Gdy obraca się wszystko do góry nogami.
Gdy rośnie niepewność.
Gdy powraca przeszłość.
Dotychczasowy ład i porządek.
Westchnęłam na przyjemne ciepło, które otulało całe moje ciało. Wiedziałam, że odnajdę w gorących źródłach błogi spokój, który pomoże mi złapać dłuższy oddech. Nie obeszło się, co prawda, bez powrotu w przeszłość. Ciągle męczył mnie ten chłopak. Yuri Plisetsky. Gdyby wymazać tę pogardę z jego oczu, zostałaby tylko determinacja. Spojrzenie, które już widziałam. Takie nie do zapomnienia, a jednak. Może to zbieg okoliczności? Może przez przypadek widziałam go w mediach i teraz po prostu sobie wmawiam nie wiadomo co? W końcu jest sławnym juniorem łyżwiarstwa.
— Magiczne, pełne głębi spojrzenie. Kto wymyślił te bzdury? — parsknęłam.
Oparłam ręce na kamieniach i uniosłam wzrok ku niebu. Białe chmury, nie zapowiada się na deszcz. Delikatny wiatr, rozwiał moje włosy. Pojedynczy kosmyk, zagubił się w moich rozchylonych ustach, co szybko sprowadziło mnie do ułożenia głowy na mokrych ramionach. Ponownie świat mi zawirował przed oczami. To pewnie wiosenne powietrze, które było jeszcze niezdecydowane. Pachniało zbutwiałymi liśćmi. Specyficzna woń, wciągana przez ludzi – podpowiadała, że jeszcze mogło być lepiej. Mimo, iż dawno po nowym roku, lepiej kiedyś musi nastąpić. Więc przyjdzie z wiosną, a jak nie z wiosną – to z latem, i tak w kółko. Piękne, okrągłe koło bez początku, ani końca.
Chyba pora już wyjść, bo majaczę.
Poprawiłam ramiączko przykrótkiej bluzki w czerwono-białe paski z obfitym dekoltem. Wilgotne włosy, które wydawały się jeszcze czarniejsze niż zwykle, kleiły się do mojego ciała. Zostawiały mokre pręgi na ubraniach oraz zimne uczucie na skórze. Zadrżałam, gdy wiatr ponownie się wzburzył. Miałam nadzieję się nie przeziębić, choć wciąż byłam rozgrzana po gorących źródłach, powoli zaczynałam ziębnąć. Potarłszy ramiona, udałam się w kierunku wyjścia.
Przystanęłam dopiero gdy wyszłam z damskiej szatni. Przygryzłam niespokojnie wargę i odgarnęłam nerwowo grzywkę. Myślałam o urodzinach Elizabeth i do końca nie wiedziałam, co chcę jej wręczyć na prezent. Zadanie utrudniało mi także to, że obecnie przebywała gdzieś między Tokio a Yokohamą. Zawsze niosło ją do dużych miast. Jednak teraz już wiedziałam. Gdy tylko zobaczyłam Shino z wiadrem wody i mopem, wiedziałam. Łyżwiarstwo. Nie miałam do niego wracać, a wciąż wracałam. Ciągnięta niewidoczną siłą, grubym pasem, który nie miał skrupuł i zaciskał się na mnie coraz mocniej, aż nie mogłam oddychać. Cenny oddech dopiero odzyskiwałam tańcząc.
— Shino-kun, w związku z... — Urwałam nagle, nie będąc pewna co chciałam dokładnie powiedzieć, albo czy w ogóle mnie słyszał.
Stałam bowiem dosyć daleko. Jednak nieoczekiwanie, mój głos rozniósł się echem. Przełknęłam głośno ślinę, dostając niepokojących, krótkotrwałych oraz gwałtownych drgawek. Czarnowłosy upuścił w tym samym momencie mop i wiadro z wodą. Przezroczysta ciecz uwolniła się z uwięzi, rozbryzgując na podłogę oraz przybierając kolor. W raz z nią, upadł jakże dziwaczny kijek do sprzątania. Mop.
Czekałam na reakcję męskiego osobnika dosyć długo. Głucha cisza, aż bębniła mi w uszach. Dalej pozostając niesłyszalną. Szumiał tylko niespokojny wiatr, który robił się z każdą chwilą coraz bardziej agresywny. Bowiem było go słychać nawet w pomieszczeniu. Niepewnie chrząknęłam. W tenże sposób, obudziłam mechanizm kierujący mężczyzną. Powoli obrócił w moją stronę głowę. Miał zmarszczone brwi i przerażająco zimny wyraz twarzy. Chyba nawet trochę poczerwieniał.
— ... Czego, kobieto — ryknął donośnym głosem, z głębi piersi. Zadrżałam jeszcze mocniej, przymykając oczy.
