edit | poniedziałek, 21.08.2017 | całkowicie nowa historia!
K r w a w e l a l k i
❝ nie wiedzieli, że krocie krwawych lalek mieli ❞
Otworzyłam oczy. Stałam na środku pomieszczenia otoczona przez mnóstwo kobiet. Każda miała na sobie innego rodzaju białą suknie. Pięknie ułożone włosy. Niektóre miały bukiety kwiatów, a nawet welony. Panny młode. Piękne, niczym porcelana twarze. Olśniewały swoim urokiem i niewinnym wyglądem. Jednak się nie poruszały, każda stała. Wydawały się zaklęte i smutne. Ich twarz wyrażał czysty smutek. Nawet wyglądające jak u lalki, sztuczne oczy, miały w sobie błysk nieokiełznanego smutku. Wciągnęłam ciężko powietrze, niepewnie, ale uważnie, patrząc na przedziwne duże lalki w postaci panny młodej. Spróbowałam się poruszyć, obawiając zostać w tym miejscu, jednakże ani drgnęłam. Z szokiem spojrzałam w dół. Zakuło mnie w szyi. Jednak moich nóg nic nie powstrzymywało. Postanowiłam więc wspomóc je rękoma. Nie pomagał mi fakt, że zawędrowałam gdzieś w głąb rezydencji w koszuli nocnej. Nie wiedziałam gdzie byłam, a przede wszystkim jak się tu dostałam. Ręce także nie drgnęły. Teraz był czas na panikowanie. Kompletnie nie wiedziałam co z tym wszystkim zrobić. Łzy boleśnie zakuły mnie w kąciki oczu. Nagle upadłam, a świat zawirował.Zamrugałam pośpiesznie powiekami, żeby wyostrzyć obraz. Poczułam dziwną lekkość, więc spojrzałam w dół. Ku mojemu zdziwieniu, podłoga była pod moim nosem. Z przerażeniem podniosłam oczy wyżej. Chciałam pisnąć, nie, krzyczeć z przerażenia, jednak nie potrafiłam dobyć głosu. Lęk jaki mnie ogarnął, był nie do zniesienia. Przede mną stała postać bez głowy. Nieruchoma. Z szyi wystawał koniec kręgosłupa. Nagle z wielkim rozbryzgiem, wytrysnęła krew, a ciało dostało konwulsji, po czym upadło. Nie chciałam na to patrzeć, ale moje powieki były jak przyszyte, nie chciały się zamknąć. Wykrzywiłam się w grymasie bólu, strachu i obrzydzenia, jednak nie mogłam poczuć tego dogłębnie. Krew ubrudziła lalki stojące z boku. Ich suknie natychmiastowo przemieniły się w ciemny szkarłat. Koło ciała powstała wielka kałuża krwi, w której drgało. W mojej koszuli nocnej. Moje ciało. W oczach widziałam powoli tylko czerwień. Szczypało mnie w nie za każdym mrugnięciem.
— Uciekaj! Nie, uratuj nas, a potem uciekniemy razem! Błagam! — usłyszałam, jakby w oddali, przerażony kobiecy głos. Następnie następny, następny i następny.
Wszystkie zlały się w dziwny lament, a ja krzyczałam nie wydobywając głosu. Krew wypływająca z oczu, piekła mnie niemiłosiernie. Wszystko potęgował ból w szyi, której już nie miałam. Pozostała tylko elastyczna skóra. Obrzydliwie śmierdziało. Lalki nagle ożyły i darły się. Jedna za drugą. Coraz głośniej i głośniej. Nagle ich oczy wypłynęły, upadając na podłogę. Podskakiwały wysoko, jak kauczukowe piłki, ciesząc się niespodziewaną wolnością. Z oczodołów panien młodych, wyciekała smolista ciecz, która z każdą sekundą potęgowała smród. Odór ludzkiego mięsa. Kręciłam głową w przerażeniu, a bynajmniej mi się tak wydawało. Według logiki, już dawno powinnam leżeć martwa. Ożywione lalki przemieniły się w krwistą maź, która spłynęła prosto na podłogę. Z każdej zostawał tylko szkielet, który także upadł. Wszystko otoczyło mnie wielką falą i realistycznym fetorem.
