sobota, 28 listopada 2015

Diabolik Lovers – Rozdział 6


edit | niedziela, 27.08.2017 | całkowicie nowa historia!


K r z y w a  r o z m o w a


rzecz najzupełniej pewna, kłamstwo zamiast prawdy
               Długo patrzyłyśmy na siebie bez słowa. Cisza zrobiła się tak gęsta, że można było kroić ją nożem. Widziałam, że ma coś do powiedzenia. Ja także coś miałam. Jednak żadna z nas nie podjęła pierwszego kroku. Zdawało mi się, iż nie widziałyśmy siebie wieków i teraz trudno było nam rozpocząć jakąś rozmowę. Sensowną rozmowę. Przymrużyłam powieki, ocierając o siebie zimne ręce. Kropla wody spłynęła wzdłuż zgięcia mojej szyi, żeby wywołać niepożądany dreszcz. Przypomniało mi się, jak bardzo chciałam pójść do łóżka, zakopać się w kołdrze i nie wychodzić stamtąd do końca moich żałosnych dni.
               — W-wiesz... może pamiętasz... Chciałam ci coś powiedzieć przed pójściem do szkoły i... — powiedziała cicho, niepewnie na mnie patrząc. Zdziwiło mnie to, ale kiwnęłam zachęcająco głową.
               — Zatem zamieniam się w słuch — wydusiłam na jednym wydechu, żeby przyśpieszyć nieuniknioną rozmowę. Mój głos brzmiał okropnie. Czułam się źle. Tak bardzo było mi zimno...
               — Wtedy, jak zaczęłam uciekać, ten pierwszy dzień– Trafiłam do jakiegoś dziwnego pokoju — zrobiła pauzę, sprawdzając, czy słucham. — No i o dziwo znalazłam tam dziennik mojego ojca! Było tam nawet zdjęcie mnie, jak byłam mała i– i strasznie mnie to zaskoczyło. Jednak potem pojawili się wszyscy bracia, a potem zemdlałam... Ale następnego dnia, po szkole, poszłam do tego pokoju z powrotem, ale, ale dziennik  był już pusty! Uwierzysz?! Poczekaj, pokażę ci go! — opowiedziała z pełną dozą emocji. Jej twarz co chwilę diametralnie się zmieniała, a ja próbowałam wszystko zakodować.
               Kiwałam głową, jakby przekonując siebie, że rozumiem i wcale nie trzeba było mi powtórki. W końcu, po chwili nerwowego przeszukiwania szafki nocnej przy łóżku, wyciągnęła niewielki dziennik. Następnie podając mi go ostrożnie. Nasze uda się stykały. Przekartkowałam pusty dziennik. Kartki były już z lekka pożółknięte, ozdobione przy górze oraz dole. Dotknęłam opuszkami jednej strony. Wyglądało jakby ktoś po niej naprawdę pisał. Jednak ile było w tym prawdy, to nie wiedziałam, bo niby skąd mogłam wyczuć, że była kiedyś zapisana? To tylko słowa Yui mieszały mi w głowie.
               — I-i co? Spójrz na zdjęcie! — rzekła roztrzęsionym głosem, wyciągając niezdarnie fotografię, na której znajdował się ksiądz – ojciec Yui – a także, najprawdopodobniej ona sama. Z tego co mi mówiła. Małe, pyzate niemowlę. Zawinięte w różową szmatkę, z krzyżykiem na szyi, który nosiła dziewczyna. Przygryzłam niepewnie wargę.
               — No–
               — Wierzysz mi?! — krzyknęła, urywając mi wypowiedź.
               — Z jakiego... Z jakiego powodu miałam bym ci nie wierzyć, Yui? — powiedziałam z powagą, patrząc jej na krótką chwilę w oczy, jednak szybko odwróciłam wzrok. — C-co się stało wtedy... w szkole? No — przerwałam nagle. — Jeśli oczywiście chcesz... o tym mówić...
               — Mhm. Ugryzł mnie — odpowiedziała gwałtownie, nazbyt szybko, żeby wiedzieć, że nie chce o tym mówić.
               — B-bolało...? — zapytałam cicho, tak cicho, iż bałam się, że mnie nie usłyszała.
               Kolejne durne pytanie wypłynęło z moich ust. Jednak nie mogłam się powstrzymać. Chyba uwielbiałam rozdrapywać nie tylko swoje rany, ale także i czyjeś. Ponownie w pokoju zapanowała gęsta cisza. Powoli włożyłam zdjęcie do brązowego dziennika, zamykając go i wpychając w drżące ręce Yui. Chciałam je ścisnąć, żeby dodać jej jakiejkolwiek otuchy, ale nie potrafiłam. Bałam się. Nie miałam na to siły. Pomyślałam na chwilę o bracie i matce.
               Może to i lepiej...?
               — Tak. Okropnie. Tak bardzo, że nawet nie umiem tego opisać. W szczególności jak się wyrywasz, próbujesz uciec... To było straszne, chcę do domu! — powiedziała zrozpaczona, trzęsąc się. Mogłam dostrzec jak jej oczy lśniły, powstrzymując nieudolnie nieuniknione łzy. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie.
               Jak dobrze rozumiem, że chce wracać do domu. Ja także chciałam, jakikolwiek on nie był, nie było tam tych potworów. Jednak gdzie podziała się ta silna Yui z przeszłości? Gdzie...? Tak bardzo jej teraz potrzebowałam.
               — Ech... Ktoś krzyczał w nocy... Um, słyszałaś? — Desperacko spróbowała zmienić temat, jednak nie na moją korzyść.
               Rozszerzyłam oczy, mało co, nie krztusząc się powietrzem. Szybko schowałam pole widzenia za grzywką i wbiłam wzrok w podłogę. Było mi równocześnie tak bardzo wstyd, ale też przeszedł mnie jakiś dziwny strach.
