edit | piątek, 01.09.2017 | całkowicie nowa historia!
O s t r e j a k b r z y t w a
❝ ostre jak brzytwa, kochające ból ❞
Z niepokojem weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce. Nie było mnie jeden dzień, a raczej noc, w szkole i już czułam się jak wyrzutek. Na szczęście nigdzie nie widziałam Mai. Dobrze pamiętałam jej propozycje "nie do odrzucenia". Nic z tych rzeczy! Nie miałam zamiaru nikogo poznawać, a co dopiero z kimś rozmawiać. Po ostatniej sytuacji w jadalni, wolałam raczej skupić się na jak najdłuższym przeżyciu. Było mi jeszcze daleko do chęci śmierci. Nigdy jakoś bardzo nie zastanawiałam się nad przyszłością, ale marzyłam o zostaniu kimś wartościowym. Chciałam być przydatna dla naszego kraju. Myślałam o zawodzie policjanta już od dawna, a gdzieś w oddali marzyło mi się nawet małżeństwo i ucieczka z paskudnej nory, którą był mój dom.Ale nie o takiej ucieczce myślałam, nie o takiej!
Trafiłam prosto w paszcze lwa, z której nie widziałam możliwości wyjścia. Zabrano mi wszystko. Nawet marzenia, które prawdopodobnie nigdy by się nie spełniły. Od dziecka wiedziałam, że skończę jako bibliotekarka z kotem pod pachą. Jednak podsycałam się nadzieją, która tak drastycznie została mi odebrana. Wolność mogłam odzyskać teraz tylko w jeden sposób. Śmiercią. To było jedyne rozwiązanie, ale takie, które w ogóle mi się nie podobało. Nie chciałam umierać. Bałam się śmierci. Tego nie było nawet w moich najczarniejszych scenariuszach, które bardzo często, samoistnie tworzyły się w mojej głowie bez pozwolenia. Niekontrolowanie.
— No nie wierzę! Znowu mnie ignorujesz, idiotko! — Nagle usłyszałam czyjś głos. Doszedł do mnie tak nieoczekiwanie, że aż pisnęłam przestraszona.
Obróciłam się do tyłu, natychmiastowo napotykając wściekłe spojrzenie Subaru. Zaciskał pięść, mrużąc mocno oczy.
— C-coś się sta–
— Milcz! Siadaj natychmiast koło mnie, idiotko! Mam dość waszego pierdolenia! — krzyknął, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Odsunął krzesło w ławce obok, patrząc na mnie wyczekująco. Nie miał zamiaru przyjmować sprzeciwów. Potulnie wstałam z zajmowanego miejsca. Zebrałam wszystko i na drżących nogach podeszłam do ławki z tyłu. Z cichym westchnięciem usiadłam na krześle, przysuwając się bliżej do biurka. Rozejrzałam się nerwowo na boki. Na moje szczęście, nikt się na mnie nie patrzył. Nie widziałam także nigdzie Mai, więc mogłam odetchnąć choć trochę. Kątem oka spojrzałam na Subaru, który siedział niewzruszony, jakby przed chwilą w ogóle nie podniósł na mnie głosu. Naprawdę nie rozumiałam braci Sakamaki, albo lepiej, nie rozumiałam tych wampirów...