Nie! NIE! PRZESTAŃCIE!!!
Nagle zerwałam się do pozycji siedzącej. Szarpały mną silne spazmy szlochu, których nie umiałam powstrzymać. Serce dudniło mi jeszcze mocniej, niż kiedykolwiek w życiu. Rozszerzyłam oczy na całą szerokość, mimo to, nic nie widziałam przez otaczającą mnie ciemność. Nie mogłam złapać tchu, mając ciągłe konwulsje. Okiennice trzaskały mocno o ściany, a zasłony i firany, niemal dosięgały łóżka. Rwane przez dziki wiatr do niechcianego tańcu. Byłam u siebie. To tylko jeden z koszmarów. Mimo to, nie odetchnęłam. Rozbrzmiał potężny grzmot, a zanim następny i oślepiający błysk. Wrzasnęłam. Nie. Ja ciągle krzyczałam. Darłam się w niebo głosy, trzymając za głowę, próbując wyrwać włosy. Wciąż nie mogłam wciągnąć chodź odrobiny powietrza. Płuca wraz z gardłem piekły żywym ogniem. Skrzydła okna waliły w ściany. Wydawało się, że zaraz miały wypaść z zawiasów. Wierzgałam nogami, rwąc garściami włosy, które nie dawały za wygraną i wypuszczały tylko pojedyncze czarne nitki. Nie mogłam złapać powietrza. Desperacko próbowałam zaprzestać krzyczeć. Robiło się coraz głośniej. Gdy seria grzmotów ustała, przeraźliwy krzyk odbił się echem po podwórzu. Dusiłam się. Szarpały mną konwulsje. Nie mogłam przestać, chociaż już miałam dość. Chciałam odetchnąć. Chciałam złapać oddech. Miałam wrażenie, że trwało to wieki.
Przez zamazany obraz dostrzegłam dziwne, kolorowe barwy, które niewyraźnie ukazały sześć sylwetek. Czułam jak na mnie patrzą. Mówili coś do siebie. Nie obchodziło mnie to. Walczyłam o powietrze. Wyciągałam błagalnie ręce, jednak oni dalej się nie poruszali, ale rozmawiali. Słyszałam delikatny szmer szeptu, gdzieś pomiędzy moimi krzykami.
— Doprawdy. Co za utrapienie. Bezwartościowe ludzkie ścierwa są takie słabe — usłyszałam zimny, męski głos blisko siebie, a następnie lodowatą rękę na czole. Złapałam ją, desperacko nie pozwalając jej odejść. — Spotka cię kara za obudzenie mnie, bezczelna dziewucho.
Wydawało mi się, że nie rozumiałam jego słów. Z palącym świstem wciągnęłam powietrze. Łapałam każdy oddech, mimo, że każdy mnie bolał. Palił w płucach. Chwyciłam tkaninę sylwetki przede mną, która wydała z siebie zdegustowane prychnięcie. Nie obchodziło mnie nic, oprócz tego, że jego dotyk mi pomagał. Mocno zacisnęłam powieki, a także piąstkę na białej koszuli i rękę na czyjejś męskiej dłoni. Powoli dochodziła do mnie rzeczywistość. Otworzyłam oczy, dalej mocno dysząc. Napotkałam karcące, mrożące spojrzenie jasnoczerwonych tęczówek Reiji'ego. Rozszerzyłam z niedowierzaniem i rosnącym lękiem oczy. Serce wciąż waliło mi o żebra. Chciałam go odepchnąć, jednak z całej siły przycisnął mi lodowatą dłoń do czoła. Upadłam na wilgotną, wielką poduszkę. Widziałam w jego oczach... furię?