— To tylko... Chciałam ci złożyć p-propozycje. — Zawahałam się, o mało nie rezygnując.
— Jaką? Nie strasz. Zawsze masz durne pomysły, idiotko. — Ponownie przemówił ludzkim głosem. Nabrałam powietrza, żeby z wydechem wreszcie to powiedzieć. — No mów. Mam sporo pracy w łaźni — ponaglił mnie, zanim cokolwiek z siebie wydusiłam.
Gorące źródła Katsukich. Gorące źródła Katsukich... Gorące źródła Katsukich...? Coś mi się przypomina, ale jeszcze nie mogę dostrzec co. Mam dopiero zarys, ale męczące.
— W związku z urodzinami Elizabeth. Przecież ją znasz i wiesz, że ma niedługo urodziny, a ona lubi prezenty i–
— Do rzeczy, Komori. Do rzeczy, bo zastaniemy ciemność — ponaglił mnie ponownie, ówcześnie wywracając oczami.
— No ja wiem, że ty nie bardzo siedzisz w prezentach, więc wymyśliłam, że zrobimy... Zrobimy go wspólnie? Chyba tak można to określić — wydukałam, nie będąc pewna swoich nadchodzących słów.
Spojrzałam nieśmiało w kierunku Shino, który podnosił mop i kopnąwszy wiadro w bok, zaczął wycierać podłogę. Zmrużyłam powieki, czując kujące łzy w kącikach oczu. Do tego nie pomagały mi w tym wszystkim te drgawki.
— Nawet się nad tym nie zastanawiałem. Co masz na myśli mówiąc wspólnie?
— Choreografia. Jedna z choreografii Viktora. Tego łyżwiarza, jeśli wiesz. Pomyślałam, że zatańczę to jako ty i to nagram, i wyślę Lizzy, i-- — Przerwałam, żeby zaczerpnąć powietrza.
— Czemu nie. W końcu ty odwalisz całą robotę. Jeśli tak, to git, ja mam co innego do roboty — odparł, spokojniej niż myślałam, dalej wycierając podłogę.
— No tak, no tak. Aaa ty, w końcu wracasz na lodowisko, może...? — zapytałam, niby od niechcenia, jednak mimo wszystko mnie to ciekawiło.
— Co ty pleciesz. Lepiej powiedz, co się tak denerwowałaś. Boisz się mnie, czy jak? Chyba nie jestem aż tak straszny. — Szybko zmienił temat, patrząc na mnie znacząco.
Zaśmiałam się nerwowo, wypuszczając z płuc nagromadzone powietrze. Powieka zaczęła mi niespokojnie drgać. Poczułam równocześnie niesamowitą ulgę, ale także narastający niepokój wraz z zimnym dreszczem. Kropla wody spłynęła mi na nos, następnie z niego ściekając. Szybko przetarłam twarz już i tak mokrą bluzką.
— Heh, znów coś ci się ubzdurało, Katsuki — parsknęłam, podpierając ręce na biodrach.
— Hmm. Próbujesz być teraz pewna siebie? Może temat łyżwiarstwa przychodzi ci trudno? Lub słowa, takie jak łyżwy, lodowisko, łyżwiarstwo cię niepokoją? No a więc, jak to jest, Luna? Chcesz z kimś porozmawiać? — zapytał troskliwym głosem, podnosząc wiadro.
Wzdrygnęłam się. Nie może być... Nie, to niemożliwe. Niemożliwe!
— Ach, jak zwykle przesadzasz~. Nie umiesz się troszczyć i niepotrzebnie panikujesz. Pa pa~ — zawołałam radośnie, starając się ukryć niepokój oraz wznawiające się drgawki; na szczęście łagodniejsze.
— Kobieto. Jeśli ci życie miłe, to... Spierdalaj! — krzyknął, zaciskając pięść i łamiąc przy tym trzon mopa.
— Chcesz filmik, nieudaczniku~? — rzuciłam na odchodne, śmiejąc się i uciekając jak najszybciej, byle z dala od wkurzonego Shino.
Niemożliwe. To nie jest prawda. Po prostu mam tiki nerwowe. Właśnie. Przejdzie mi. Tak!
❄❄❄
Następnego dnia, ponownie udałam się do szkoły. Niechętnie, powoli. Wciąż karciłam się w myślach za wybujałą wyobraźnię. Kompletnie nie miałam pojęcia, co mnie wtedy napadło. Podjęłam się niewykonalnego. Prychnęłam. Byłam na siebie wściekła. Kilka uczniów spojrzało w moim kierunku z zaciekawieniem. Zignorowałam ich, podchodząc do swojej szafki. Otworzyłam ją z impetem i nieukrywaną złością, wrzuciłam do torby potrzebne książki. Położyłam dłoń na metalowych drzwiczkach. Nie wiedziałam co miałam zrobić. Ponownie uciec czy może podjąć się wyzwania? W końcu ktoś będzie musiał to nagrywać. Nie będę sama. Nie będę sama przy swojej porażce. Przygryzłam wargę, nie mogąc powstrzymać drżenia. Chciało mi się płakać. Chciałam wszystko rzucić i uciec. Zakopać się w ciepłej kołdrze, nigdy z niej nie wychodząc.— Luna-chan! Szukałem cię! — Tuż za mną rozległ się znajomy głos.