♠ ♠ ♠
Po skończonej lekcji, udałam się do szkolnej biblioteki, żeby wypożyczyć potrzebne mi książki. Nauka mogła się okazać dobrym zabijaczem czasu, a także ucieczką od niesfornych myśli i nieuniknionego. Weszłam w odpowiedni dział, wybierając dwa cienkie podręczniki. Zainteresowana zbiorem tutejszych książek, z chęcią rozejrzałam się dalej. W końcu trafiłam, w chyba, najbardziej oddalone miejsce w bibliotece. Już miałam wyjść z dziwnego działu, który w ogóle nie był podpisany, gdy jeden z grzbietów przykuł moje spojrzenie. Czarny niczym smoła, z złotymi ozdobieniami. Ostrożnie wyciągnęłam książkę. Nie była za gruba, ani za cienka. Nie miała tytułu i prezentowała się dość marnie, oprócz pięknego grzbietu, nie miała w sobie niczego specjalnego. Chciałam zobaczyć jej treść, gdy nagle została mi wyrwana z rąk. Pisnęłam zaskoczona, obracając się w stronę, jak się okazało, jakiegoś chłopaka. Przyjrzałam się uważnie, niezbyt wysokiemu, blondynowi o krwistych tęczówkach. Uśmiechnął się do mnie ciepło.— Najmocniej przepraszam, młoda damo, ale bardzo potrzebuję tej książki, jeśli pozwolisz... — odezwał się delikatnym, trochę zachrypniętym, głosem. — Mmm, mogę? — zapytał, wyrywając mnie z uważnego przyglądania się jego osobie.
— P-przecież ją ma– trzymasz... Mogłeś najpier– Najpierw mogłeś zapytać — wyjąkałam cicho, patrząc się na czubki butów.
— Wybacz, ale naprawę długo jej szukałem. A uwierz, nie będzie ci potrzebna — powiedział ciepłym głosem, ale wyczułam przestrogę w jego tonie. — Teraz pozwól, że opuszczę twoją osobę, młoda damo. Miłej nocy.
Podniosłam głowę, patrząc na jego oddalające się plecy. Byłam zaskoczona dziwną formą wypowiedzi chłopaka. Do tego życzył mi miłej nocy, gdzie jeszcze od nikogo tego nie słyszałam. Poczułam, jak zapiekły mnie policzki. Szybko potrząsnęłam głową.
Przecież to mógł być jeden z nich... Wampir.
♠ ♠ ♠
Siedziałam na łóżku, próbując skupić się na odrabianych lekcjach, jednak nie mogłam wyrzucić z głowy tego chłopaka. Zastanawiał mnie i to jednocześnie irytowało oraz intrygowało. Z drugiej strony także siedziała Mai, która nie pojawiła się na zajęciach. Nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ale mimo wszystko musiałam sobie tym zaprzątać umysł. Inaczej nie byłam bym sobą. Przygryzłam końcówkę ołówka, głowiąc się nad działaniem z pierwiastkami. Im wyżej byłam w edukacji, tym mniej znajdowałam liczb w matematyce. Jednak nigdy się nie poddawałam i cieszyłam na każdą spotkaną.Po pewnym czasie, którego nie mogłam określić, bo z jednej strony wydawało mi się to wiecznością, ale z drugiej mogła być to tylko chwila, która tak się dłużyła, odrzuciłam wszystko na bok i wstałam z łóżka. Postanowiłam udać się do Yui. O dziwo potrzebowałam czyjegoś towarzystwa, ludzkiego towarzystwa. Bez większego namysłu, żeby się nie zniechęcić, udałam się do pokoju blondynki. Zapukałam kilkakrotnie w drewniane drzwi, a gdy nie usłyszałam odpowiedzi, po prostu weszłam do środka. W pomieszczeniu panowała ciemność, więc zapaliłam światło. Tak jak się spodziewałam, nikogo nie zastałam. Skrzywiłam się nieznacznie, postanawiając udać się samemu po jakieś jedzenie.
Wyszłam z pokoju Yui i z ciężkim sercem zamknęłam drzwi. Przez chwilę jeszcze rozważałam pójście do kuchni lub udanie się od razu do spania. Nagle usłyszałam naprawdę niepokojące dźwięki wydobywające się z pomieszczenia obok. Nie myśląc wiele, podbiegłam do drzwi, chwyciłam za klamkę i nagle zamarłam. Serce dudniło mi w piersi, słyszałam tylko je i mój przyśpieszony oddech. Odsunęłam rękę, jakbym się oparzyła. Przycisnęłam ją do klatki piersiowej. Spojrzałam ponownie na drewniane drzwi, odchodząc od nich nieznacznie. Biłam się z myślami. Bałam się wejść, a równocześnie byłam zaniepokojona, że coś mogło się tam komuś stać.