— Idźcie już. Nie jesteście tu potrzebni — powiedział ze spokojem, beznamiętnym głosem. Wydawał się dziwny, w porównaniu z tym co wyrażało jego spojrzenie.
— Ale Bitch-chan Dwa, czy na pe–
— Natychmiast, Laito.
Zdałam sobie sprawę, że zebrało się całe rodzeństwo Sakamaki. Wstrząsnął mną silny dreszcz zmęczenia i narastającego lęku. Chciało mi się spać. Chłód ręki Reiji'ego działał na mnie przerażająco kojąco. Drgawki minęły, krzyk, przerażające obrazy i cały hałas. Robiło mi się z każdą chwilą zimniej. Chciałam się przykryć. Chciałam zasnąć. Przede wszystkim już nie chciałam tego obrzydliwego dotyku. Nie mogłam go już znieść. Za szybo mnie uspokoił. Był dziwny. Bałam się go i pałałam do niego nienawiścią. Spojrzałam jeszcze ostatni raz na twarz mężczyzny. Bez okularów Reiji wydawał się bardziej...
... przystojny. S-spać...
♠ ♠ ♠
Miałam nadzieję na spokojny sen. Miałam w zamiarze spokojne życie. Chciałam być wolna. Jednak pozbawiono mnie wszystkiego. Po tym napadzie, gdy Reji przyłożył mi zimną rękę do czoła, z niemałą siłą, jakoś od razu odleciałam na drugi brzeg. Jednak nie mogłam liczyć na ukojenie. Pojawił się następny koszmar, na moje szczęście – lżejszy, ale bardziej upokarzający. Tym razem leżałam na ziemi, przywiązana pasami, które raniły moją skórę, zdzierając ją do krwi. Następnie wśród skaczących gałek tańczyli wszyscy bracia Sakamaki, którzy kolejno podchodzili do Yui tanecznym krokiem, bujając się na boki. Jakby mogło to w jakikolwiek sposób przyciągnąć. Wbijali się w jej szyję i ręce swoimi kłami, które z łatwością przecinały delikatną skórę dziewczyny. Łkała, krzycząc z bólu, a ja nic nie mogłam zrobić. Do tego te gałki oczne, które wprost wyśmiewały się z mojej bezradności. Jednak to nie było tak złe, w porównaniu z tym co potem się stało. Stałam na wystawie, podziwiana przez ludzi. Byłam naga. Szlochałam, krzyczałam, nie mogąc się ruszyć, zakryć jakkolwiek. Po raz pierwszy tak dobrze przyjrzałam się swojemu nagiemu ciału. Nienawidziłam go. Byłam zażenowana patrząc na to ohydztwo.Zerwałam się gwałtownie. Moja twarz była w ogniu. Z powodu zgorszenia i łez, które nie przestawały płynąć. Musiałam pozostać dłuższą chwilę, żeby się uspokoić. Spojrzałam na zegar. Ku mojemu zaskoczeniu, było już po godzinie, w której wczoraj przyjechaliśmy z zajęć. Zdziwiłam się, że nikt mnie nie obudził. Odetchnęłam głęboko, chcąc się udać do łazienki i wreszcie zmienić ubrania. Były spocone, bo przyklejały mi się do skóry. Zirytowana, przeczesałam wilgotną grzywkę. Podeszłam chwiejnie do torby, wyciągając z niej potrzebne rzeczy.
Po upływie niemałego czasu, wreszcie odnalazłam upragnioną łazienkę. Wyglądała na bogatą, jak pozostała reszta domu. Szczególnie umywalka, która była wyłożona chyba ze złotego marmuru. Na niej znajdował się płyn do mycia i mała roślinka. Nad nią wisiało lustro z ozdobną ramą. Na przeciw drzwi, umieszczona była biała wanna – dwa stopnie wyżej od reszty pomieszczenia. Koło niej stał większy, zielony kwiat. Za nią natomiast znajdowało się coś w rodzaju zdobienia na ścianie. Wszystko było przesycone kolorem ciemnego złota.