Szybko przetarłam nos, biorąc trzy głębokie wdechy. Z udawanym skupieniem, zamknęłam szafkę.
— Coś się stało, Ken? — zapytałam, dalej się do niego nie obracając.
— Nie. Po prostu chciałem się z tobą pożegnać przed wyjazdem i to koniecznie. Chciałem wczoraj, ale mi uciekłaś — powiedział łamiącym głosem.
Obróciłam się i spojrzałam na wychudzoną sylwetkę chłopaka w zielonym swetrze z bordowym paskiem. Był przykrótki w rękawach. Jednak mimo to, dalej go nosił. Miał brązowe włosy ścięte na garnek oraz duże, okrągłe okulary. Z tak grubymi szkłami, że ledwo mogłam dostrzec przez nie oczy. Nie, ja nie mogłam określić koloru jego tęczówek. Zamrugałam kilkakrotnie.
— O jaki... wyjazd chodzi? — zapytałam zaciekawiona, unosząc brwi w równoczesnym zdumieniu. Dokładniej mu się przyjrzałam, dopiero teraz dostrzegając, że najprawdopodobniej płakał, bowiem jego policzki były wilgotne.
— Powiedziałem mojemu ojcu, co mi się przydarzyło w szkole, i powiedział, że tak nie może być, że jego syn jest prześladowany przez jakieś damulki — odparł łamiącym się głosem, pociągając co chwilę nosem.
— Czekaj... jakie damulki? Kto cię prześladuje? Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi. Nawet wybraliśmy się do tej samej szkoły. Hej, nie przejmuj się jakimiś dziewuchami. — Uśmiechnęłam się łagodnie i podeszłam bliżej. Potarłam w pocieszającym geście jego ramię.
Złapał się kurczowo mojej ręki, przyciągając do siebie i wtulając swoją głowę w zgięcie szyi. Okulary wgniotły mi się w skórę. Pisnęłam zaskoczona, tą nagłą reakcją z jego strony. Poczułam narastający dyskomfort, ale objęłam go nieporadnie, głaszcząc uspokajająco po głowie.
— Dodał, że wypisze mnie ze szkoły i zrobi ze mnie prawdziwego mężczyznę! Ja nie chcę, chcę być z tobą! — krzyknął zrozpaczony, stłumionym głosem, już na dobre się rozklejając. Mokre łzy kapały mi na ramię, spływając aż do zagłębienia pomiędzy piersiami przez dekolt bluzki. Zaczęłam kołysać się z nim na boki.
Nasza relacja była dziwna. Nie mogłam jej określić, a co dopiero nazwać jakoś logicznie. Poznaliśmy się za czasów gimnazjum. Całkowicie na początku. Od razu zaczął ze mną rozmawiać, rumieniąc się przy tym mocno. Nie mogłam się przyzwyczaić do jego zachowań. Irytował mnie coraz bardziej, gdy wyznał mi swoją nieokiełznaną miłość. Byłam na niego wściekła, szczególnie dlatego, iż sama niedawno doznałam zawodu miłosnego. Potraktowałam go dosyć ostro, ale mimo to, dalej przy mnie był. Dalej się starał. Wymyślał najróżniejsze sposoby, żeby spędzić ze mną chwilę, gdy pozostali traktowali mnie jak powietrze. Dla innych byłam, ale niezauważalna. Postanowiłam więc z nim porozmawiać, czując wyrzuty sumienia. Dosadnie dałam mu do zrozumienia, że nie ma liczyć na miłość. Mogłam mu podarować jedynie przyjaźń. Zgodził się, ale nie zaprzestał wyznawać mi swojego nieprzemijającego żarliwego uczucia namiętności. Twierdził, że mnie rozkocha, że będzie czekał. Śmiałam się z tego i kpiłam. Mimo wszystko, chyba dalej pozostawaliśmy przyjaciółmi.
Westchnęłam, przestając się kołysać. Ken nagle się ode mnie odsunął. Jakby sobie coś przypomniał. Spojrzałam na niego uważnie, poprawiając bluzkę i wycierając ukradkiem łzy z pomiędzy piersi.