Czy aby na pewno wampiry potrzebują mojej pomocy? A jeśli to Yui?
Nie mogłam rozróżnić czyj to głos, więc niepewnie przystawiłam ucho do drewna, układając jedną dłoń koło głowy. Jednak, o dziwo, drzwi nie przepuszczały tak dobrze dźwięku. Ponownie chwyciłam za klamkę, walcząc z moją wolą. Przygryzłam wargę, powoli otwierając drzwi. Jasne światło na krótką chwilę oślepiło mnie, więc zmrużyłam powieki. Musiałam długo stać na tym korytarzu i rozważać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to przybory chemiczne i różne rośliny. Weszłam do środka, cicho zamykając drzwi. Mało nie dostałam zawału, gdy przed regałami na książki, na fotelu siedział śpiący Reiji. Najwyraźniej to on wydawał te dziwne dźwięki. Bardzo prawdopodobne, że śnił mu się koszmar lub coś... niestosownego. Postanowiłam się jak najszybciej wycofać i zabić moją ciekawość, gdy tylko wyjdę z tego dziwnego pomieszczenia.
Serce tak mocno waliło mi w klatce piersiowej, że bałam się, iż zbudzi nieumarłego, a w tym wypadku Reiji'ego. Zaczęłam powoli się cofać. Próbując być jak najciszej. Przycisnęłam zaciśnięte piąstki do klatki piersiowej, jakby miało to zagłuszyć, chodź trochę, dudniące serce. Spróbowałam także wstrzymać oddech. Gdy zdawało mi się, że prawie byłam u końca, walnęłam o stół z różnymi naczyniami chemicznymi. Przygryzłam mocno wargę, łapiąc i rozmasowując bolący bok.
— Co ty tutaj robisz? — Usłyszałam lodowaty głos, którego w tej chwili nie chciałam słyszeć najbardziej na świecie.
Kurwa!
Zawyłam rozpaczliwie w myślach, nie powstrzymując się od wulgarności, której używałam bardzo, bardzo rzadko.
— Przepraszam! — niemal krzyknęłam. — Już wychodzę!
Syknęłam, gdy gwałtownie ruszyłam do przodu. Bolący bok dalej nie dawał za wygraną. Ponownie zaczęłam rozmasowywać miejsce, powoli się wycofując.
— Nie uważasz, że to najlepsza pora na nauczenie cię manier, ludzka dziewucho? — powiedział beznamiętnie, zamykając książkę, którą dopiero zauważyłam. Następnie ubrał okulary i wstał. Odruchowo odskoczyłam do tyłu. — Zatem zapraszam na herbatę.
— H-hę? — jęknęłam, myśląc, że ogłupiał. Szybko jednak wróciła mi trzeźwość umysłu. Musiał się kryć za tym jakiś podstęp. To śmierdziało na odległość. — Podziękuję. Naprawdę — powiedziałam, unosząc podejrzliwie brew ku górze.
— Nalegam. — Uśmiechnął się dziwnie. Ten uśmiech mógł być zaliczany do tych podstępnych, a także do satysfakcjonujących lub zwycięskich, albo nawet i tych, które mówiły, że jesteś niczym.
Poczułam jak kropelka potu spływa mi po skroni, a brew zaczęła drgać w tiku nerwowym. Zasiadłam więc, gdy wskazał miejsce, czekając na swą egzekucję. Rozejrzałam się trochę po pomieszczeniu, jednocześnie uważnie śledząc każdy ruch okularnika. Wygodny fotel, na którym siedział przed chwilą Reiji, wydawał się krzesłem elektrycznym, które zaraz miało pozbawić mnie życia. Chwilę później, stanął przy mnie, nalewając do białej filiżanki gorącej substancji, prosto z ozdobnego dzbanka. Nie byłam pewna, że to herbata. Nie, ja byłam pewna, że to nie była herbata. Bez słowa podał mi talerzyk z filiżanką zdobioną złotymi elementami. Niepewnie chwyciłam naczynie.