               — Śniło ci się — wykrztusiłam, mając nadzieję, że połknie haczyk i dostatecznie ukryłam mój drżący głos.
               — Tak mi się także wydawało. Wybacz, że zadaję ci takie głupie pytania — powiedziała ciepłym głosem, głaszcząc mnie czule po głowie. Wzdrygnęłam się, gwałtownie się od niej odsuwając. Nie mogłam pozwolić sobie na pobłażliwość. Miałam dostać karę.
               Ciekawe, czy naprawdę mi uwierzyła? Dziwne...
               — Czy coś się–
               — Co tu robisz, Krzycząca Rybo? Niby jesteś chora po twoim nocnym przedstawieniu — odezwał się Ayato, który pojawił się znikąd i, jakby nigdy nic, siedział sobie na krześle obróconym do tyłu. Patrzył na mnie z obrzydzeniem.
               — Zamknij się — wycedziłam przez zęby. Jego sama obecność przyprawiała mnie o nieokiełznaną, i do tej pory nieznaną, wściekłość.
               Kątem oka zauważyłam, jak Yui pośpieszne chowa dziennik, ale bardziej skupiłam się na zaciśniętej szczęce Ayato i jego nagłej zmianie spojrzenia. Nie chciałam przesadzać, bo w końcu miałam do czynienia z wampirami. Niestety trzeba było ugryźć się w język, chowając dumę do kieszeni.
               — Jak śmiesz mówić tak do Ore-sama? Chyba odpowiednio powinienem cię ukarać–
               — C-co ty tu robisz, Ayato-kun? — wyjąkała niepewnie Yui, tymczasowo ochraniając mnie od jego mrocznego spojrzenia. Mimowolnie zadrżałam. Naprawdę powinnam się pilnować, unikając go jak ognia lub po prostu wściekłego wampira.
               — Kogo to obchodzi? Po prostu przyszedłem napić się twojej krwi, ale Krzycząca Ryba mi przeszkodziła — powiedział, ujawniając kły i patrząc się na mnie groźnie. Momentalnie wrosłam w łóżko.
               — Z-zostaw ją w spokoju! — krzyknęła Yui, na co od razu oboje podnieśliśmy na nią wzrok.
               Wstała, wymachując ręką, jakby odganiała natrętnego komara. Jej wyraz twarzy zmienił się w czystą determinację. Poczułam dziwne ukłucie w piersi na słowa blondynki. Teraz jeszcze bardziej stałam się beznadziejna.
               — Oya? Tak bardzo spodobały ci się moje kły, wbite w twoją szyję, że aż jesteś zazdrosna o Rybiego Naleśnika? Nie martw się, Desko. Wciąż mogę cię ugryźć po niej. — Wyszczerzył się w drwiącym uśmiechu.
               — Nie! Znaczy... Ja chciałam się wykąpać, a Luna już idzie, bo... bo się źle czuje — oznajmiła naprędce, zbierając się do wyjścia. Drżała.
               Zanim udało jej się ominąć Ayato, ten złapał ją za nadgarstek, przyciągając do siebie. Pisnęła zaskoczona. Usłyszałam jak liże jej skórę, więc szybko odwróciłam wzrok. Nie mogłam się ruszyć. Bałam się uciec, a co dopiero pomóc biednej Yui. Wyrywała się.
               — Ayato-kun, nie. Nie czuję się zbyt dobrze. P-puść mnie! — powiedziała błagalnie, na co zachciało mi się płakać. Przygryzłam drżącą wargę.
               — Bądź wreszcie cicho.
               Następnie usłyszałam jak przegryza jej delikatną skórę. Identycznie jak we śnie. Tylko teraz musiał nadgryźć płytką powierzchnię, bo dźwięk był oporny. Obojczyk?
               — Hej, wydajesz takie dźwięki jakby ci się podobało. Podnieca cię, że twoja koleżanka patrzy? — zapytał retorycznie, dalej kontynuując. Słyszałam jak wysysał jej krew. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia na ten paskudny dźwięk.
               Dalej coś do niej mówił. Yui protestowała, ale dokładne znaczenia tych słów nie chciały dotrzeć do mojego umysłu. Nie chciałam tu być, nie chciałam tego słuchać. Chciałam wstać, odepchnąć go od Komori i odejść. Jednak dalej gniłam na łóżku, jakby mnie wciągnęło. Ścisnęłam kurczowo materiał spodni, zaciskając z całych sił powieki. Nie chciałam na to patrzeć.
               Pomocy! Ktokolwiek! Nie chcę takiej rzeczywistości! Obudźcie mnie... Błagam.
               — ... una... Luna! Luna! Hej! — Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramiona, a następnie ciepłą ciecz na ręce. Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać.
               Łzy? Ja płaczę?
               — Yui, ja–
               — Ćśś, już dobrze... — powiedziała zatroskana, ale jej głos dalej drżał. Spojrzałam na nią. Wyglądała blado i biednie. Potarła mi z czułością ramiona. — Nie martw się, jakoś uciekniemy. A teraz pozwól, że pójdę się wykąpać. Ach! Przyjdź do jadalni, zjemy kolację — oznajmiła z uśmiechem, ale widziałam, iż była zmęczona. Dalej się trzęsła.
               Miała dwa czerwone ślady na obojczykach. Ohydne rany, zadane przez tego głupiego wampira. Chciałam go zgnieść, zabić, zniszczyć. Jednak tylko pokiwałam zrezygnowana głową, potwierdzając, że rozumiem. Po chwili zostałam sama w pokoju Yui, gdy ona wyszła się umyć.
               Nie ma już nadziei... Nie ma jej.
♠ ♠ ♠   