— Muszę już iść, ojciec na mnie czeka. Ale wrócę, nie zapomnij o mnie — powiedział, zdejmując plecak i wyciągając z niego pluszowego misia. Przechyliłam zaciekawiona głowę. — Trzymaj, to dla ciebie. Pamiętaj, nie zapomnij o mnie, wrócę, na pewno. Obiecuję — powtórzył, wręczając mi małą, milutką przytulankę. Miała białą koszulkę z czerwonym serduszkiem.
Zanim zdążyłam zareagować, objął mnie mocno, lecz krótko, odchodząc w pośpiechu. Odwróciłam się w kierunku znikającej sylwetki Kena. Dalej byłam oszołomiona i ściskałam misia stojąc przy szafkach. Nagle dotarł do mnie gwar otoczenia, który na chwilę przycichł. Poczułam narastające ciepło na policzkach, spowodowane ukradkowymi spojrzeniami innych uczniów. Gdy dotarł do mnie chichot jednej z dziewczyn, której nie znałam, szybko wcisnęłam misia w torbę. Zagryzłam wargę.
Właśnie podjęłam duży krok w kierunku decyzji. Dziękuję za pomoc, Ken.
Zadzwonił dzwonek, więc chciałam udać się do klasy, ale zaskoczył mnie widok przebiegającego przez korytarz, psa. Uczniowie zdawali się go nie zauważać, więc podjęłam działania, żeby uchronić jego przed zgnieceniem. Szybko do niego podbiegłam, łapiąc za fioletową obrożę. Z niemałym wysiłkiem podniosłam psa i odsunęłam się z nim na bok, wciskając w jeden z bezpiecznych kątów.
— Ale jesteś ciężki, piesku. Czyj jesteś? Wiesz, że nie możesz przebywać w szkole? — Spojrzałam w jego oczy. Zdawał się uśmiechać. Oddychał ciężko, leniwie merdając ogonem.
— Kiki! Kiki!!! — Usłyszałam spanikowany, kobiecy głos należący do dyrektorki. Od razu poznałam, bo nakrzyczała na mnie podczas ceremonii rozpoczęcia roku.
Wyszłam niepewnie w kierunku starszej kobiety, mocno tuląc do siebie ciężkiego psa. Miała siwe włosy upięte w kok. Okulary z oprawką, które przysłaniały równie szare oczy. Nosiła płaszcz w dziwnym kolorze. Wydawała się zmęczona.
— Kiki! Jedno szczęście, że się znalazłeś! — krzyknęła uradowana i pośpiesznie wzięła psa w swoje ramiona. Poczułam ulgę, spowodowaną zniknięciem ciężaru. — No już, dziecko. Na lekcje, już, już.
Nawet głupiego dziękuję? Ale i tak miałam szczęście, że złapałam tego psa. Pewnie wpadłaby w szał i musiałam bym za nim biegać jak głupia po całej szkole. Wolałam to obejść, nawet bez podziękowania za złapanie Kiki. Szczęściara ze mnie.
Skrzywiłam się i poszłam w kierunku sali lekcyjnej. Po drodze próbowałam się pozbyć jasnobrązowej sierści z moich ubrań. Jednak na darmo, wciąż widziałam pojedyncze kłaki. Westchnęłam, przyspieszając kroku. Korytarz już dawno opustoszał.
I tak jestem spóźniona. Ciekawe czy sensei uwierzy, że zatrzymała mnie dyrektorka...?
Kończyła się właśnie ostatnia lekcja tego dnia. Upragniona wolność, była już na wyciągnięcie ręki. Pozostało czekać tylko na zbawienny dźwięk dzwonku, który regulował plan mojego życia w szkole. Wszystko rozgrywało się według jego woli. To on wyznaczał powtarzalność wydarzeń, tym samym wplątując w błędne koło każdą personę przebywającą w szkole. Monotonia. Tym właśnie był czas – monotonią.
Powoli zaczęłam pakować książki. Bez pośpiechu. Bez gwałtownych, niepotrzebnych ruchów. Uniosłam wzrok na okrągłą tarczę zegara i westchnęłam ciężko. Została jeszcze chwila. Ciągle miałam masę wątpliwości, bo podjęłam się czegoś, co trudno było mi unieść. Jednak chciałam się tego podjąć, mimo tysiąca kotłujących myśli, które wciąż były na nie. Strasznie mnie to męczyło. Przecież będę tylko tańczyła. Tylko tyle.
