Z d r a d z i e c k i w i a t r
❝ zdradziecki wiatr kochał zdradzać ❞
Biegłam przez korytarz. Pchana dziwną siłą. Uciekałam przed wszystkim. Dosłownie. Każda napotkana osoba, każda napotkana rzecz – wszystko po chwili wysuwało swoje długie i ostre kły. Wychodziły z ust, dumnie prezentując swoją przeraźliwość. Biegłam, nie mogąc powstrzymać krzyku. Biegłam, nie mogąc się zatrzymać. Tchórzyłam, uciekając przed problemami." — Żałosne, nędzne. Beznadziejna, bezwartościowa, niepotrzebna dziewucha.
Miał rację. Całkowitą. Byłam, jestem i będę beznadziejna. Ale chcę żyć! Chcę się stąd wydostać oraz spełnić swoje marzenia! Błagam... "
Zerwałam się do pozycji siedzącej, odrzucając kołdrę, która powodowała, że było mi za gorąco. Pociągnęłam nosem, ocierając łzy. Nagle poczułam ostry ból w szyi. Dotknęłam od razu bolącego miejsca. Syknęłam, napotykając opuszkami palców, dwie małe ranki. Ponownie zakuło mnie w kącikach oczu. Od razu dałam upust słonym, gorącym łzą, które skapywały kroplami na moją koszulę nocną. Pamiętałam to wydarzenie zbyt dobrze, było zbyt świeże. Wryło mi się w psychikę tak dogłębnie, że prawie wyżarło do reszty moją wolę walki o życie. Jednak ból psychiczny nie wystarczył. Musiał być także ból fizyczny. A jakże. Nie dość, że cała szyja mnie bolała, to promieniujący ból w lewej ręce również nie pomagał. Miałam wrażenie, że wszystkie nerwy płoną, a mięśnie odmówiły jakiejkolwiek współpracy.
Nienawidzę cię. Nienawidzę cię. Nienawidzę cię, potworze.
Zawyłam mentalnie, patrząc ukradkiem na wskazówki zegara, które kazały mi, wręcz krzycząc, że miałam się pośpieszyć, bo niedługo zaczynały się lekcje. Ponownie załkałam żałośnie, jęcząc cicho. Lecz nie było w moich planach słów poddania się całkowicie. Musiałam zadbać o wolę życia. Dlatego, gdy już się stąd wydostanę, chciałam przynajmniej wynieść jakąś wiedzę ze szkoły. Więc wstałam. Tak po prostu, pchana czymś niewidzialnym.
Przecież Yui też została ugryziona i to nie raz, a się nie poddawała, nawet mnie pocieszając. Ona naprawdę jest silna. Chciałam jej odwagę.
Oblizałam spierzchnięte wargi i powoli podeszłam do szafy. Wyciągnęłam wieszak z mundurkiem, a następnie rzuciłam go niezgrabnie na łóżko. Oczywiście, jak to zawsze u mnie bywa, upadł na ziemię, tuż przy moich stopach.
Ech... zapowiada się ciężka noc.
♠ ♠ ♠
Ponownie zasiadłam koło Subaru, który nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Dziękowałam mu w głębi duszy. Czułam narastające zmęczenie, a kotłujące myśli wcale mi nie pomagały. Podczas kąpieli, grubo się zastanawiałam, jak znalazłam się w łóżku, ubrana w koszulę nocną i dlaczego. Po długim rozmyślaniu oraz próbie przypomnienia sobie czegokolwiek, walnęłam się mocno w czoło. Czyż to nie było oczywiste od początku? Jednak mój mózg tak mulił, że nie przyswoił do wiadomości lub nie chciał, iż była to sprawka Reiji'ego. Nawet nie chciałam myśleć o tym, że widział mnie w bieliźnie. Pewnie narzekał, że ludzie mają tak brzydkie ciało. W sumie śmieszyło mnie to i równocześnie przejmowało. Na szczęście nie miałam sił dalej się nad tym rozwodzić.Dreszcze zmęczenia towarzyszyły mi przez całą lekcję, kolejną i kolejną. Jednak w końcu doczekałam się długiej przerwy. Miałam zamiar udać się na dach, żeby choć trochę spróbować się obudzić. Noc bowiem nie należała do ciepłych. Co obecnie było mi na rękę. Gdy tylko do moich nozdrzy doleciał zapach zimnej nocy, od razu zrobiło mi się lepiej. Nawet oczy przestały tak bardzo piec. Musiałam przyznać, że był to jeden z dobrych pomysłów. Z chęcią spędzę tutaj resztę długiej przerwy. Jednak nie dane było mi zadowolenie z przyjemnego ukojenia. Usłyszałam bowiem, że ktoś coś recytuje. Głośny szum wiatru i ogólny ból głowy, skutecznie uniemożliwiały mi rozpoznanie choć odrobiny słów wypowiadanych przez chłopaka, którym był...
