Subaru, patrzył się w bok — był najmniej zainteresowaną osobą — a koło niego, najbliżej wejścia, Reiji, który od razu zabrał się za czytanie jakiejś niegrubej, wyglądającej na starą, książki.
Nastał ten moment, który zdarzał mi się dość często. Albowiem był to moment, w którym nie wiedziałam kompletnie, co mam zrobić. Nie było dla mnie miejsca. Co prawda, wcisnęłam bym się gdzieś pomiędzy, ale jakoś nie napawało mnie to entuzjazmem. Mimo, że w jakiś sposób, jakaś tam cząsteczka mnie, ekscytowała się jazdą tymże bogatym samochodem z ekskluzywnym wyposażeniem.
— W czym tkwi problem, dziewczyno — zapytał retorycznie Reiji, unosząc zimny wzrok znad czytanej książki.
Chciałam odpowiedzieć na to, w jaki sposób do mnie mówił, ale nie wiedziałam co powiedzieć, na domiar złego, limuzyna już ruszyła z miejsca. Zakołysało mną do przodu, a następnie do tyłu i gwałtownie w bok, tak, że niemal znalazłam się na kolanach Subaru, który prawie by się nie zorientował, gdyby nie kąśliwy komentarz ze strony Laito.
— Fufu~. Bitch-chan Dwa taaka zachłanna. Najpierw mnie kusi, a potem siada na kolana Subaru, fufu, taka niegrzeczna~ — powiedział z udawanym wyrzutem.
— Zamknij się! A ty tak nie stercz nade mną, durna kobieto! — wrzasnął Subaru i pociągnął mnie nagle za rękę w dół, żebym następnie spadła na miękkie siedzenie, koło kapelusznika oraz niego.
Pisnęłam zaskoczona, obejmując się w talii. Laito przysunął się do mnie z ogromną przyjemnością i dziwnym, zagadkowym uśmieszkiem. Nasze uda się dotknęły. Przebiegł mnie, wzdłuż kręgosłupa, zimny, niechciany dreszcz, który zakończył się lekkim wstrząsem całego ciała, a rudowłosy natomiast zareagował na to zbliżenie dość specyficznie... jękiem. Odsunęłam się jak oparzona, stykając swoje plecy z ramieniem Subaru, który od razu posłał mi wrogie spojrzenie. Wycofałam się więc potulnie, wciskając w kąt siedzenia, przy którym akurat siedziałam. Nie był szczególnie wygodny do opierania, ale do ochrony jak najbardziej. Przymrużyłam oczy, błagając w duchu o jak najszybszy koniec podróży.
— Przestań cały czas mnie nazywać Deską, to nieuprzejme! — Usłyszałam nagle urywek rozmowy Ayato i Yui, która do tej pory do mnie nie docierała.
Biedna dziewczyna była przyciskana przez zielonookiego, który bezczelnie na nią napierał mając tyle miejsca. Bezowocnie odpychała go od siebie rękoma.
— Nie ma mowy, De-sko. D-e-s-k-o — wykłócał się z nią dalej, ukazując przy tym, na końcu, kły.
Reiji zamknął książkę z cichym „puf”, czym zwrócił na siebie moją uwagę. Ewidentnie miał bzika na punkcie manier, co bardzo kazało mi na niego uważać. Taki niewinny głos podświadomości.
— Ile razy mam powtarzać, że z takim zachowaniem masz udać się do swojego pokoju, Ayato — powiedział monotonnie, z lekką dozą nagany.
Ayato prawie natychmiast się odwrócił, ówcześnie prychając, i założył sobie ręce na klatce piersiowej, zamykając oczy. Chyba się obraził na zwrócenie mu uwagi. Natomiast Yui, patrzyła się z nieodgadnionym spojrzeniem w kierunku okularnika.
Ciekawe, co o nim myśli, bo ja miałam mieszane uczucia.
— Natomiast wy dwie. Tu jest dla was stu procentowy sok żurawinowy.