Akurat gdy zadzwonił dzwonek, uporządkowałam już wszystkie rzeczy. Wstałam i założyłam torbę. Od razu poczułam jej ciężar, ponieważ pasek wpił mi się boleśnie w ramię. Nie poświęciłam jednak temu zbytniej uwagi, przestępując od razu kilka kroków w kierunku masy tłoczących się uczniów, jednak szybko przestałam iść do przodu, ponieważ ktoś szarpnął mnie delikatnie za bluzkę. Odwróciłam się powoli, z grobową miną. Zmierzyłam uważnym wzrokiem niewysoką dziewczynę o falowanych, brązowych włosach, średniej długości z dwoma spinkami równo wpiętymi z lewej strony. Patrzyła się na mnie dużymi, niebieskimi oczami z niemą prośbą o pomoc. Trzymała stertę papierów, która niebezpiecznie chwiała się na jeden z boków.
— Pomożesz mi zanieść papiery do pokoju gospodarzy, Luna? Tylko jeszcze wskoczę do pokoju nauczycielskiego, zgoda? — zapytała melodyjnym głosem, uśmiechając się delikatnie.
— Dobrze... yyy... — zająknęłam się, zdając sobie właśnie sprawę, że nie znałam imienia koleżanki z własnej klasy. Zaśmiałam się nerwowo, nie patrząc w jej stronę.
Ale się wkopałam. Wstyd.
— Melania. Nie szkodzi.
Podała mi ostrożnie papiery, sama zabierając kolejną stertę, tym razem zeszytów, z biurka.
— Melania — powtórzyłam bezwiednie, odprowadzając ją wzrokiem.
Szybko się jednak otrząsnęłam, czując, że lada chwila, a sterta przechyli szalę na jeden z boków i runie na podłogę w prost pod buty uczniów, którzy nie zwrócą najmniejszej uwagi, wgapieni w swój własny cel – przyćmiewający wszystko dookoła nich. Udałam się więc do wyjścia z klasy.
Jest nas osiemnaście sztuk w jednym pomieszczeniu plus nauczyciel, ale wciąż było głośno i nikogo chętnego do udzielenia jakiejkolwiek pomocy. Jedno szczęście, że miałam jeszcze sporo czasu do przyjazdu autobusu.
Przepychałam się przez tłum ludzi tłoczących się na korytarzu. Jakby nie mogli zostać w swojej klasie i tam odpocząć. Niestety musieli krążyć bez celu, bo inaczej nie byli by sobą. Hałas i przepych doprowadzał mnie do białej gorączki, co skutecznie powodowało utrudnienie w przeniesieniu sterty papierów z jednego miejsca na drugie. Wreszcie, po sporych trudnościach, dotarłam do pokoju gospodarzy. Oczywiście teraz czekało przede mną najtrudniejsze zadanie, czyli otworzenie drzwi bez pomocy rąk. Na szczęście i to wyszło mi w miarę sprawnie. Odetchnęłam z ulgą, gdy weszłam do środka. Kopnęłam drzwi, podchodząc do najbliższego stoliku. Odłożyłam stertę ciężkich papierów, napotykając zdziwione spojrzenie Nataniela, który akurat pojawił się w idealnym momencie, kiedy miałam zamiar po prostu zwiać do domu.
— Luna, co robisz? Czegoś potrzebujesz? — zapytał miłym głosem, podchodząc do mnie bliżej.
— Nie. Po prostu przyniosłam papiery od nauczyciela. Położyłam je tam, bo nie wiem gdzie mają leżeć. — Wskazałam kiwnięciem głowy na stolik za mną. — A teraz, jeśli pozwolisz. — Ominęłam go, łapiąc za klamkę.
— Poczekaj! To zajmie jeszcze chwilę — powiedział uniesionym głosem, na co wzdrygnęłam się mimowolnie.
Znowu mi rozkazywał.
— Co znowu? — zapytałam, nie szczędząc chłodnego tonu.
— W związku z usprawiedliwieniem... Przepraszam, nie powinienem wciągać cię w taką sytuację — odparł skruszonym głosem, widocznie nabierając lekkiego rumieńca.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Usatysfakcjonowały mnie jego przeprosiny. Musiał w końcu zrozumieć, że nie jestem dziewczyną na posyłki.
— Wybaczam. Następnym razem bądź bardziej męski i weź sprawy w swoje ręce — odpowiedziałam po chwili i natychmiast wyszłam z pomieszczenia, żeby nie mógł nic dodać, ani zaprotestować.
Przybiłam sobie mentalną piątkę. Udając się pewnym krokiem w stronę wyjścia ze szkoły. Przede mną była ciężka decyzja, którą już podjęłam i taki obrót sprawy, podniósł mnie niewyobrażalnie na wartości. Uwielbiałam, jak ludzie przyznawali się do błędu. Wspaniałe uczucie satysfakcji.
— Hahahaha! A kogo my tu mamy? — Usłyszałam niedaleko, bardzo charakterystyczny głos, który należał tylko do Amber. — Udało ci się nawet przegonić Kena. Nawet on miał cię dość. Jesteś beznadziejna — powiedziała dumnie, stając na przeciw mnie ze swoją świtą.