Jeden z braci Sakamakich, jasna cholera!
Serce podeszło mi do gardła, z każdą chwilą zwiększając swoje obroty. Wytrzeszczyłam oczy, gorączkowo szukając odpowiedzi w zbolałej głowie. Moje oczy nie mogły zatrzymać się w miejscu, skacząc we wszystkie strony. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że całkowicie uciekły mi do tyłu. Powoli zaczęłam się cofać, uważając, żeby nie narobić najmniejszego hałasu. W trakcie moich poczynań, zrozumiałam, że rudowłosy nawalał poezję miłosną, dziwnie przy tym wzdychając. Nie miałam zamiaru tego słuchać, więc po prostu odliczałam sobie w głowie kroki. Przystanęłam, obracając się przodem, wiedząc, że ostatnim razem cofanie nie wyszło mi najlepiej. Na palcach podeszłam do drzwi, które zaraz, być może, mnie ocalą. Wstrzymałam oddech, naciskając bardzo delikatnie na klamkę. W myślach błagałam, żeby tylko wiatr nie przestał wiać, albo nie zmienił kierunku.
Nagle wiatr przystanął, jednak ja już dawno wybiegłam z dachu, uciekając korytarzami w obojętnie jaką stronę, byle z dala od jednej z bestii. Gdy zabrakło mi tchu, przystanęłam i podparłam ręce na kolanach. Następnie szybko zrezygnowałam z tego pomysłu, czując, jak lewa ręka odmawia mi posłuszeństwa. Kuła promienistym bólem. Jęknęłam boleśnie, rozglądając się powoli po otoczeniu. Nogi poniosły mnie, aż do wielkich drzwi, którymi wchodziłam do szkoły już trzy razy i tyle samo wyszłam. Pchana dziwną siłą i zwykłym instynktem, po prostu wyszłam z budynku, idąc na przód. Przede mną stała ogromna brama. Otwarta brama.
Otwarta... Otwarta!
Czym prędzej, rozglądając się pobieżnie na boki, wystrzeliłam w jej kierunku. Przystanęłam przy majestatycznych prętach, które odgradzały mnie od upragnionej wolności. Przełknęłam głośno ślinę i nie myśląc wiele, przeszłam na drugą stronę. Poczułam, jak przechodzą mnie dreszcze dziwnego podniecenia, a adrenalina napłynęła do nóg. Niby wiedziałam, że nie dam rady uciec. Wiedziałam, że mnie złapią. Jednak mój umysł przysłoniła wolność, więc lekkomyślnie wyszłam jej na przeciw.
♠ ♠ ♠
W niewiadomy sposób znalazłam się w kościele. Nogi same zaprowadziły mnie do tego miejsca. Nie narzekałam. Wręcz przeciwnie, dziwnie mnie uspokoiło, że akurat znalazłam się tutaj. Chyba najwyraźniej brakowało mi tych chwil spędzonych właśnie w tym miejscu. Łapczywie łapałam każdy oddech w palące płuca. Przez całą drogę biegłam. Nie wiedziałam skąd nagle zostałam obdarowana tak pokaźną siłą, bowiem droga na pewno nie należała do najkrótszych. Nieśpiesznie usiadłam w jednej z ławek, nie spuszczając wzroku z ołtarza. Westchnęłam, gdy mój tyłek i plecy spotkały się z twardym siedzeniem. W tym momencie nie chciałam myśleć o niczym, a w szczególności nie o tym, co miało nastać później. Wiadome było, że umrę i nic z tym nie da się zrobić. To była tylko kwestia czasu, a ja miałam zamiar przeciągać to jak najdłużej. Nie chciałam się poddawać. Musiałam uratować Akihito!Strasznie byłam ciekawa, czy mama wiedziała, że tak wszystko się potoczy. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Jak tylko uda mi się osiągnąć cel, ucieknę i uratuję mojego brata. Potem mogę umierać, a teraz musiałam dać sobie radę. Nie mogłam postępować tak lekkomyślnie jak teraz. Wstałam gwałtownie z zaciśniętą pięścią. Miałam zamiar wrócić do szkoły i udawać, że nic się nie wydarzyło.