— Dziękuję — wydukałam cicho.
Złapałam za ucho filiżanki, unosząc ją do twarzy. Zakołysałam delikatnie porcelaną, wdychając aromat rzekomej herbaty. Pachniało jak... herbata. Spojrzałam niepewnie na okularnika, który nadal nade mną stał, mierząc mnie mrożącym spojrzeniem.
Może tylko czegoś dolał do herbaty? Cholera, skąd mam wiedzieć?!
Ponownie zawiesiłam wzrok na cieczy o kolorze bardzo ciemnego zboża, przebijającego brązu z dozą pomarańczy. Przymknęłam oczy, wsłuchując się w dudniące serce. Chciało mi się płakać, chciałam uciec, ale stał tak, aby natychmiastowo uniemożliwić mi ucieczkę, gdybym spróbowała. Przełknęłam zatem gorzkie łzy, tłumiąc je w kącikach oczu. Przystawiłam filiżankę do ust, następnie biorąc jak najmniejszy łyk. Od razu poczułam smak jakiegoś intensywnego medykamentu. Bardzo gorzkiego i równocześnie ostrego. Jak najszybciej odłożyłam filiżankę, gdy ta niemal wypadła mi z rąk razem z talerzykiem. Byłam przyzwyczajona do takich sztuczek. Sebastian nieraz robił mi takie żarty, a gdy upuściłam jego cenną zastawę, rzucał we mnie kubkami. Niestety, gdy już prawie położyłam talerzyk na tacy, wszystko wyślizgnęło mi się z rąk. Upadło z głośnym łoskotem na podłogę, rozbijając się na drobne kawałki. Nie zwróciłam na to większej uwagi, wycierając pośpiesznie usta, żeby pozbyć się obrzydliwego posmaku.
Spojrzałam na Reiji'ego z wykrzywioną w grymasie miną. Chciałam coś powiedzieć, ale drżały mi usta. Westchnął głośno podchodząc do stołu na przeciwko. Była to moja okazja, aby uciec, jednak nie byłam w stanie wstać z powodu nagłego paraliżu wywołanego strachem. Podszedł do mnie chwilę później, z ciemną fiolką w ręce. Spojrzałam na niego przestraszona, kiwając przecząco głową. Jego wzrok był przesycony dezaprobatą. Nagle złapał mnie za podbródek i uniósł go gwałtownie do góry. Czułam zimno jego ręki przez jedwabną i jednocześnie szorstką rękawiczkę.
— Otwórz usta — rozkazał, naciskając kciukiem moją dolną wargę. Następnie wlał mi trochę, jeszcze bardziej paskudnej substancji, do gardła – zamykając mi szczękę mocnym ruchem dłoni do góry.
Odepchnęłam go, upadając tyłkiem na podłogę. Na szczęście obok szkła. Zakaszlałam kilkakrotnie, mając wrażenie, że dalej się krztuszę.
— Było tak obrzydliwie pyszne, że aż wgniotło mnie w ziemię — zakpiłam, wycierając ponownie usta. Pomimo, że szorowałam materiałem po bolących już wargach, smak nie zniknął.
Niech mi ktoś kupi nowe usta!
— Słucham? — Posłał mi mordercze spojrzenie, które od razu kazało mi skończyć z kiepskimi żartami, którymi zawsze obdarowywałam Sebastiana.
— Już po sobie sprzątam — burknęłam wściekła, zbierając odłamki filiżanki na prawą dłoń.
— Doprawdy piękny widok — parsknął kpiąco.