I to okno naprzeciw wanny...
Zamknęłam drzwi, przekręcając zamek. Spojrzałam w dół, na piękne kafle. Nie miałam siły dalej oglądać pomieszczenia. Pokręciłam szybko głową, co spowodowało tylko ból. Na umywalce położyłam ręcznik, ubrania na zmianę oraz kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Spojrzałam na krótką chwilę w lustro, oglądając bladą jak najbielsza mąka – twarz. Powstrzymałam się od splunięcia na swoje odbicie i gwałtownie podeszłam do wanny kilkoma krokami. Przekręciłam oba kurki, a następnie uregulowałam wodę – pozwalając jej płynąć głośnym strumieniem. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że musiałam się teraz rozebrać. Niechętnie złapałam dół koszulki, przeciągając ją przez głowę. Włosy zasłoniły mi pole widzenia, rozpadając się na wszystkie strony. Następnie zdjęłam buty i skarpetki, kopiąc je na bok. Ściągnęłam spodnie, pozostając w samej bieliźnie. Zatrzęsłam się z zimna, które pochodziło od tych pieprzonych, pięknych kafelek.
Podeszłam po kosmetyczkę, wyciągając z niej gąbkę, mydło i płyn do kąpieli. Wlałam trochę białej substancji do wody, która od razu się zapieniła. Następnie zakręciłam kurki, nie chcąc marnować więcej cieczy. Skrzywiłam się, zdejmując pozostałość odzienia. Na chwilę, w odbiciu tafli wody zauważyłam siebie. Musiało mi się przewidzieć, bo piana była naprawdę gęsta. Przełknęłam słone łzy, razem z narastającą gulą w gardle i niemal wskoczyłam do wanny. Gorąca woda, poparzyła moją skórę. Wyciągnęłam ręce, które w jednej chwili stały się zaczerwienione. Zaśmiałam się ponuro. Jednak nie do końca wiedząc co mnie śmieszy.
Po umyciu, szybko wytarłam powierzchownie ciało i włosy. Ubrałam białą bieliznę, skarpetki do kostek, czarną bluzkę z nadrukiem białego drzewa z rozłożystą koroną i równie ciemne, nazbyt obcisłe spodnie. Na nogi wsunęłam buty, które były rzucone w jednym z kątów. Zebrałam porozrzucane rzeczy, kładąc je koło zlewu. Zaczęłam układać wszystko do marnej kosmetyczki, bynajmniej pojemnej. Na ułamek sekundy, mój wzrok powędrował do lustra, ale dostatecznie szybko go powstrzymałam. Nie miałam siły, ani odwagi po tym wszystkim na siebie patrzeć. Zdawałam sobie sprawę, że to tylko sen, ale wszystko było tak realistyczne... Po prostu bolało, a patrzenie na swoje odbicie, było jak sypanie solą ran. Złożyłam ręcznik w kostkę, nagle słysząc głośny chlupot wody. W mgnieniu oka, obróciłam się w stronę dźwięku, przygotowując pięści do ewentualnej obrony. Automatycznie odskoczyłam do tyłu.
Jasne, czego ja mogłam się spodziewać, a raczej kogo.
Jeden z braci Sakamaki – Shu, postanowił ułożyć się w wannie całkowicie ubrany. Też początkowo taki był mój zamysł, ale naprawdę chciałam zmyć z siebie cuchnący odór koszmarów. Miał zamknięte oczy i słuchawki w uszach. No tak, teleportacja. Muszę o tym pamiętać. Już nigdy w tym domu nie rozbiorę się do naga. W życiu. Wypuściłam głośno powietrze, zdając sobie sprawę, że je wstrzymywałam oraz opuściłam bezwładnie ręce wzdłuż ciała. Wydawał się pokojowo nastawiony. Chciałam skorzystać z okazji i jak najszybciej się zmyć. Jednak słowa same wypłynęły mi z ust, zanim zdołałam je powstrzymać.