Wywróciłam oczami i natychmiastowo zmarkotniałam, przybierając niewzruszony wyraz twarzy. W środku mnie, natomiast, panowała wściekłość, która domagała się wyjścia, ale nie miałam zamiaru jej dopuścić do władzy. Na tym nie polegała zemsta za Kena. Wiedziałam, że to przez nie wypisał się ze szkoły, ale mimo wszystko musiałam się powstrzymać, żeby i mi nie weszły zbytnio na głowę. Nie mogłam okazać słabości przed wrogiem.
— Nikomu nie kazałam odejść, ani trwać przy mnie wiecznie. Każdy podejmuje własne decyzje za siebie, żeby choć trochę się usamodzielnić — odparłam spokojnie, patrząc na mimikę twarzy Amber. — Rozumiesz w ogóle co do ciebie mówię? Może bardziej wytłumaczę, bo widzę, że nie wiesz co to samodzielność — dodałam, gdy miała zamiar się odezwać, skutecznie zamykając jej buzie na krótką chwilę.
— O cholera! Będziesz płakać? Czujesz się już samotna? — zmieniła natychmiastowo temat, widocznie nie oczekując takiej zagrywki. Niestety wypowiedź wcale nie trzymała się dotychczasowej konwersacji, na co parsknęłam, nie mogąc powstrzymać napływającej fali śmiechu. Po chwili, zaczęłam się histerycznie śmiać.
— Pff~. Słyszysz sama siebie? Co ty w ogóle mówisz? — zapytałam retorycznie, patrząc na nią z wyższością.
Następnie po prostu odeszłam, nie czekając na jej reakcję. Tłum uczniów udających się na lekcje wraz z pierwszym brzmieniem dzwonka, skutecznie uniemożliwił mi usłyszenie jej natrętnego głosu i jakiejkolwiek możliwości zatrzymania mnie przez nią samą. Od razu udałam się na przystanek autobusowy, na który zdążyłam w idealnym momencie. Jeszcze chwila, a musiałam bym czekać na następny autobus. Niestety, czym bardziej bym zwlekała, tym bardziej odciągało by mnie od głównego celu.
Jak ja nienawidzę takich dziewczyn... Aż się we mnie gotuje.
❄❄❄
Po dotarciu do domu, nic już nie było takie samo, a na pewno nie w stu procentach pewne. Ogarniający lęk przed zmierzeniem się ponownie z lodowiskiem, nie pozwolił mi normalnie funkcjonować. Bałam się tego starcia. Jednak wszystko starannie przygotowałam. Zrobiłam makijaż, ubrałam się w męskie ciuchy i spięłam włosy w wysokiego kitka. Następnie sumiennie powtórzyłam sobie kilkakrotnie choreografię Viktora. Tak oto nastał wieczór. Z obawą patrzyłam przez okno, nie mogąc znieść faktu, że stchórzyłam. Więc po dobrych dziesięciu minutach, wstałam i zabierając torbę z przenośną kamerą, wybiegłam z domu. Chciałam zakończyć męczący etap w moim życiu. Pozbyć się kajdan i stać się wolna. Musiałam w końcu wygrać. Musiałam.Wbiegłam po schodach prowadzących do Ice Castle, przystając dopiero przed automatycznymi drzwiami. Zanim odważyłam się wejść, otworzyły i zamknęły się kilka razy. Ogarnął mnie silny lęk, który wstrząsnął gwałtownie moim ciałem. Czułam to samo cztery miesiące temu. Tak potężny strach z łatwością mnie paraliżował. Jednak starałam się ze wszystkich sił go przezwyciężyć. Nie tylko dla siebie, ale też dla Elizabeth i dla wszystkich. Ciągle to sobie wpajałam, powtarzając nieustannie w głowie. Wreszcie zrobiłam krok na przód. Drzwi rozsunęły się przede mną, ukazując wnętrze budynku. Weszłam do środka na trzęsących nogach. Za ladą, przy rzędzie z łyżwami, stała dziewczyna o brązowych włosach związanych w mały kucyk. Gdy odłożyła parę czarnych łyżew na swoje miejsce, obróciła się w moją stronę. Na jej twarzy pojawiło się chwilowe zdziwienie, które podkreśliły rozszerzone, jasnobrązowe oczy. Była piękna.
— Już nieczynne — powiedziała dziewczęcym, delikatnym głosem, posyłając mi mały uśmiech.
Zmarszczyłam brwi, nie dowierzając, że zmarnowałam tyle czasu na walkę z samą sobą. Miałam jeszcze do odrobienia lekcje i przygotowanie się do następnego dnia.
— Może jeszcze zrobisz wyjątek? To zajmie tylko chwilę — zapytałam, starając się użyć jak najbardziej niskiego tonu, żeby choć trochę upodobnić się do głosu Shino.