Podniosłam głowę, żeby spojrzeć na uśmiech pełen satysfakcji. Uśmiech sadysty, który cieszy się z czyjegoś nieszczęścia i bólu. Tak bardzo to pasuje... Zmarszczyłam gniewnie brwi, mając dość jego postawy wobec mnie, chciałam mu odpyskować pod wpływem wszechogarniającej wściekłości, aż w końcu jeden odłamek ukuł mnie w serdeczny palec. Syknęłam, ponownie rozsypując wszystko na podłogę. Przyjrzałam się długiej ranie, z której obficie zaczęła sączyć się bardzo ciemna ciecz.
— Pokaż, pomogę — rzekł z sarkazmem, dalej się uśmiechając i uklęknął koło mnie – łapiąc za dłoń.
— P-puść mnie! — krzyknęłam od razu, gdy chwycił moją rękę.
Na szczęście nie zdążył wzmocnić uścisku, gdyż udało mi się od razu wyrwać dłoń. Szybko włożyłam palec do ust, zrywając się z podłogi, żeby jak najszybciej uciec oraz zatamować krwawienie. Moją jamę ustną zalał metaliczny smak, który ledwo odczułam przez wcześniejszą substancję. Wżerała się dalej w moje kubki smakowe. Nie zdążyłam daleko uciec. Nie, ja w ogóle nie miałam nadziei, że teraz ucieknę. Poczułam mocne szarpnięcie do tyłu, a następnie moje plecy z impetem spotkały się z pobliską ścianą. Sapnęłam z bólu. Otwierając oczy, które same się zamknęły. Moja lewa ręka została gwałtownie przypięta ponad głową, przez dużą dłoń Reiji'ego. Poczułam się mała, gdy patrzył na mnie z góry. Jego wzrok był srogi i karcący. Wydawało mi się, że zrobiłam coś źle. W tym samym momencie poczułam, jak krew ponownie wypływa mi z palca, który natychmiastowo został przygnieciony przez palec mężczyzny.
Spojrzałam na niego z największą pogardą na jaką było mnie stać. Przygryzłam dolną wargę, czując ból w lewej ręce, która miała coraz mniejszy dostęp do krwi przez stalowy uścisk zimnej dłoni okularnika.
— Ludzie są tacy słabi i beznadziejni. Spójrz na siebie. Jeszcze chwilę, a stracisz co najmniej palec — powiedział zimno i dobitnie Reiji, patrząc mi w oczy.
Odwróciłam natychmiast wzrok w inną stronę, nie chcąc patrzeć na jego pełne pogardy spojrzenie. Podniosłam prawą rękę, bezsilnie umieszczając ją na klatce piersiowej wampira i odpychając go od siebie. Stał za blisko. To bolało. Jednak, nie mogłam ruszyć go nawet o minimetr, więc zrezygnowana zacisnęłam palce na materiale, zalewając się gorącymi łzami. Cichy płacz przemienił się w lament, gdy dalej nie puszczał mojej ręki, podśmiewając się pod nosem, napawając się moim bólem. Widziałam, że to go podsyciło. Z każdą chwilą czułam na sobie coraz mocniejszy wzrok drapieżcy.
— P-puszczaj mnie! Proszę, b-błagam! To boli! Błagam! — zawyłam, ponownie zbierając siłę, żeby go odepchnąć.
Na darmo.
Zaśmiał się głośno.
— Żałosne, nędzne. Beznadziejna, bezwartościowa, niepotrzebna dziewucha — rzekł z narastającą satysfakcją w głosie, jednak z poważną miną.
Mimo, że odwracałam wzrok, ciągle do niego powracał. Wysunął kły. Mogłam widzieć je wyraźnie z tak bliska. Wydawały się ostre, bez problemu mogąc przebić moją skórę.
— Nie! Nie! Nie! Błagam! Tylko nie to! — spanikowałam, szlochając i szarpiąc się.
