edit | poniedziałek, 14.08.2017 | całkowicie nowa historia!
D z i w n e m i e j s c e
❝ żyli w dziwnym miejscu pełnym róż ❞
Reiji zatrzymał nas jeszcze przy jednym z okien, oznajmiając monotonnym głosem, że Yui znajduje się w klasie razem z Ayato i Kanato, a ja natomiast z Subaru. Mówił także coś na temat dobrych wyników oraz nie spóźniania się, ale szczerze mnie to już nie interesowało. Byłam zajęta podziwianiem wielkiego budynku, jakim była prestiżowa szkoła. Drugim powodem było jego zachowanie, jak on do mnie, tak ja do niego. Teraz natomiast moja pozycja nie była za ciekawa, bowiem... zgubiłam się. Tak zafascynowały mnie żyrandole, że...No dobra, po prostu się zgubiłam.
— Po prostu się zgubiłaś, głupia — powiedziałam do siebie, trzymając się jak najbliżej ściany.
W mojej starej szkole, którą dopiero co zaczęłam gdy jeszcze mieszkałam u siebie, nikt nie krzątał się po korytarzach i wszyscy ostro trzymali się zasad. Może dlatego, bo szkoła była mała i niewysoko się za nią płaciło. Nie zmienia to faktu, że się zgubiłam, a uczniowie najwyraźniej traktowali korytarz jak spacerniak. Trafne określenie tego więzienia. Potarłam rozdrażniona skronie, niepewnie rozglądając się na boki. W końcu musiałam znaleźć tę przeklętą klasę. Tam zapewne poczuję się bezpieczniej.
Wreszcie znalazłam moją klasę. Jednak nie obyło się bez pomocy. Na moje szczęście znalazła się jeszcze jedna zagubiona dusza, ale taka, która znała drogę. Posiadała włosy pofarbowane na rudo, z czarnymi odrostami na czubku głowy. Oczy miała lśniące, duże o kolorze piwnym. Niemal hipnotyzujące. Nie dość, że zaprowadziła mnie pod same drzwi, i jeszcze dalej, to nakazała mi siedzieć z nią w jednej ławce za pomoc. Nie stawiałam oporu, będąc nawet zadowolona, że ktoś po raz pierwszy przyczepił się do mnie, a nie ja do niego. Ku mojemu zdziwieniu, usiedliśmy przed Subaru, który obrzucił mnie zniechęconym spojrzeniem, żeby następnie odwrócić wzrok w stronę okna.
— ... no i wiesz, właśnie tak to się skończyło. A ty? Jak tam u ciebie? — dotarł do mnie urywek rozmowy dziewczyny, która obecnie prowadziła dialog ze sobą samą, bo ja kiwałam co jakiś czas tylko głową. — Hmm? Podoba ci się Sakamaki, ten Sakamaki? Hahaha. Nie trać czasu — oznajmiła zadowolona, wybuchając kolejnym gromkim atakiem śmiechu.
— Ha? — uniosłam brwi. — Czemu tak sądzisz? — zapytałam cicho, zerkając w stronę Subaru. Rzucił mi wrogie spojrzenie.
— Czemu co? No nie widzisz, nie nadaje się do tak delikatnej osóbki, jaką jesteś ty, bo widzisz–
— Nie o to mi chodzi. Czemu twierdzisz, no... że mi się podoba — wyjąkałam, drapiąc się niezręcznie po grzbiecie nosa.
— Heh. Czy to nie oczywiste? Caaały czas się na niego patrzysz i w ogóle. Spójrz tam! — złapała mnie za brodę, przekręcając gwałtownie w tym kierunku, w którym chciała, żebym patrzyła. — Ten jest o wiele lepszy! Hahaha!
Był to chłopak w pierwszej ławce. Nosił okulary, posiadacz czarnych włosów, niewysoki, przy sobie. Tyle mogłam zobaczyć z obecnego ustawienia. Wydęłam wargę, obracając się bokiem i udając obrażoną.
Gada i gada, końca nie widać. Muszę jednak przyznać, że czuję się przy niej swobodnie.
— No, Luna-chan. Luna-chan~! Obróć się, nie dąsaj się śliczna istoto, no chodź — rzucała coraz to wymyślniejsze i niezgodne z prawdą, argumenty, żebym się nie gniewała. Postawiłam na swoim, zerkając raz jeszcze w stronę Subaru. Wyglądał na niezadowolonego. — No hej, powiedziałam to dla żartu, Luna-chan~.
— O, Mai! Jak dobrze cię widzieć, kochana! — usłyszałam dziewczęcy, przesłodzony głos. Wzdrygnęłam się.
— Haha! Ciebie również Yuki! — krzyknęła w odpowiedzi rudowłosa.