— Zależy co chcesz robić — odpowiedziała, podchodząc bliżej lady i kładąc na niej drobne dłonie.
— Nagrać coś dla przyjaciółki. To naprawdę zajmie chwilę — wytłumaczyłam się, nie spuszczając z niej błagalnego spojrzenia.
Pokręciła głową i po chwili ciszy, która była przerywana stukaniem jej palców o twardą powierzchnię niebieskiej lady, głośno westchnęła.
— Niech ci będzie, ale następnym razem przychodź na czas. Dobrze? Masz łyżwy? — Uśmiechnęła się ponownie i wyszła zza podłużnej lady, biorąc wcześniej do ręki pęk kluczy.
— Tak. Wolę poćwiczyć w samotności, więc może się to zdarzyć więcej razy — zażartowałam, nie mogąc się powstrzymać.
— Ach! W takim razie będę cię chronić. Będziesz mógł przychodzić kiedy zechcesz! — oznajmiła, puszczając mi oczko.
Skrzywiłam się, jednak w porę zdążyłam obrócić głowę, żeby jej nie urazić. Nie miałam pojęcia, jak ludzie nie mogli wyczuć moich oczywistych żartów i ironii.
— Co tak właściwie będziesz nagrywać dla swojej dziewczyny? — zapytała z nieukrywaną ciekawością w głosie, otwierając kluczem drzwi, za którymi znajdowało się lodowisko.
— Ugh. To nie moja dziewczyna, tylko przyjaciółka. — Westchnęłam podirytowana, wymijając ją i wchodząc do środka.
Bijący chłód od lodowej tafli, ponownie obudził we mnie na chwilę zapomniany strach. Odetchnęłam głęboko, podchodząc do bandy. Założyłam trzęsącymi rękoma czarne łyżwy.
— No dobrze, dobrze. To co to takiego? — Nie dała za wygraną, pytając ponownie i podbiegła bliżej mnie, żeby pomóc przytrzymać mi torbę z kamerą.
— Za chwilę zobaczysz. Dasz radę nagrywać? — parsknęłam, wciskając jej kamerę do ręki. Pokiwała energicznie głową, włączając urządzenie. — To dobrze. Tylko nie trzęś.
Podeszłam do wejścia na lodowisko, które na szczęście i nieszczęście było kilka kroków ode mnie. Chwyciłam się bandy i odetchnęłam głęboko, następnie odpychając się natychmiast, żeby nie zdążyć uciec. Wjechałam pewnie na sam środek lodowiska. Ustawiając się we właściwej pozycji, wzięłam trzy ogromne wdechy i wydechy, a następnie zaczęłam wyobrażać sobie pierwsze dźwięki muzyki. Chciałam poczuć ją dogłębnie, dlatego postanowiłam zatańczyć bez niej.
Moje myśli pobiegły w niechcianym kierunku, skutecznie odciągając mnie coraz bardziej od skupienia się w pełni oraz wyczuciu rytmu, bez którego wszystko się zepsuje. Miałam jedną szansę. Przymknęłam oczy. Nagle wszystko przestało mieć znaczenie. Poczułam się wolna, bez żadnych ograniczeń czy krępujących więzów. W tym momencie wydawało mi się, że mogłam wszystko. Zaczęłam tańczyć. Z gracją wykonując każdy ruch. Myślałam tylko o tym, żeby do perfekcji oddać piękno tego utworu i choreografii. Liczyła się tylko lodowa tafla, która zaczęła mnie pochłaniać. Wciągając do siebie jeszcze silniej, żebym nie mogła ponownie uciec. Poddałam się, wykonując kolejne sekwencje. Gracja. Flip. Gracja. Piruet. Gracja. Piękno. Marzenie o idealności. Wszystko skleiło się w całość. Wykonywałam kolejne ruchy podświadomie, jakby moje ciało przejęło nade mną kontrolę. Jakbym urodziła się do tej choreografii. Płynęła od początku we krwi. Muzyka w mojej głowie powoli dobiegała końca. Ostatni moment. Ostatni piruet i ostatnie oderwanie łyżew od lodu. Koniec.
Usłyszałam głośne westchnięcie, a następnie głuche uderzenie o wąski murek. Spojrzałam nieświadomie w stronę kobiety, szukając szybko kamery. Na szczęście leżała bezpiecznie odłożona.
— To było świetne! Niesamowite! Masz talent Shino! Idealna kopia Viktora! Idealna! — wykrzyczała głosem pełnym emocji. Już nawet nie potrzebowałam odpowiedzi, czemu znała moje imię.
Wciągnęła ze świstem powietrze, a następnie zapiszczała głośno, trzęsąc się z euforii, której nie mogła powstrzymać. Przewróciłam oczami, próbując unormować oddech.