— Shu-san... Jak to jest, że– że tak b-bardzo się różnicie? No wiesz... o-od siebie — zadałam właśnie najgłupsze z możliwych pytań w mojej kolekcji. Serce waliło mi niemiłosiernie o bolące żebra.
Mojej głupoty to już nikt nie pobije. Brawo ja. Jesteś niepokonana Luna. Chociaż w czymś.
— Hm... Ponieważ mamy inne matki — powiedział ociężale, nie otwierając oczu. — Ja i Reiji mamy jedną. Ayato, Kanato i Laito to trojaczki, a Subaru jest jedynakiem.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. W sumie tego można było się spodziewać. Ciekawe jakie były ich mamy. Do tego ich ojciec musiał mieć mocne branie, albo... Prychnęłam, na co Shu leniwie otworzył do połowy jedno oko.
— Dziękuję — mruknęłam, lekko się kłaniając i jak najszybciej zgarnęłam wszystkie rzeczy, biorąc nogi za pas.
Wydawał się nagle nazbyt zainteresowany moją obecnością. W trakcie przypomniał mi się także nocny wybryk i nie bardzo chciałam o tym słyszeć od nikogo, a wszyscy – oprócz Yui – brali w tym udział. Poczułam wpływające ciepło na policzki. Tak bardzo chciało mi się płakać, a z drugiej strony czułam się winna, że jeszcze nie porozmawiałam z Komori. Wydawała się wtedy taka przygnębiona. Zanim zdążyłam się bardziej zastanowić, odłożyłam rzeczy do pokoju i udałam się do blondynki. Chwile później obie siedziałyśmy na jej łóżku. Mimo, że uśmiechała się do mnie odkąd tylko moja noga przestąpiła próg, wiedziałam, iż wcale nie było jej do śmiechu. Po prostu jakoś czułam jej obawy. W końcu sama je odczuwałam.
Cholera, wygląda na to, że naprawdę potrzebuje rozmowy. A może jednak na odwrót...?
........................
2032 słowa
autor-chan mówi: mam nadzieję, że to ff Wam się podoba i dotrwacie ze mną do końca. Heh, to jeszcze długo. Nudne? Następny rozdział 27-ego, tak sądzę.


Super !!! Czekam na next
OdpowiedzUsuńDobra dopiero dzisiaj w nocy wpadłam na tego bloga^^ i ja się pytam dlaczego?! Chce więcej rozdziałów 😭 I wogle fajne imię 😂
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadanie jest super. Czekam na kolejne rozdziały ^^
OdpowiedzUsuńJak tylko znalazłam tego bloga to od razu wiedziałam,że to miłość od pierwszego wejrzenia!!! XD
OdpowiedzUsuńUwielbiam DL!!! <3
Ale gdzie jest nowa notka?!
Zaraz uschnę i popadnę w depresję jak nie dodasz kolejnego rozdziału!!! TT.TT
Omg to jest zaczepiste weny życze i Jej tylko nie ja kocham subarusa xd weny
OdpowiedzUsuńOd teraz nie kocham jedynie Subaru, ale i ciebie również, chociaż szkoda, że nic nie dodajesz bo to cudowne *^*
OdpowiedzUsuńWeny i szybkiego powrotu życzę~!