               Dłubałam niechętnie w smakowicie wyglądającym jedzeniu. Ryba, warzywa, pachnąca bułeczka, wino. Wszystko aż zachęcało do jedzenia, jednak niczego nie udało mi się przełknąć. Gdy wzięłam jeden kęs ryby, która rozpływała się w ustach, po prostu narosła mi wielka kula w gardle. Od tej pory nie mogłam jej się pozbyć. Wzięłam, co prawda, dwa małe łyki słodkiego czerwonego wina, jednak nic to nie pomogło. Poza tym bardziej lubowałam się w herbatach. Niestety takowej nie było, a nie chciałam wyjść na pijaczkę, z powodu wielkiego pragnienia. W taki oto sposób siedziałam pomiędzy przysypiającym (bądź śpiącym) Shu, a Subaru, który zajadał się pieczywem. Powstrzymałam westchnięcie, nie chcąc zniszczyć grobowej ciszy, która absolutnie mi nie przeszkadzała. Wróciłam do bawienia się jedzeniem. Dalej skupiając się na otoczeniu. Reiji, który siedział koło Subaru, także jadł. Kanato trzymał misia, patrząc się na ciasteczka. Laito zerkał ukradkiem w stronę Yui, jednak gdy zauważył, że mu się przyglądam – mrugnął do mnie. Odwróciłam wzrok wprost na Ayato. Spożywał z niechęcią i w ślimaczym tempie. Napotkałam także spojrzenie Yui. Nie uśmiechnęłyśmy się do siebie. Obie nie jadłyśmy. Obie byłyśmy wyczerpane tym wszystkim. Ponownie spróbowałam pysznej ryby, jednak z tym samym skutkiem. Chwyciłam niepewnie trzon kielicha.
               — Bitch-chan nic nie dotknęła. Powinnaś jednak coś zjeść. Chyba, że chcesz żebym cię nakarmił — Rudowłosy przerwał gwałtownie ciszę. Postanowił podejść do zaskoczonej Yui.
               Odstawiłam kieliszek.
               — Laito — odezwał się beznamiętnym tonem Reiji. — W ciągu posiłku nie wstajemy, to brak manier.
               — Tak~. Dokończymy później, Bitch-chan — powiedział ze sztucznym uśmiechem, wracając na miejsce.
               Nagle usłyszałam, że odsuwa się krzesło obok mnie. Spojrzałam kątem oka na Shu, który zrobił to, co ja chciałam zrobić od początku.
               — Shu-san? — zapytała niewinnie Yui, jednak on wyszedł nie poświęcając jej ani odrobiny uwagi, czy nawet spojrzenia. Nie otworzył oczu.
               — Leń — prychnął Reiji. — Od dziecka jest nic niewartym leniem. Nigdy się do niczego nie nadaje — powiedział bardziej do siebie, jakby nie umiał tego zatrzymać w myślach.
               Przygryzłam wargę, powstrzymując się od zbędnych uwag. Mimo wszystko poczułam się zgorszona, gdy usłyszałam obrazę w stronę blondyna. Czy to na pewno dobry powód, aby mu uwłaszczać?
               — Teddy, spójrz. Jak myślisz, od czego zaczniemy? — Z rozmyśleń wyrwał mnie delikatny chichot Kanato, który następnie poszedł w moje ślady, bawiąc się jedzeniem. Tylko z tym wyjątkiem, że nieco drastyczniej. Zaczął wbijać złoty widelec w ciastka, które z łatwością przepoławiały się na pół.
               Na pewno nie chciałam bym, żeby ten widelec znalazł się w mojej skórze. Wystarczy jeden raz od mojego brata, naprawdę.
               Przebiegły mnie niechciane dreszcze, gdy przypomniałam sobie, jak Akihito wbił mi widelec w rękę i to ze złości, a nie przez przypadek. To był pierwszy jego atak na mnie. Z każdą chwilą chichot Kanato i jego uderzenia o talerz, zwiększały się. Razem z irytacją Reiji'ego. Zamruczał coś pod nosem. Pewnie znowu coś o złym zachowaniu, beznadzieja.
               — Na dziś koniec — oznajmił donośnie, a ja odetchnęłam z ulgą.
               Wszyscy jak najszybciej opuścili pomieszczenie. Zostałam tylko ja, Yui i Reiji. Jednak nie miałam zamiaru pozostawać tu ani chwili dłużej. Chyba będzie to moje najgorsze "wydarzenie", w tym domu. Razem z Yui, podniosłyśmy się w tym samym momencie.
               — Zaczekajcie chwilę — rozkazał, a my obydwie zastygłyśmy w miejscu. Przełknęłam niespokojnie ślinę. — Wasze maniery przy stole są okropne. Pewnego dnia zdyscyplinuję was dokładnie. Zrozumiano? — wyjaśnił.
               — Tak... — powiedziała cicho Yui, kierując się do wyjścia.
               Ja natomiast nie mogłam tego przełknąć, ale także szybko skinęłam głową. Mimo, że nie zgadzałam się do tak wygórowanych wymagań i wypraszałam sobie traktowanie mnie w ten sposób.
               — Jeszcze chwilę, dziewczyno. Chyba nie zapomniałaś o swojej karze? Skoro jesteś już na nogach — oznajmił beznamiętnie, jednak dało się zauważyć delikatne drgnięcie jego kącików ust ku górze. Miał z tego niezłą satysfakcję.
               Wystraszona, szybko wybiegłam z jadalni. Yui już dawno wyszła, a mi nie było na rękę przebywać sam na sam z jakimkolwiek wampirem w tym domu. Szczególnie z tym, który się na mnie uwziął.
               Nie prosiłam go o pomoc! Niech to szlag...
               ........................
               1994 słowa
               autor-chan mówi: ugh, mam nadzieję, że nie jest tak źle. Do następnego już niebawem!