— Ech? Dziękuję bardzo — odpowiedziała uprzejmie Yui, a ja po prostu wzięłam kartonik z napojem, który kojarzył mi się tylko z moją anemią, którą miałam w dzieciństwie.
— Nie dziękuj. Jesteście po prostu naszą żywnością, macie to pić dla własnego dobra codziennie — oznajmił niezmiennym tonem, patrząc wprost na blondynkę.
Komori zadrżała mocno, trzymając kartonik na kolanach i uparcie na niego patrząc. Zacisnęłam szczękę, nic nie dodając. Mimo to byłam wściekła. Tym razem się nie przestraszyłam, chodź wiedziałam, że prędzej czy później mnie ugryzą i tylko ode mnie będzie zależeć, czy przeżyję. Jednakże nie mogłam sobie pozwolić na takie traktowanie. Nie pozwalała mi na to godność człowieka. Nie będą pomiatali moją rasą. Ja też z jedzeniem nie rozmawiam, ale ludzie to co innego. Nimi nikt nie musiał się żywić i do tej pory myślałam, że to oni stanowili koniec łańcucha pokarmowego.
I tak zostanie na zawsze, choćbym miała umrzeć. Ludzie są inteligentni i dlatego przetrwali, żyjąc do dziś.
— Patrz Teddy, jacy ludzie są słabi. Cała się trzęsie, zobacz — powiedział Kanato delikatnym głosem, który w ogóle nie pasował do jego zadowolonego oblicza sadysty, cieszącego się z czyjegoś nieszczęścia. Przysunął maskotkę bliżej Yui, która wciąż wpatrywała się w otrzymany sok.
Limuzyna nagle się zatrzymała, informując mnie, że nareszcie znaleźliśmy się na miejscu. Teraz się nie bałam. Nie bałam się na razie niczego, kierowana czystą złością. Z determinacją ścisnęłam mocniej kartonik, który wgiął się trochę, z powodu nacisku jakim go obdarzyłam.
I oby tak było dłużej, beznadziejny tchórzu...
Chciałam odpowiedzieć na to, w jaki sposób do mnie mówił, ale nie wiedziałam co powiedzieć, na domiar złego, limuzyna już ruszyła z miejsca. Zakołysało mną do przodu, a następnie do tyłu i gwałtownie w bok, tak, że niemal znalazłam się na kolanach Subaru, który prawie by się nie zorientował, gdyby nie kąśliwy komentarz ze strony Laito.
— Fufu~. Bitch-chan Dwa taaka zachłanna. Najpierw mnie kusi, a potem siada na kolana Subaru, fufu, taka niegrzeczna~ — powiedział z udawanym wyrzutem.
— Zamknij się! A ty tak nie stercz nade mną, durna kobieto! — wrzasnął Subaru i pociągnął mnie nagle za rękę w dół, żebym następnie spadła na miękkie siedzenie, koło kapelusznika oraz niego.
Pisnęłam zaskoczona, obejmując się w talii. Laito przysunął się do mnie z ogromną przyjemnością i dziwnym, zagadkowym uśmieszkiem. Nasze uda się dotknęły. Przebiegł mnie, wzdłuż kręgosłupa, zimny, niechciany dreszcz, który zakończył się lekkim wstrząsem całego ciała, a rudowłosy natomiast zareagował na to zbliżenie dość specyficznie... jękiem. Odsunęłam się jak oparzona, stykając swoje plecy z ramieniem Subaru, który od razu posłał mi wrogie spojrzenie. Wycofałam się więc potulnie, wciskając w kąt siedzenia, przy którym akurat siedziałam. Nie był szczególnie wygodny do opierania, ale do ochrony jak najbardziej. Przymrużyłam oczy, błagając w duchu o jak najszybszy koniec podróży.
— Przestań cały czas mnie nazywać Deską, to nieuprzejme! — Usłyszałam nagle urywek rozmowy Ayato i Yui, która do tej pory do mnie nie docierała.