Spojrzałam na dziewczyny, które w jednej chwili do siebie przylgnęły i zaczęły się przytulać, kołysząc na boki. Cała Yuki wyglądała o wiele bardziej... odważnie. Wyrazisty makijaż, ładna twarz i figura. Blond włosy z różowymi pasemkami, upięte w kok. Błękitne oczy, otoczone wachlarzem rzęs. Była wyższa od Mai i wyglądała na obcokrajowca, chodź jej japoński był płynny. Skrzywiłam się, oglądając całą scenę.
Ta cała Yuki miała jakiś taki nieszczery uśmiech, taki do złej gry. Nie podoba mi się i do tego śmierdzi od niej mocnymi, słodkimi perfumami.
— ... Oi, dziewczyno, słuchasz mnie?! Do cholery, obróć się! — wrzasnął nagle Subaru, uderzając uprzednio w ławkę.
— C-coś się stało, Subaru-san? — zapytałam ostrożnie i obróciłam się do niego przodem.
— Siedzisz ze mną — nakazał krótko.
— S-słucham? Ale dlacz–
— To ja tu zadaję pytania! — urwał mi w połowie zdania, patrząc na mnie złowrogo. Nie ruszyłam się jednak z miejsca, dalej na niego spoglądając z lekka oszołomiona, z pod grzywki. — Upierdliwe. Jesteście za głośno. Od jutra siadasz ze mną, albo bądź cicho, głupia.
— Luna.
— Ha?!
— Rozumiem — bąknęłam szybko, odwracając się przodem do dziewczyn. Aż trudno nie było słuchać.
— ... No to ja lecę. Muszę porozmawiać z Kou, a wiesz jak trudno się do niego dostać. No to po lekcjach, okej? — powiedziała przyciszonym głosem blondynka, całując Mai w policzek.
Uradowana, usiadła na miejscu. Spojrzałam na nią uważnie. Promieniała.
— Hm? Chcesz wiedzieć kto to? — zapytała, poprawiając uciekające włosy za ucho. Pokiwałam twierdząco głową. — Ale jesteś małomówna. Ale się nie martw, ze mną się nauczysz. Zagadamy do wszystkich i przedstawię ci także Yuki jutro, okej? Jest starsza od nas i tak jak ja śpiewa. Czyż nie jest śliczna? — wydała z siebie pisk, a ja zapamiętałam ciekawe informacje.
Szkoła dla bogaczy i celebrytów, co? Ona śpiewa i tamta też. Za to do "Kou" trudno się dostać. Kou? To imię czy nazwa jakiegoś miejsca?
Rozbrzmiał się dzwonek, który odbił się głuchym echem po całym budynku. Spojrzałam kontem oka na księżyc, który do połowy zasłonięty był ciemnymi chmurami. Podejrzewałam, że pełnia będzie czasem najtrudniejszego przetrwania, a do niej już nie było tak daleko. Powinna pojawić się jutro, albo pojutrze. Poczułam na sobie natarczywe spojrzenie Subaru, bo dziewczyna nie przestawała piszczeć i mówić. Niechciany dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Pozostało mi czekanie i przetrwanie do końca wszystkich lekcji.
Czas start!
♠ ♠ ♠
Lekcje były nudne, nie do wytrzymania. Męczyłam się na pierwszych dwóch niemiłosiernie. Mai cały czas mówiła o tym, że dostała się na jakiś tam casting. Zaczęła mnie irytować, w szczególności dlatego, że Subaru wwiercał we mnie swoje mroczne spojrzenie. Ewidentnie był typem cichego, ale uważnego zabójcy. Błędem było porównywać jego charakter z charakterem mojego brata. Różnili się. Jednak nie chciałam wnikać w dalsze zakamarki. Na trzeciej lekcji dopadła mnie jedna myśl, która podsycana była zachowaniem Reiji'ego. Wkurzał i to bardzo. Myśl ta była myślą ucieczki. Z każdą minutą pogłębiała się mimo mojego sprzeciwu. Wiedziałam bowiem, że na razie nie dałam bym rady. Tak, wciąż nakręcałam się tym, że uda mi się stamtąd wydostać. Pewnego, pięknego dnia. Marzenie i nadzieja.Tak o to dotrwałam do ostatniej lekcji. Subaru zadbał o to, żebym trafiła do limuzyny, która na nas czekała. Byliśmy tam wszyscy, jednak Ayato i Yui – trochę później. Dziewczyna była z lekka przemoczona i mocno zdruzgotana. Pierwszy raz widziałam u niej tak smutny wyraz twarzy. Nie spojrzała w moim kierunku, chodź na sekundę. Chciałam dowiedzieć się jak najszybciej co się stało. Dojechaliśmy do rezydencji w całkowitej ciszy. Gdy dotarliśmy na miejsce, blondynka nie poświęciła mi ani odrobiny uwagi, kierując się od razu zapewne do pokoju. Nie zatrzymałam jej. Uszanowałam to. Jednak wiedziałam, że coś musiało się stać, była strasznie blada i nigdy mnie nie ignorowała. Nigdy.