— Nie do wiary. Bitch-chan Dwa się modli! Wiesz, że bóg ci teraz nie pomoże~? — Usłyszałam blisko siebie męski głos. Nazbyt znajomy głos. Laito.
— L-Laito! — pisnęłam przestraszona, obracając się w jego stronę w natychmiastowym tempie.
— Tak, to ja. Jedyny w swoim rodzaju. Niby kogo się spodziewałaś? — powiedział z wyraźną ironią.
— Wiedziałam... — parsknęłam na głos, uważnie go obserwując i powoli zaczynając się cofać.
— Och, nie uciekaj, to niezdrowo. Wyczułem cię już na dachu, gdy tak bezczelnie mnie podsłuchiwałaś — rzekł, wzdychając.
— Nie– Nie zbliżaj się! — krzyknęłam, co wywołało echo w kościele, ale nie powstrzymało rudego wampira.
— Powiedz, co widzisz za oknem? — zapytał.
Przez chwilę nie rozumiałam o co chodzi i nawet nie miałam zamiaru słuchać jego poleceń. To na pewno mógł być podstęp, więc cofałam się dalej nie spuszczając z niego wzroku. On tylko się zaśmiał, podążając za mną. W końcu moje plecy musiały dotknąć ściany. Wzdrygnęłam się, wiedząc, że ona też jest moim kolejnym wrogiem.
— Oj, Bitch-chan, Bitch-chan... Wiem, że jestem tak przystojny, że nie możesz oderwać ode mnie wzroku, ale pozwól– — powiedział z dziwnym uśmiechem, chwytając mój podbródek i unosząc go mocno do góry. — Co widzisz za oknem, Bitch-chan~? — Jego głos przyprawił mnie o nieprzyjemne dreszcze. Był taki... strasznie zimny...
Z niechęcią przekierowałam wzrok w stronę okna, napotykając duży, pełny księżyc, który swoim blaskiem zdawał się ze mnie śmiać. Poczułam, jak łzy zaczęły kłuć mnie w kącikach oczu – domagając się uwolnienia. Wiedziałam, że dzisiaj, na pewno nie dam rady uciec.
— ... P-pełnia... — wyszeptałam, dławiąc się i czując nieprzyjemny ból w uniesionym podbródku.
— Dokładnie. Dzisiejszej nocy jestem nienasycony. Chcę spróbować twojej krwi odkąd wiatr zawiał na dachu, w szczególności wiedząc, że już ktoś cię skosztował. Ach, tak bardzo mnie to podnieca~. Nie mogę się doczekać, kiedy poznam cię lepiej i głęb–
— P-puszczaj mnie! Zostaw! — Przerwałam mu żenującym krzykiem, wyrywając się z jego uścisku.
Popchnęłam go, a on na małą chwilę zachwiał się, najwyraźniej nie oczekując takiego obrotu sprawy. Wykorzystałam okazję i wybiegłam z kościoła. Gdy tylko moja stopa znalazła się poza obrębem budynku, usłyszałam śmiech, który zagłuszył, natychmiast, niespokojny wiatr. Zdawał uciekać się ze mną, jednak ja nie miałam tym razem takiego zamiaru. Podbiegłam do najbliższego drzewa, upadając przy nim. Oparłam się o pień, podciągając kolana do piersi i wtulając w nie głowę. Dałam upust łzom, zanurzając się w swojej bezradności.
— Och, jaki cudowny widok~. Coś niezbyt spektakularna ta twoja ucieczka... Czyżby zabrakło sił, a może–
Przerwałam mu ponownie.
— Ucieczka jest bezsensowna. Po prostu nie chciałam, żeby... żeby to... stało się w kościele — wychlipałam stłumionym głosem, dalej nie podnosząc głowy.
Zaśmiał się. Krótko, ale intensywnie. Tak, że jego śmiech pozostawił na mnie przerażające dreszcze i dudniące serce. Nagle poczułam, jak dotyka moich odsłoniętych nóg, przejeżdżając zimnym palcem wzdłuż łydki. Zapomniałam, że nosiłam spódniczkę.
— Taka pobożna, grzeczna dziewczynka... Nie trzeba było być taką głupią na początku. Pokaż mi swoją zrozpaczoną twarz, Bitch-chan Dwa~ — powiedział, łapiąc mnie za ręce i odciągając je od mojej zasłoniętej głowy.
Kaskada czarnych włosów zasłoniła mi pole widzenia, ale dokładnie czułam jego intensywny wzrok. Jakby już zaczął mnie pożerać. Pociągnęłam pośpiesznie nosem, patrząc na niego najbardziej pogardliwym spojrzeniem, na jakie było mnie stać w tej chwili. Ponownie zaśmiał się, a następnie jęknął cicho, co wywołało u mnie obrzydzenie.