Nie wiedziałam, czy komentować czy nie, ale skoro jest edit z wczoraj... To czemu nie? Co prawda nie wiem, czy jeszcze będziesz tego bloga prowadzić, więc nie będe się rozpisywać, ale zostawię ślad. ^^ Przyjemnie się czyta, mimo że są błędy. Podoba mi się, że bracia nie są zbyt łagodni. Niektórych to odrzuca, ale mi nie przeszkadzają drastyczniejsze sceny. Masz u mnie plus za odwagę! Heh, śmiałabym się, gdyby nasza Luna wylądowała z Reijim. Zresztą może wylądować z każdym, byle nie z Ayato. Kocham Ore-sama, ale mi się już trochę przejadł. :') (To wcale nie tak, że kibicuję całym serduszkiem najmłodszemu z braci, wcale! To... Ten... No, on jest po prostu wspaniały i tyle, o! <3) Nie jestem pewna, czy chcesz dogłębną analizę stylu i żebym powyłapywała twoje błędy, więc na razie z pomocą się nie pcham. Życzę weny i czekam na dalsze odcinki. ^^
OdpowiedzUsuńOooo.... Dziękuję bardzo za komentarz, bardzo mi się podoba. I oczywiście prowadzę bloga dalej. Będę go prowadzić baaardzo długo (mam nadzieję). Kiedy skończą się stare rozdziały, będę publikować w nowych postach.
UsuńJeśli chcesz, to oczywiście wytykaj błędy jak najbardziej! Mam wrażenie, że robię ich bardzo dużo, ale za cholerę nie umiem ich wyłapać. Mam ogromne problemy z czasami oraz przecinkami, o tak. (Taka ze mnie ciapowata osoba.)
Naprawdę cieszę się z Twojego komentarza, dziękuję!
Wybacz, że piszę dopiero teraz, ale zanim zajęłam się tobą, musiałam wykorektować swój rozdział. xD Wymienię ci teraz kilka zasad dotyczących edycji, mogą się przydać.
Usuń1. Pierwsza i najważniejsza zasada, odłóż sobie rozdział przynajmniej na tydzień. Po napisaniu przeczytaj go ze dwa razy, nanieś niezbędne poprawki i zostaw. Wiem, że ciężko to zrobić, ale to konieczne. Kiedy już po tygodniu włączysz ten rozdział przeczytaj go, ale nie w głowie! Choćby cicho, pod nosem. Jeśli coś źle brzmi na głos - źle będzie brzmieć w myślach. ;)
2. Beta. Jeśli masz możliwość, znajdź sobie osobę, która poznajduje ci literówki i powtórzenia. Daj jej do przejrzenia i niech powytyka ci wszystko co może. Moja kochana beta po najpierw nie chciała być niemiła, ale teraz jeździ po mnie z bezlitosną miłością. Dzięki temu, że na chwilę przed publikacją przegląda moje teksty, nie mam głupich literówek. Poza tym zajmuje się zmianą myślników na półpauzy, pilnuje terminów publikacji i temu podobne. Taki mój redaktor.
3. Zaimki. Największe zło świata. Pilnuj ich, bo kochają wyskakiwać jak grzyby po deszczu, zwłaszcza zaimek zwrotny 'się'. Zbytnia zaimkoza i sięjoza to dwie najgorsze choroby pisarza. Trącą okropną amatorszczyzną. Tu muszę cię pochwalić, bo nie masz z nimi większego problemu, ale warto być tego świadomym. W eliminacji 'się' mi osobiście pomaga 'ctrl + f'.
4. Epitety. Nie nadużywaj epitetów. Opisy lepiej budować rzeczownikami niż przymiotnikami. Wiadomo, nie wszystko da się w ten sposób opisać i łatwe to nie jest, ale o wiele mocniej działa na wyobraźnię.
5. Masło maślane, czyli pleonazmy. Czytelnikowi wystarczy powtórzyć raz, chyba, że jest to oś naprawdę ważnego - to można półtora. ;)
6. Przejrzyj sobie zasady pisania dialogów, nie jest ich wiele a od razu pisanie wygląda profesjonalniej. ;) Ogólnie masz problemy z interpunkcją, ale na to może zaradzić dobra beta lub czytanie książek. Na razie definitywnie zrezygnuj z pauz. Źle użyte okropnie dezorientują.