Westchnęłam ciężko. Postanowiłam wreszcie odszukać mój nowy pokój, którego jeszcze nie odnalazłam. Zalała mnie kolejna fala wściekłości, na wspomnienie komentarzy okularnika. Prychnęłam, ruszając przed siebie. W tej rezydencji, odwaga szybko ze mnie zleciała. Z każdym kolejnym krokiem w głąb dziwnych korytarzy. Ten dom zdawał się żyć, a ja się go obawiałam. Nie byłam pewna czy wytrzymam umysłowo. Mimo to, uniosłam delikatnie kąciki ust w półuśmiechu, gdy dostrzegłam drzwi rozchylone na oścież. Przyśpieszyłam kroku. Mój obecny pokój znajdował się w głębi paszczy lwa, gdzieś na samym końcu. Obawiałam się trochę akurat tego położenia. Było dość daleko od wyjścia. Stanęłam niepewnie w progu pomieszczenia.
Pierwsze co rzuciło się w oczy, to wielkie, uchylone okno. Ciemne, wyglądające na ciężkie, zasłony – niemal nie poruszyły się na podmuch wiatru, natomiast delikatne, białe firany, powiewały wściekle. Pokój oświetlał słaby blask księżyca. Panował półmrok. Włączyłam więc pstrykacz znajdujący się po lewej stronie drzwi, podobny był u Yui. Żyrandol rozświetlił się mdławym światłem, wyglądało na to, że pokój musiał być dawno używany, bo nawet jedna żarówka w kształcie świecy, była przypalona.
Pokój, no cóż, był w kolorach raczej ciemnych, przez co panowała ponura atmosfera. Królowała czerń i szarość. Miałam podobne łóżko do Yui, tak samo wielkie, tylko w ciemnych kolorach. Bonusem był jasny, szary, puszysty dywan. Naszła mnie ochota dotknięcia i sprawdzenia czy rzeczywiście był miękki. Koło łoża z baldachimem, stały dwie szafki nocne, na jednej była lampka nocna i zwykły, mały zegarek. Po prawej stronie, od okna, znajdowało się puste biurko. Natomiast przy samych drzwiach, w tym samym miejscu co w pokoju Komori, stał kominek. Mniejszy i marmurowy, bez ozdób. Cały pokój był bez ozdób, był po prostu pusty, nie licząc dywanu. Pewnie nie oczekiwał gości. Koło kominka, trochę dalej od wejścia, a bliżej biurka, stała wysoka, ciemna, szara szafa. Podłoga wyłożona była ciemnymi panelami, a ściany równie ponurą farbą. Tylko biały sufit rozświetlał to pomieszczenie. Zamknęłam drzwi, ostrożnie wchodząc do środka. Za nimi stał czarny fotel, wyglądał na wygodny, a na nim leżała moja torba. Niezbyt się wyróżniała. Jednakże cieszyłam się z tego co miałam. Koło siedzenia, było wysokie lustro, obrócone pod takim kątem, że idealnie widziałam odbicie łóżka.
Ciekawe dlaczego ktoś je tak ustawił?
Byle nie było to zgniłą zielenią czy ohydnym, brudnym brązem. Nie było zimno, nie huczało i nie było małe. Wszystko było lepsze od mojego starego domu, tylko gdyby nie te wampiry, byłoby wspaniale. Uśmiechnęłam się lekko i rzuciłam w kąt szkolną teczkę, zgaszając uprzednio irytujące światło. Podeszłam do okna. Za nim malował się niesamowity widok. Na raz piękny, straszny oraz tajemniczy. Zaparło mi dech w piersiach. Ogród owiany mgłą. Dziki i zadbany. Z cudownymi niewinnymi białymi różami, które następnie zmieniały kolor na krwisto czerwony. Ogród pełen sprzeczności. Zamknęłam okno, zahipnotyzowana i z niemałym trudem zasunęłam ciężkie zasłony.
Żyją wśród róż. Co za dziwne i niesamowite miejsce. Koniecznie muszę przyjrzeć się temu z bliska. Mam wrażenie, że tkwi tam jakaś tajemnica.
Teraz jednak moim priorytetem było rzucenie się na łóżko i zaśnięcie. Także tak zrobiłam. Podeszłam do krawędzi posłania i bezwładnie na nie opadłam. Miła w dotyku pościel uniosła się na chwilę, żeby następnie opaść. Podsunęłam się odrobinę wyżej. Ziewnęłam przeciągle, odganiając wszystkie myśli, zasnęłam. Nie przejmowałam się niczym.
Z Yui porozmawiam jutro, tak zrobię. Na pewno...
........................
1713 słów
autor-chan mówi: hehe, mam nadzieję, że nie gniewacie się za to, że wstawiam tak szybko? Jeśli w ogóle ktoś to czyta~.


Kyaa~<3 Tyle chyba wystarczy na wyrazenie uczuc ,nie ? ^^
OdpowiedzUsuń