W końcu puścił moją zdrętwiałą rękę, która jakby miała odpaść w każdym momencie, żeby złapać mnie za podbródek i odsłonić prawą stronę mojej szyi. Zniżył się, układając drugą rękę koło mojej głowy. Nie poddawałam się, jednak miałam za mało miejsca na jakąkolwiek walkę. Nie, ja już nie miałam sił. Wiedziałam, że nie dam rady przeciwko wampirowi.
Ostre jak brzytwy kły, wbiły się w moją szyję bez ostrzeżenia. Krzyknęłam, nie mogąc powstrzymać spazm, ani walącego jak młot serca. To wszystko tylko spotęgowało ból. A ból był bez wątpienia najokropniejszym, którym do tej pory doznałam. Promieniował do całego ciała, przejmując układ nerwowy. Przebijając się aż do samych kości. Każda próba odepchnięcia wampira, potęgowała ból, który i bez tego był nie do zniesienia. Tylko rozluźnienie się mogło ulżyć chodź trochę, ale nie potrafiłam tego zrobić. Umiałam tylko szlochać głośno z bezsilności.
Miał rację, jestem beznadziejna.
Zacisnęłam kurczowo palce na tkaninie ubrań Reiji'ego, ściskając materiał i szarpiąc go z całej siły. Nie powstrzymywałam krzyku, który nieprzerwanie wydobywał się z mojego gardła. Zaczęłam uderzać go w ramię jedną z pięści, ale szybko złapał moją dłoń, wgniatając ją w ścianę i mocniej wgryzając się we mnie, przybliżając jeszcze bardziej. Słyszałam jak pił moją krew. Czułam jak ze mnie wypływa. To było okropne. To wszystko było okropne. Jego kły w mojej skórze. Jego wargi na mojej szyi. Jego bliskość. Moja bezsilność.
Łkałam, patrząc zamglonym wzrokiem na sufit. Wszytko nagle zrobiło się strasznie jasne, a następnie ciemniejsze. Wreszcie się ode mnie odsunął. Minęły chyba wieki. Spojrzałam na niego wzrokiem bez wyrazu, on na mnie też. Uśmiechał się z wyższością. Gdy tylko się odsunął, upadłam na podłogę. Poczułam, jak podrywa moją dłoń ku górze, łapiąc ją w ostatnim momencie. Wzdrygnęłam się, czując okropny ból w barku. Promieniował do wszystkich kości. Czułam go nawet w palcach u stóp. Jęknęłam cicho, drżąco. Nie poznałam swojego głosu. Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Zamknęłam oczy, praktycznie i tak już nie widząc. Ostatnim co usłyszałam, był jego chichot.
Potem była już tylko ciemność.
— Spójrz, jak beznadziejni są ludzie. Ty jesteś tego przykładem.
........................
2578 słów
autor-chan mówi: no hej, Ludki! rozdział wyglądał lepiej w mojej głowie, ale cóż, jest jak jest. Mam nadzieję, że jednak nie aż tak źle.


Super czekam na więcej
OdpowiedzUsuńNie było tak źle ^^ jest lepiej niż Ci się wydaje :D z drugiej strony to myślałam, że nic już nie dodasz. A tu proszę, taka miła niespodzianka :D
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział DL
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń" Im wyżej byłam w edukacji, tym mniej znajdowałam liczb w matematyce." - potwierdzam jako osoba będąca na rozszerzonej matmie. :')
OdpowiedzUsuńAhhh, Reiji! Uwielbiam tego zwyrola, jest tak wspaniale okrutny i bez uczuć. Coś pięknego. To była całkowicie scena z anime, ale i tak było cudowne. Takie ostrzeżenie, żeby Reijiego nie budzić kiedy śni ero... Ehm, koszmary, koszmary oczywiście. Bardzo mi się podobało. Czekam na więcej! ^^
Dziękuję za miły komentarz.
UsuńEch, rozszerzona matma? O ja, podziwiam Cię i to bardzo. Ja byłam, jestem i będę kompletnym gamoniem z matmy.