Biedna dziewczyna była przyciskana przez zielonookiego, który bezczelnie na nią napierał mając tyle miejsca. Bezowocnie odpychała go od siebie rękoma.
— Nie ma mowy, De-sko. D-e-s-k-o — wykłócał się z nią dalej, ukazując przy tym, na końcu, kły.
Reiji zamknął książkę z cichym „puf”, czym zwrócił na siebie moją uwagę. Ewidentnie miał bzika na punkcie manier, co bardzo kazało mi na niego uważać. Taki niewinny głos podświadomości.
— Ile razy mam powtarzać, że z takim zachowaniem masz udać się do swojego pokoju, Ayato — powiedział monotonnie, z lekką dozą nagany.
Ayato prawie natychmiast się odwrócił, ówcześnie prychając, i założył sobie ręce na klatce piersiowej, zamykając oczy. Chyba się obraził na zwrócenie mu uwagi. Natomiast Yui, patrzyła się z nieodgadnionym spojrzeniem w kierunku okularnika.
Ciekawe, co o nim myśli, bo ja miałam mieszane uczucia.
— Natomiast wy dwie. Tu jest dla was stu procentowy sok żurawinowy.
— Ech? Dziękuję bardzo — odpowiedziała uprzejmie Yui, a ja po prostu wzięłam kartonik z napojem, który kojarzył mi się tylko z moją anemią, którą miałam w dzieciństwie.
— Nie dziękuj. Jesteście po prostu naszą żywnością, macie to pić dla własnego dobra codziennie — oznajmił niezmiennym tonem, patrząc wprost na blondynkę.
Komori zadrżała mocno, trzymając kartonik na kolanach i uparcie na niego patrząc. Zacisnęłam szczękę, nic nie dodając. Mimo to byłam wściekła. Tym razem się nie przestraszyłam, chodź wiedziałam, że prędzej czy później mnie ugryzą i tylko ode mnie będzie zależeć, czy przeżyję. Jednakże nie mogłam sobie pozwolić na takie traktowanie. Nie pozwalała mi na to godność człowieka. Nie będą pomiatali moją rasą. Ja też z jedzeniem nie rozmawiam, ale ludzie to co innego. Nimi nikt nie musiał się żywić i do tej pory myślałam, że to oni stanowili koniec łańcucha pokarmowego.
I tak zostanie na zawsze, choćbym miała umrzeć. Ludzie są inteligentni i dlatego przetrwali, żyjąc do dziś.
— Patrz Teddy, jacy ludzie są słabi. Cała się trzęsie, zobacz — powiedział Kanato delikatnym głosem, który w ogóle nie pasował do jego zadowolonego oblicza sadysty, cieszącego się z czyjegoś nieszczęścia. Przysunął maskotkę bliżej Yui, która wciąż wpatrywała się w otrzymany sok.
Limuzyna nagle się zatrzymała, informując mnie, że nareszcie znaleźliśmy się na miejscu. Teraz się nie bałam. Nie bałam się na razie niczego, kierowana czystą złością. Z determinacją ścisnęłam mocniej kartonik, który wgiął się trochę, z powodu nacisku jakim go obdarzyłam.
I oby tak było dłużej, beznadziejny tchórzu...
2338 słów
a/n: niby widzę, że ktoś czyta, bo rozdziały są wyświetlane, ale czy ja wiem... Może to tylko puste wyświetlenia? Dajcie koniecznie znać, co myślicie o tym ff!


Czyli szykuje się SubaruxLuna moze być ciekawie ^^
OdpowiedzUsuńJeju *.* Rozdział super :D Wiem, że komentuje strasznie późno ale nie miałam okazji wcześniej odwiedzić wszystkich blogów. A tak swoją drogą.... GDZIE KOLEJNY ????
OdpowiedzUsuńNiedługo będzie. Byłam za granicą, więc nie miałam czasu na pisanie ^^
Usuń