5 komentarzy:

  1. Taaaak! Nareszcie! Warto było czekać na ten rozdział ^.^ czekam na next. I zapraszam do siebie: http://swiattantazji.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. No rozdział jest! Tylko coś wydaje mi się dziwne....zmieniłaś styl pisania? Można zauważyć że mniej czasu poświęcasz szczegółom;-; a szkoda, odczucia bohaterki są czymś bardzo istotnym. Miejmy nadzieję że spowodowane jest to tym, że rozdział był pisany w pośpiechu 😂 pomysł jest dobry, nietypowy a jednak ma związek z tą serią ❤ no więc czekam z nexta, ciekawe co nam jeszcze wyczarujesz:3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowneee~ Bardzo mi się podoba :3 Cieszy mnie, że dajesz szansę bohaterce na bycie Subaru, chociaż na 2 rozdziały... Jak będzie z Ayato to trudno, będę czytała mimo wszystko <3 Życzę weny kochana!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Liczę na to, że dziewczyny się rozkręcą i w końcu sobie wampiry podporządkują. I że jednak to nie będzie romansu z Ayato, jeśli jakiś romans w ogóle będzie. Bardzo podoba mi się twoja historia, chociaż widzę, że ściśle trzyma się z anime. Cóż mogę powiedzieć, czekam na następny rozdział i standardowo życzę weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i wenę. Na pewno się przyda, bo gdzieś uciekła.

      Usuń

Drogi czytelniku, zostaw po sobie jakiś ślad. Miło widzieć, że ktoś się interesuje moim blogiem i to zawsze wielki kopniak weny. Dziękuję!♥

Obserwatorzy