7. Mówiłaś, że masz problem z czasami... Albo ślepnę, albo się poprawiłaś, bo nie pamiętam, żeby szczególnie zakłuły mnie w oczy nagłe zmiany. Wszystko się trzyma czasu przeszłego, I guess, przynajmniej z tego o widzę. xD
cdn.
cd.
Usuń8. Słów 'być' i 'mieć' też używaj oszczędnie i staraj się je zastępować. Brzmią mało profesjonalnie i wskazują na niski zasób słownictwa.
9. Konstrukcja zdań - dobrze przeplatać zdania złożone z pojedynczymi, żeby się to płynnie czytało. Najlepiej jest zachować paralelizm, ale to już wyższa szkoła jazdy.
10. Staraj się nie używać spójników, kiedy nie jest to konieczne. Sztucznie przedłużają tekst.
11. Jąkanie się. Ma-ało o-osób jąka się w te-en sposób z ne-erwów. Kiedy jesteśmy nerwowi, to... to wszystko powtarzamy. Tak. To powtarzamy i urywamy zdania. Tak w pół, bo... Bo nie wiemy co powiedzieć. Tak.
12. To rada wyglądowa, ale też dobra. Justuj. Wygodniej się czyta. Ah, i czy mogłabym prosić o zmianę wyglądu na komórki? Czarnego na czarnym nie da się czytać po nocy. ;-;
Muszę cię pochwalić za budowę postaci. Co prawda Luna jest dość nieporadna i bojaźliwa, ale podobają mi się szalenie bracia Sakamaki. Ładnie zostawiłaś im charaktery. ^^
Hm... To najbardziej podstawowe rady, do których się stosuję. Można to zawrzeć w dwóch zdaniach: "Minimum słów, maksimum treści. Im prościej, tym lepiej." Dobrą praktyką jest pisanie z otwartym słownikiem synonimów, przydaje się. Poprawne pisanie w znacznym stopniu polega na świadomości języka. I nie martw się, jeśli pierwszy projekt rozdziału będziesz uważała za tragiczny. Cytując Ernesta Hemingwaya: "First draft of anything is a shit." ;)
Rzucę ci kilkoma stronami, których sama używam, a które pewnie i tak znasz:
Słownik synonimów: https://www.synonimy.pl/szukaj/
Kochany SJP <3:
https://sjp.pl/
Najwspanialsza strona o pisaniu, która istnieje na tym marnym łez padole:
http://poradnikpisania.pl/
Proste i klarowne zasady pisania dialogów:
http://www.jezykowedylematy.pl/2011/09/jak-pisac-dialogi-praktyczne-porady/
Oczywiście, nie jestem profesjonalistką. To tylko zasady, którymi się kieruję. Mam nadzieję że pomogłam. :)
... <— Te kropki wyrażają mój zachwyt i brak słów na tak piękny komentarz. Nawet nie wiem, jak się do tego odnieść. Chyba postaram się odpowiedzieć według numerów.
Usuń(Już nie mogę się doczekać rozdziału u Ciebie ^^)
1. Heh, próbowałam, ale zawsze nic nie widzę oprócz literówek i powtarzających się wyrazów.
2. Ach, marzenie.
3. Się? Mam z tym badziewiem wielki problem. I tak, jestem okropną amatorszczyzną, mimo, że piszę już od dziecka. To miałam bardzo długie przerwy, więc równie dobrze mogę powiedzieć, że piszę od niecałego roku.
4. Ech, będzie trudno~
5. No niby zdaję sobie z tego sprawę i poprawiam nawet innych autorów, ale mam wrażenie, że cały tekst to u mnie masło maślane.