— Och~. Ten wzrok jest wspaniały, dalej patrz na mnie tak dalej, Bitch-chan~.
Rozchylił moje nogi, wchodząc pomiędzy nie z tą swoją okropną miną zboczeńca. Następnie przechylił mi głowę w prawy bok, odgarniając kosmyki włosów. Zacisnęłam kurczowo oczy, gdy zobaczyłam wysuwające się kły.
— P-proszę... Zrób delikatnie to, delika-tnie, błagam — wychrypiałam zbolałym głosem, dławiąc się kolejną dawką łez, które nie miały zamiaru przestać płynąć.
Nie usłyszałam nic z jego strony. Tylko cichy wiatr szumiał mi w uszach, powoli się uspakajając. Gdy miałam otworzyć oczy i spojrzeć w jego twarz, poczułam delikatne muskanie zimnych palców na mojej szyi. Wzdrygnęłam się, czując jak dotyk rozchodzi się po całym moim ciele. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to to, że nigdy więcej nie chciałam czuć tego uczucia. Jednak nie dane było mi głębsze rozważanie na temat tego, czy warto było to poczuć czy nie, ponieważ ostry ból przedarł moją szyję. Rozszerzyłam oczy, łapiąc się odruchowo ubrania wampira. Ponownie poczułam ten niesamowicie odrażający ból, który rozchodził się w każdej mojej komórce. Miałam wrażenie, że drasnął moje kości. Nie mogłam się powstrzymać od wyrywania, co tylko spotęgowało nieprzyjemnie uczucie. Laito natychmiastowo złapał moje obie dłonie w mocnym uścisku.
Słyszałam, jak wysysał moją krew, łapczywymi łykami – cicho przy tym pojękując. Załkałam jeszcze głośniej, wypuszczając z siebie, niezrozumiałe nawet dla mnie, mamrotanie. Musiałam przyznać, że tym razem było całkowicie inaczej. Odczuwałam to w każdym możliwym stopniu. Było bardziej obrzydliwie. Bardziej zachłannie. Jednak ból był wciąż ten sam. Po chwilach wieczności, zaczęło ciemnieć mi przed oczami. Ostatnie co widziałam, to spadający na ziemię, kapelusz Laito, który następnie został poderwany gwałtownie przez wiatr, żeby polecieć hen hen daleko w górę.
Też bym tak chciała...
........................
1884 słowa
a/n: Czasami warto zastanowić się, nie dwa razy, ale kilka razy, zanim podejmie się daną decyzje, nawet tę najmniejszą. Na początku błaha, niepozorna, a później okazała się naprawdę ważna. Tak ważna, że zniszczyła całe życie.
Ps Mam wrażenie, że z każdym rozdziałem zżeram coraz więcej opisów...


Uwaga na marginesie: "Oblizałam spierzchnięte wargi. Podchodząc, stylem rasowego zombie, do szafy." - imiesłowów używa się w zdaniu podrzędnym lub współrzędnym zdania złożonego, nie zastępuje w zdaniu orzeczenia.
OdpowiedzUsuńJeśli o opisy chodzi - mi to nie przeszkadza. Czyta się świetnie. ^^ Nie wiem, czy już o tym mówiłam, ale matka Akihito i Luny kropla w kroplę przypomina mi Christę. Tak z wyglądu, jak z zachowania. Tylko co ona by robiła w jakimś domu w lesie? A dodając do tego temperament młodego... Bardzo się zdziwię, jeśli to nie będzie rodzinka z Subaru. xD
Czemu Laito nawalający poezją miłosną mnie bawi, tak w animcu, jak i... wszędzie.
Rozdział oczywiście cudny, życzę weny i czekam na następne. ^^
Dziękuję za wytknięcie błędu i komentarz~.
UsuńCo do opisów, zawsze mi mało. Ja uwielbiam opisy, więc mam wrażenie, że ich brakuje. Taki niedosyt i spaczenie.
Cóż, ja je średnio lubię, chyba że są naprawdę dobre. Długie, nudne i superhiperszczegółowe opisy to najgorsze co w ogóle może być. ;-;
UsuńNo jak są brzydkie i okropnie napisane opisy, to ja w ogóle nie czytam dalej, ale przeważnie mi się podobają.
UsuńW sumie to większość nie za bardzo przepada za długimi opisami.
Dobrze wiedzieć o Twojej opinii.