Kolejna fanka Viktora, nie wierzę...
❄❄❄
Wreszcie, gdy dotarłam po szkole do domu, od razu rzuciłam się na łóżku. Byłam wyczerpana po wczorajszym incydencie. Yuko, bo tak się nazywała, wraz z jej mężem i trojaczkami, zaprosiła mnie do siebie, żeby porozmawiać. Więc się zgodziłam. Dowiedziałam się na jej temat sporo, mniej i więcej istotnych, rzeczy. Jednak najbardziej zdziwił mnie jej wiek oraz to, że tak szybko zdecydowała się na dzieci. Tak właśnie zleciał mi wieczór i nim się obejrzałam, było po jedenastej w nocy. Kompletnie mnie to roztroiło. Jednak czy chciałam czy nie, musiałam podołać. Nawet nie zdążyłam zmontować filmu. Więc miałam zamiar zrobić to dzisiaj. Westchnęłam głośno, opierając się głową o krawędź łóżka. Po chwili chwyciłam telefon. Nagle zaczął dzwonić. Przestraszona, prawie wypuściłam go z rąk. Nie sprawdzając kto to, po prostu odebrałam.— Halo? — zapytałam, nie powstrzymując przeciągłego ziewnięcia.
— Wybacz... Wybacz, Shino. Ale dziewczynki wrzuciły film do sieci. Naprawdę mi przykro. — Usłyszałam po drugiej stronie niezbyt przejęty głos męża Yuko. Po chwili także płacz dzieci i samą panią Nishigori.
Brew zadrgała mi gwałtownie. Z prędkością światła się rozłączyłam, klikając w przed chwilą wysłany link. Sekundę później zobaczyłam swoją twarz na YouTubie. A dokładnie, podobiznę Shino, którego stworzyłam. Krzyknęłam zaskoczona, odrzucając telefon na drugi koniec pokoju. Nie bardzo mnie teraz obchodziło, czy się zniszczył. Padłam sparaliżowana na podłogę. Nagle usłyszałam ciężkie kroki w kierunku drzwi, a następnie ich trzask o ścianę.
— Co to ma być, kobieto?! Ten filmik miał być dla tej dennej blondynki! I TYLKO dla niej! Wszędzie go wyświetlają! Po co go wstawiłaś do Internetu?! — krzyknął rozwścieczony Shino. Nawet nie musiałam się podnosić, żeby stwierdzić, że to on. — Wszyscy do mnie wypisują! WSZYSCY! Coś zrobiła! — kontynuował swój dramatyczny monolog.
Skuliłam się bardziej, udając, że zasnęłam. Nie chciałam o tym myśleć ani chwili dłużej. To miał być koniec, a nie początek jakiejś tragedii! Przebiegł mnie zimny dreszcz, który nie zwiastował niczego dobrego.
Chyba będę chora...
........................
4136 słów
a/n: aż nie mogę uwierzyć, że to znalazłam! Wybaczcie za to, że pewnie różni się jakościowo od innych moich prac, ale napisałam to jakoś w czerwcu/lipcu poprzedniego roku, więc pewnie mój styl się trochę zmienił. Ach, ten 2018 rok. Znajduję stare rzeczy, niesamowite. A więc, wracamy do Yuri!!! on Ice.
Następny rozdział


Kocham to •√•
OdpowiedzUsuńOstatnio zaczęłam przygodę ze swoim blogiem: historyczny-huragan.blogspot.com
Było by mi miło jakbys zajrzała. Tymczasem ja czekam na kolejne posty!
Dziękuję za komentarz i cieszę się bardzo, że Ci się podoba. W chwili wolnej na pewno zajrzę, ale prosiłam bym, aby reklamować swoje blogi w zakładce spam. O wiele lepiej mi potem szukać danego blogu.
UsuńSiema ^^ zapraszam do siebie na wattpada https://www.wattpad.com/story/128964506-dwie-dziewczyny-dwa-światy
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy widziałaś zakładkę "spam", ale takowa się znajduje. Prosiłam bym, aby tam się reklamować czy powiadamiać mnie o nowych rozdziałach. W szczególności, że to ewidentnie chamska reklama, nie zawierająca żadnej treści do tego rozdziału.
UsuńWybacz
UsuńNie no spoko. Cieszę się, że reklamujecie swoje blogi, bo zawsze chętnie poczytam, jak mam czas, ale jeszcze bardziej byłam bym szczęśliwa jeśli umieszczalibyście linki w spamie. Naprawdę lepiej mi wszystko znaleźć. Mam nadzieję, że nie odebrałaś tego jakoś bardzo źle. Chętnie wpadnę zobaczyć, gdy wreszcie postanowię nadrobić zaległości.
Usuń