6. Interpunkcja i dialogi, to definitywnie moja słaba strona (co nią nie jest, hmm...)
7. Naprawdę? To dobrze, chociaż coś! Spędzam nad takimi poprawkami trochę czasu, więc dobrze, że nie ma mieszania czasów jak na razie...
8. Chyba takowy mam, gdy zaczynam pisać. Ciągle tylko to "być" nasuwa mi się na język. Ups.
9. Ech, ja i zdania złożone to jedność. Nie możemy się rozdzielić. (sarkazm)
10. Jak ja kocham te spójniki.
11. To naprawdę kwestia człowieka, ale wezmę pod uwagę, gdy o tym nie zapomnę.
12. Justowanie nie wchodzi w grę, nienawidzę tego. Jakoś mnie gryzie. Jednak jeszcze poważnie to przemyślę. A ze zmianą na komórki, pokombinuję później, bo ja ciota i trochę mi to zajmie.
Mam wrażenie, że właśnie psuję charaktery braci. A co do Luny, to jak ona się rozkręci i bardziej z nimi zapozna, to już nie będzie taka bojaźliwa oraz małomówna. (Zresztą jak ja.)
Podsumowując, jeśli to czytasz, dziękuję bardzo serdecznie za tak cudowny komentarz. Brakowało mi takich. Długo myślałam nad porzuceniem pisania, ale ciągle mnie od tego odciąga. Choć długich przerw mam sporo na koncie. Do tego ciężko mi się na czymś skupić przez moją chorobę, a pisanie tak jakby trochę mi pomaga, ale chyba najwyraźniej musiałam się słono przeliczyć.
Zawsze jak czytam czyjeś prace, to zwracam uwagę tylko na to czy nie ma błędów ortograficznych, zbyt dużo literówek, powtórzeń i czy jest ciekawie. Nie zwracałam uwagi na coś innego, bo... jak dobrze mi się czyta to jest wszystko perfekcyjnie. Tak już mam cholera. Do siebie chyba nieświadomie też tak podchodziłam.
Jeszcze raz, dziękuję. Dałaś mi dużo do przemyślenia.
Chill out! Oczywiście, że tu jestem! ;) I pisania nie porzucaj! Świetnie ci idzie, masz ciekawe pomysły i dobrze się to czyta. W końcu inaczej nie zainwestowałabym ponad godziny czasu do napisania powyższego komentarza. Chętnie pogadałabym z tobą o paru zagadnieniach, ale wolałabym to zrobić face to face - jeśli masz GG i byłabyś ciekawa, zapraszam, numer: 62546843.
UsuńJa... Cóż, zwracam uwagę na wszystko z czym sama mam problem, żeby zobaczyć, jak rozwiązują go inni autorzy. :D Ale pisanie i ogólnie języki to mój konik. Chciałabym kiedyś wiązać z tym przyszłość, a ciągle mam wrażenie, że jeszcze właściwie nic o tym nie wiem. Dlatego wybacz moją drobiazgowość i perfekcjonizm. ^^
Heh. Już tyle razy myślałam o porzuceniu pisania, że głowa mała. Jednak jakoś bym na dłuższą, baardzo długą, metę, wcale nie potrafiła tego zrobić. Jestem strasznym marzycielem i musiałam bym wydostać moje pomysły z głowy, bo by mi pękła. Co prawda są o wiele lepsze w, a nie na "ekranie". Na pewno to ff doprowadzę do końca. W końcu i tak zrobiłam niemały zapas. Lubię pisać dużo naraz, a potem odpoczywam.
UsuńCo do GG, nie posiadam i raczej nie będę zakładać. Mało ze mnie towarzyska osoba. Nigdy nie umiem nic powiedzieć.
Wcale nie przeszkadza mi twoja drobiazgowość, wręcz przeciwnie, uświadomiła mnie w wielu sprawach. Muszę jej podziękować.
Jeszcze raz, dziękuję za poświęcony czas i piękne komentarze.